
"Zakładnicy" - tak o niewierzących-praktykujących napisał bloger-ateista Jacek Kowalczyk. Kim są owi zakładnicy? To ci wszyscy, którzy decydują się na Sakramenty nie z uwagi na ich świętość, a na święty spokój, który sobie dzięki nim kupują.
Wiedzą, że nie będą wychowywać dzieci po katolicku, ale i tak je chrzczą, posyłają na religię w szkole, płacą za komunijne ceremonie… I w ten sposób szkodzą swoim dzieciom, od samego początku uczą je hipokryzji, przyuczają do dwójmyślenia, a samych siebie stawiają w dwuznacznej pozycji wychowawczej, każąc dziecku robić coś, czego sami w ogóle nie robią. Czytaj więcej
Bo... bo... bo tradycja
Niewierzący-praktykujący nie ograniczają się jedynie do tego, aby ochrzcić swoje dziecko. Akurat dokonanie tego Sakramentu spotyka się z największą presją społeczną, bo samo słowo, że ktoś jest "nieochrzczony" nie brzmi w Polsce najlepiej. Ale nie tylko to. W mniejszych miejscowościach ciężko żyć na "kocią łapę" – są miejsca, w których decyzja o braku ślubu kościelnego (tylko cywilnego) oznacza świadome wystawienie się na ostracyzm społeczności.
Ale niewierzących-praktykujących spotkamy nie tylko w małych miejscowościach. Ten rodzaj hipokryzji wynika nie tylko z pochodzenia, ale jest też charakterystyczny dla określonego typu osobowości.
Co na to sami Katolicy? Z jednej strony powinni się cieszyć, bo być może pprzez samo obcowanie z Kościołem i Sakramentami pogubione owieczki mogłyby zbliżyć się do Kościoła. Ale prawda jest taka, że nikt nie chce w swoim gronie pozerów, a wierzący nie chcą wokół siebie udawaczy.
Mam wrażenie, że księżą i ludzie świeccy w Kościele powinni mówić tym ludziom, którzy "kulturowo" wierzą, że wiara to jest coś więcej. Być może dzięki temu, że masz chrzest, później łatwiej się nawrócisz. Ale z drugiej strony przysięgamy przed ołtarzem podczas Chrztu, że wychowamy dziecko w etyce chrześcijańskiej, a później tego nie robimy. To oszukiwanie księdza, Kościoła i Boga, ale i samych siebie i tego dziecka. I to jest prawdziwa hipokryzja.
Ale czy w katolickiej Polsce można głośno mówić o tym, że jest się niewierzącym i niepraktykującym? Czy można sprzeciwić się całej tej "kościelnej machinie"? Oczywiście że można. Udawanie katolika, nawet w takim kraju jak Polska (a może zwłaszcza w nim) nie prowadzi do niczego dobrego. Bo nawet jeśli chrześcijaństwo jest fundamentem naszej kultury, to budowanie swojego życia z cegiełek hipokryzji z pewnością nie uczyni go bardziej wartościowym.
