
"Pozostawieni" to opowieść o sposobach radzenia sobie ze stratą w życiu - mówi Tom Perrotta, autor właśnie zekranizowanej przez HBO książki. Nam pisarz opowiada o tym, co wpólnego ma religia z literaturą, dlaczego telewizja może ocalić literaturę i dlaczego w trakcie pisania myślał o 11 września.
REKLAMA
"Pozostawieni", serial oparty na Twojej książce pod tym samym tytułem, właśnie miał premierę. Jesteś zadowolony z efektu?
HBO słynie z dobrych ekranizacji. Nie bez przyczyny zwróciłem się właśnie do nich, by zrobili "Pozostawionych".
HBO słynie z dobrych ekranizacji. Nie bez przyczyny zwróciłem się właśnie do nich, by zrobili "Pozostawionych".
W książce i serialu ci, którzy są "pozostawieni", a więc w pewien sposób ocaleni czy oszczędzeni od losu, który stał się udziałem miionów innych ludzi, w gruncie rzeczy są w gorzej pozycji niż ci, którzy nagle zniknęli. Muszą starać się zrozumieć, co się stało i jakoś żyć dalej.
"Pozostawieni" to opowieść o dwóch sposobach radzenia sobie ze stratą, które w pewien naturalny sposób się splatają. Pierwszy polega na dalszym życiu, wykonywaniu swoich zadań, obowiązków, spełnianiu marzeń; drugi - na pamiętaniu tego, kogo straciliśmy, na pominięciu impulsu, by zapomnieć, choć tak jest czasem łatwiej.
"Pozostawieni" to opowieść o dwóch sposobach radzenia sobie ze stratą, które w pewien naturalny sposób się splatają. Pierwszy polega na dalszym życiu, wykonywaniu swoich zadań, obowiązków, spełnianiu marzeń; drugi - na pamiętaniu tego, kogo straciliśmy, na pominięciu impulsu, by zapomnieć, choć tak jest czasem łatwiej.
Bawisz się koncepcją, że gorszy los spotkał tych, którzy zostali...
Nie wiem, co się stało z tymi ludźmi, którzy zniknęli (śmiech). Trudno więc stwierdzić, kto ma gorzej. Z pewnością jednak niewiedza tych, którzy zostali pozostawieni, o tym, co się stało z ich rodzicami, dziećmi, przyjaciółmi, mężami i żonami, jest w tym wszystkim bardzo trudna. Niepewność, obok straty, jest dla nich najtrudniejsza.
Nie wiem, co się stało z tymi ludźmi, którzy zniknęli (śmiech). Trudno więc stwierdzić, kto ma gorzej. Z pewnością jednak niewiedza tych, którzy zostali pozostawieni, o tym, co się stało z ich rodzicami, dziećmi, przyjaciółmi, mężami i żonami, jest w tym wszystkim bardzo trudna. Niepewność, obok straty, jest dla nich najtrudniejsza.
Z tą niepewnością pomaga im radzić sobie religia. Ci, którzy zostali, formują nowy ruch religijny.
Tak się dzieje też w życiu. Szukamy odpowiedzi wszędzie, gdzie się da. W "Pozostawionych" te odpowiedzi, które zapewniała religia przed nagłym zniknięciem ludzi, już nie wystarczają, bo wydarzyło się coś, czego wyjaśnić nie potrafią. Dlatego zaczynają szukać odpowiedzi na męczące ich pytania gdzie indziej. Część robi to wstępując do nowego kultu. Część zaczyna opowiadać historie.
Tak się dzieje też w życiu. Szukamy odpowiedzi wszędzie, gdzie się da. W "Pozostawionych" te odpowiedzi, które zapewniała religia przed nagłym zniknięciem ludzi, już nie wystarczają, bo wydarzyło się coś, czego wyjaśnić nie potrafią. Dlatego zaczynają szukać odpowiedzi na męczące ich pytania gdzie indziej. Część robi to wstępując do nowego kultu. Część zaczyna opowiadać historie.
W pewnym sensie w poszukiwaniu takich odpowiedzi pomaga także literatura. Dajemy się ponieść opowiadanej historii, poznajemy inny punkt widzenia, bo szukamy nadziei.
Zarówno religia, jak i historia oferują narrację, której ludzie - ci, którzy wierzą i ci, którzy czytają - potrzebują. Różnica polega jednak na tym, że dana religia oferuje jeden jedyny słuszny punkt widzenia, podcza gdy w literaturze jest ich wiele i żaden nie uważa się za ostateczny. Opowiadanie, przekazywanie historii to proces, który trwa cały czas i nigdy nie jest ukończony. Ale impuls do tworzenia systemów religijnych i opowiadania historii wynika z tych samych pobudek. Szukamy wyjaśnień.
