
Pierwsze spotkanie Zbigniewa Ziobry z Jarosławem Kaczyńskim nie przyniosło rozstrzygnięć. – Połączenie z PiS-em oznacza w pewnym sensie wchłonięcie Solidarnej Polski i innych partii. Decydując się na takie działania musimy myśleć o setkach, czy tysiącach działaczy – mówi w "Bez autoryzacji" Arkadiusz Mularczyk, szef koła poselskiego Solidarnej Polski.
REKLAMA
Po 2,5 roku wracacie do punktu wyjścia, czyli do PiS, ale poobijani i biedniejsi. Nie żałuje pan tego czasu?
Na pewno to jest jakieś doświadczenie, trzeba wyciągać wnioski z tego, co miało miejsce. To nie był łatwy okres, bo budowa formacji bez wsparcia budżetowego jest trudna. Ale to też okres, w którym sporo rzeczy udało się zrealizować, sporo rzeczy udało się zasygnalizować. Myślę, że dzięki temu, że przez te 2,5 roku bardzo aktywnie pracowaliśmy na niwie parlamentarnej udało się parę spraw w kraju załatwić.
Na pewno to jest jakieś doświadczenie, trzeba wyciągać wnioski z tego, co miało miejsce. To nie był łatwy okres, bo budowa formacji bez wsparcia budżetowego jest trudna. Ale to też okres, w którym sporo rzeczy udało się zrealizować, sporo rzeczy udało się zasygnalizować. Myślę, że dzięki temu, że przez te 2,5 roku bardzo aktywnie pracowaliśmy na niwie parlamentarnej udało się parę spraw w kraju załatwić.
Przypomnę sprawę protestu matek dzieci niepełnosprawnych w Sejmie. Dzięki naszemu wsparciu doszło do podniesienia świadczeń pielęgnacyjnych. Byliśmy, czy nadal jesteśmy, kołem parlamentarnym, aktywną częścią parlamentu. Zablokowaliśmy projekt uchwały dotyczącej Okrągłego Stołu, zwróciliśmy uwagę na politykę prorodzinną. Te nasze postulaty często spotykały się z inicjatywą PiS-u, czy też rządu albo Platformy.
Jednak nie udało się wam wprowadzić posłów do Parlamentu Europejskiego.
Na pewno to był okres niełatwy, trudny. Ale Solidarna Polska walcząc o to, by się wbić do świadomości społecznej wskazywała na wiele ważnych tematów, które później udało się zauważyć opinii publicznej. To nie był czas stracony, w naszej działalności jest spora wartość. Nie udało się zdobyć reprezentacji, ale to kwestia progu, którego nie ma w innych krajach, a który u nas ogranicza działanie nowych partii.
Ale te niemal 300 tys. osób, które zauważyły naszą działalność to spora wartość. Teraz ten efekt trzeba wykorzystać, wszyscy jesteśmy mądrzejsi o wybory do Parlamentu Europejskiego. Solidarna Polska, Polska Razem i narodowcy zdobyli razem 8 proc. głosów, to 700 tys. Polaków. To pokazuje zapotrzebowanie na nową siłę, ale ordynacja określa próg i trzeba myśleć o konsolidacji, połączeniu tych sił przy najbliższych wyborach.
Prawo jest takie, że kto nie ugra 5 proc., ten nie istnieje. Więc po wyborach do PE jesteście panną na wydaniu bez posagu, a taka nie powinna wybrzydzać. Tymczasem przecieki pokazują, że chcecie dla siebie sporych gwarancji.
Połączenie z PiS-em oznacza w pewnym sensie wchłonięcie Solidarnej Polski i innych partii. Decydując się na takie działania musimy myśleć o setkach, czy tysiącach działaczy, radnych, którzy teraz na zasadzie parytetów powinni mieć gwarancje odpowiednich miejsc w wyborach samorządowych czy parlamentarnych. Nie chcemy nic więcej, niż to wynika z parytetów poparcia.
Nie możemy rozwiązać formacji i oddać się na łaskę czy niełaskę władz PiS-u. Tego tysiące działaczy i wyborcy by nam nie wybaczyli. Oni oczekują konsolidacji, ale na pewnych zasadach: jasnych, transparentnych, które przekonają ich, że warto na skonsolidowaną formację oddać głos. Jeśli…
To porozmawiajmy konkretnie: chcecie takich gwarancji jak Prawica RP Marka Jurka? Oni wyszli z PiS, podpisali umowę o współpracy i mieli 5. miejsca na listach w wyborach do PE.
Proszę pamiętać, że ludzie Marka Jurka z Prawicy RP dostali 5. miejsca, gdy nie mieli ani klubu parlamentarnego, ani koła, a poparcie wynosiło 0,1 proc. Solidarna Polska ma koło, 4 proc. i dosyć znanego lidera, który dostał bardzo dobry wynik – ponad 60 tys. głosów. Więc jeśli w taki sposób potraktowano Marka Jurka, który dostał bardzo dobrą, autonomiczną propozycję współpracy, a wobec nas mówi się: „rozwiążcie się, wejdźcie do PiS i zobaczymy”, to nie jest do końca fair.
To nie chodzi o parlamentarzystów, ale tych wszystkich ludzi, którzy się zaangażowali, utworzyli koła Solidarnej Polski w sejmikach, radach miast i zostaliby teraz na lodzie. Oni nie mieliby żadnych szans na zdobycie miejsc na listach do rad gmin, powiatów, województw czy startowania na prezydentów, wójtów i burmistrzów, bo nasz konsolidacja nie zawierałaby żadnych informacji o tym, jak oni mają być potraktowani przez lokalne struktury PiS-u.
Zakładam, że jeśli to nie będzie uregulowane, to większość tych ludzi straci realne szanse startu w wyborach. My nie chcemy nic więcej ponad to, co zostało ustalone z Markiem Jurkiem, chcemy ustalenia podobnych zasad współpracy. Jesteśmy gotowi do dalszych, konkretnych rozmów. Chcemy, żeby te warunku były opisane w umowie koalicyjnej.
Nie boi się pan, że będziecie w tej nowej formacji członkami drugiej kategorii? Nikt wam nie zaufa, bo wszyscy będą mieli z tyłu głowy to, co stało się w 2011 roku i będą patrzeć wam na ręce, czy czegoś na boku nie kombinujecie.
Pytanie co jest wartością w polityce. Mamy kryzys przywództwa w państwie, kryzys zaufania do rządzących. Istotą działalności publicznej jest stworzenie formacji, która będzie potrafiła wygrać wybory i realizować program Solidarnej Polski i PiS-u. PiS samodzielnie nie wygra wyborów z PO, która ma poparcie części mediów, więc tylko szersza formuła współpracy pozwoli przekroczyć 40 proc. poparcia i wygrać wybory. Bez Solidarnej Polski, bez Polski Razem i innych środowisk to się nie uda.