Zarówno religia, jak i historia oferują narrację, której ludzie - ci, którzy wierzą i ci, którzy czytają - potrzebują. Różnica polega jednak na tym, że dana religia oferuje jeden jedyny słuszny punkt widzenia, podcza gdy w literaturze jest ich wiele i żaden nie uważa się za ostateczny. Opowiadanie, przekazywanie historii to proces, który trwa cały czas i nigdy nie jest ukończony. Ale impuls do tworzenia systemów religijnych i opowiadania historii wynika z tych samych pobudek. Szukamy wyjaśnień.
Jesteś religijny?
Wychowano mnie w katolickim domy, teraz uważam się za agnostyka. Nie określiłbym siebie jako ateisty, bo nie wykluczam możliwości, że coś gdzieś jest. Jednak tym, co mnie fascynuje w religii, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, jest jej ciagłość, uporczywe trwanie. Tutaj podział polityczny nie przebiega wzdłuż linii religijny i świecki i interesujące jest obserwowanie, jak religia wpływa na politykę.
Wychowano mnie w katolickim domy, teraz uważam się za agnostyka. Nie określiłbym siebie jako ateisty, bo nie wykluczam możliwości, że coś gdzieś jest. Jednak tym, co mnie fascynuje w religii, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, jest jej ciagłość, uporczywe trwanie. Tutaj podział polityczny nie przebiega wzdłuż linii religijny i świecki i interesujące jest obserwowanie, jak religia wpływa na politykę.
USA są wyjątkowym miejscem pod tym względem miejscem, w ciągu ostatnich 200 lat powstało tam wiele nowych ruchów religijnych, choćby kościół scjentologiczny czy mormoński... Skąd się bierze ta potrzeba tworzenia nowych religii?
Nie wiem, skąd w Amerykanach ta skłonność czy potrzeba do budowania tego rodzaju ruchów, ale są one ogromną częścią naszej, także najnowszej, historii. Pisząc "Poozostawionych" myślałem o mormonach i scjentologii, chciałem pokazać, jakie mechanizmy rządzą takimi współczesnymi religiami, jak są one budowane. Kult, który powstaje w książce po porwaniu - czy zniknięciu - bazuje oczywiście na tych już istniejących ruchach. Myślałem więc o mormonach, misjonarzach, ale także Wielebnym Jonesie (James Warren "Jim" Jones", założyciel sekty Świątynia Ludu, której członkowie popełnili zbiorowe samobójstwo - przyp. red.).
Nie wiem, skąd w Amerykanach ta skłonność czy potrzeba do budowania tego rodzaju ruchów, ale są one ogromną częścią naszej, także najnowszej, historii. Pisząc "Poozostawionych" myślałem o mormonach i scjentologii, chciałem pokazać, jakie mechanizmy rządzą takimi współczesnymi religiami, jak są one budowane. Kult, który powstaje w książce po porwaniu - czy zniknięciu - bazuje oczywiście na tych już istniejących ruchach. Myślałem więc o mormonach, misjonarzach, ale także Wielebnym Jonesie (James Warren "Jim" Jones", założyciel sekty Świątynia Ludu, której członkowie popełnili zbiorowe samobójstwo - przyp. red.).
"Pozostawieni" to opowieść apokaliptyczna, ale jest w niej też nadzieja - wbrew wszystkiemu, co się wydarzyło i nieszczęściu, które dotknęło ludzi i wpłynęło na całe ich życie.
Nie chciałem opowiadać kolejnej postaapokaliptycznej historii, w której, jak zwykle, mamy świat po wybuchu bomby atomowej albo ataku zombie i patrzymy, jak ludzie sobie radzą w rozpadającym się świecie. "Pozostawieni" są raczej o tym, czy ludzie umieli odnaleźć sens w tym, co się wydarzyło. Dla mnie istotne jest, że w takich historiach zawsze pojawia się konieczność "ocalenia świata", "ocalenia cywilizacji". A sądzę, że to ocalanie każdy powinien zacząć od siebie. Stąd ta nadzieja w książce, bo niektórym bohaterom udało się ocalić samych siebie po tym co się stało. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia.
Nie chciałem opowiadać kolejnej postaapokaliptycznej historii, w której, jak zwykle, mamy świat po wybuchu bomby atomowej albo ataku zombie i patrzymy, jak ludzie sobie radzą w rozpadającym się świecie. "Pozostawieni" są raczej o tym, czy ludzie umieli odnaleźć sens w tym, co się wydarzyło. Dla mnie istotne jest, że w takich historiach zawsze pojawia się konieczność "ocalenia świata", "ocalenia cywilizacji". A sądzę, że to ocalanie każdy powinien zacząć od siebie. Stąd ta nadzieja w książce, bo niektórym bohaterom udało się ocalić samych siebie po tym co się stało. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia.
Trudno nie dostrzec analogii między niewyjaśnionym zniknięciem w "Pozostawionych" a tym, co stało się w Nowym Jorku 11 września. Podobieństw jest dużo, zwłaszcza jeśli chodzi o zmiany, jakie zasząły w społeczeństwie oraz sposoby, z jakimi ludzie radzili sobie z tym, co się stało.
Kiedy pisałem "Pozostawionych", wciąż myślałem o 11 września, nie jest to jednak alegoryczna opowieść o tym, co się wtedy wydarzyło w Nowym Jorku. Wszyscy myślelilśy, że właśnie skończyła się historia i świat, jaki znamy. - Wszystko się zmieniło - myśleliśmy. Jasne, nastąpiło wiele zmian, ale tak naprawdę społeczeństwo i kultura się nie zmieniły. Po dwóch, trzech latach wszystko wróciło do swojego rytmu. Niektóre życia drastycznie się zmieniły, inne, mimo kilku zmian, toczyły się dalej. Jak wcześniej. I o tym jest moja książka - i serial - jak ludzie reagując w obliczu kataklizmu. Dlaczego niektórzy potrafią iść dalej, podczas gdy inni nie?
Kiedy pisałem "Pozostawionych", wciąż myślałem o 11 września, nie jest to jednak alegoryczna opowieść o tym, co się wtedy wydarzyło w Nowym Jorku. Wszyscy myślelilśy, że właśnie skończyła się historia i świat, jaki znamy. - Wszystko się zmieniło - myśleliśmy. Jasne, nastąpiło wiele zmian, ale tak naprawdę społeczeństwo i kultura się nie zmieniły. Po dwóch, trzech latach wszystko wróciło do swojego rytmu. Niektóre życia drastycznie się zmieniły, inne, mimo kilku zmian, toczyły się dalej. Jak wcześniej. I o tym jest moja książka - i serial - jak ludzie reagując w obliczu kataklizmu. Dlaczego niektórzy potrafią iść dalej, podczas gdy inni nie?
Czy w trakcie pracy nad książką myślałeś o tych, których Ty straciłeś?
Mój ojciec zginął w wypadku samochodowym w 2002 roku. Piszą czułem, że to książka o społeczeństwie, przemianach, tych wszystkich wielkich rzeczach, ale bardzo dużo myślałem o moim tacie. Pisałem o żałobie i sam na nowo przeżyłem swoją żałobę po jego śmierci. To było trudne i właściwie nieoczekiwane, może dlatego książka jest bardziej smutna niż planowałem. Naprawdę sądziłem, że będzie bardziej satyryczna.
Mój ojciec zginął w wypadku samochodowym w 2002 roku. Piszą czułem, że to książka o społeczeństwie, przemianach, tych wszystkich wielkich rzeczach, ale bardzo dużo myślałem o moim tacie. Pisałem o żałobie i sam na nowo przeżyłem swoją żałobę po jego śmierci. To było trudne i właściwie nieoczekiwane, może dlatego książka jest bardziej smutna niż planowałem. Naprawdę sądziłem, że będzie bardziej satyryczna.
Wszystkie najlepsze seriale HBO są mroczne...
Pisarze martwią się, że nie będziemy mieli dla kogoś pisać. Bo czytelnicy, zwłaszcza młodsi, mają Twittera, Facebooka, wszystkie media społecznościowe, których chętnie używają, a jednocześnie coraz mniej cierpliwości do czytania dłuższych rzeczy. Jednocześnie bardzo chętnie oglądają telewizyjne seriale, często znakomicie zrobione. Wydaje mi się, że głód opowieści jest ten sam, zmieniły się tylko środki. Telewizja czy film pozwala ludziom bardziej dzielić się emocjami, podczas gdy literatura jest bardziej intymna. W pewien jednak sposób telewizja ocala literaturę, bo to też snucie opowieści...
Pisarze martwią się, że nie będziemy mieli dla kogoś pisać. Bo czytelnicy, zwłaszcza młodsi, mają Twittera, Facebooka, wszystkie media społecznościowe, których chętnie używają, a jednocześnie coraz mniej cierpliwości do czytania dłuższych rzeczy. Jednocześnie bardzo chętnie oglądają telewizyjne seriale, często znakomicie zrobione. Wydaje mi się, że głód opowieści jest ten sam, zmieniły się tylko środki. Telewizja czy film pozwala ludziom bardziej dzielić się emocjami, podczas gdy literatura jest bardziej intymna. W pewien jednak sposób telewizja ocala literaturę, bo to też snucie opowieści...
