Dotarliśmy do książki o Janie Kulczyku, której autorstwo przypisuje się Piotrowi Nisztorowi.
Dotarliśmy do książki o Janie Kulczyku, której autorstwo przypisuje się Piotrowi Nisztorowi. Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

Biografia Jana Kulczyka i jego rodziny to najgłośniejsza książka, której nikt nie czytał. Roman Giertych – jak wynika z zapisu nagrania opublikowanego we „Wprost” – w imieniu klienta zaoferował 450 tys. zł, by książka się nie ukazała. I przez trzy lata tak było. naTemat dotarło do tego "białego kruka". Mamy roboczą wersję książki, której autorstwo przypisuje się Piotrowi Nisztorowi.

REKLAMA
Piotr Nisztor przekonuje, że nie wydał książki o Janie Kulczyku i jego biznesowej historii, bo nie zebrał wszystkich materiałów. Udało nam się dotrzeć do pierwszych (bez wstępu) 111 stron A4 publikacji. To robocza wersja, jeszcze przed redakcją i wstawieniem skanów materiałów źródłowych. Nie brakuje w niej dopisków typu "Nie wiadomo" albo "Wrzucić fakty".
Niemniej, już z tego bardzo obszernego fragmentu wyraźnie widać jak miało wyglądać to dzieło i dlaczego mogłoby zaszkodzić Janowi Kulczykowi, którego wizerunek i tak bardzo mocno nadszarpnęła afera Orlenu z 2004 roku. Ostatnie, czego wtedy potrzebował, to dokładny opis jego życia oraz rzekomych związków ojca Henryka z PRL-owskimi służbami. Autor spokojnie mógłby zostać jednym ze współautorów ideologicznej serii „Resortowe dzieci”. Sięga nie jedno, a nawet dwa pokolenia wstecz.
II RP – początki fortuny
Już pochodzący z Kujaw pradziadek Jana Kulczyka, Józef był zamożnym człowiekiem – mógł sobie pozwolić na wysłanie syna na kształcenie do Bochum. Dzięki temu Władysław w II RP dobrze radził sobie w handlu i zaczął gromadzić rodzinny majątek, dzisiaj wyceniany na 13 mld zł. Jego wysiłki zniweczyła jednak II wojna światowa.
Władysław (dziadek miliardera) trafił do obozu koncentracyjnego, a jego syn Henryk musiał wyprowadzić się ze wsi i zacząć pracować w bydgoskim przedsiębiorstwie zaopatrującym armię na froncie. Jak czytamy, szybko awansował z gońca na dyrektora. Jako żołnierz AK inwigilował swojego pracodawcę.
Po wojnie Henryk Kulczyk skończył liceum i zaczął studia, które porzucił, by zacząć zarabiać. Zaczynał w branży włókienniczo-odzieżowej – zarówno jako pracownik najemny, jak i drobny przedsiębiorca. W połowie lat 50-tych zaczyna pośredniczyć w handlu z Niemcami. Autor książki pisze, że kluczem do sukcesu była zamożna rodzina w kilku miastach Niemiec Zachodnich. Powołuje się przy tym na akta SB. To w wielu miejscach stawia pod znakiem zapytania wiarygodność zebranych materiałów.
SB a Henryk Kulczyk
Piotr Nisztor – jak słyszeliśmy – w rozmowach prywatnych żalił się, że w IPN zostawił za ksero ponad 2000 złotych. Nie wiemy, czy były to pieniądze dobrze wydane. Wiemy, że gdyby nie archiwum Instytutu, to tej książki by nie było. Niemal w całości opiera się bowiem na SB-ckich meldunkach.
Zdaniem autora wynika z nich, że Henryk Kulczyk dostał od SB listę zadań do wykonania. Bezpieka była jednak rozczarowana tą współpracą.
Generał Pożoga
W 1978 roku oficerowie podejrzewali, że Kulczyk współpracuje z zachodnioniemieckim wywiadem, zdekonspirował swoja współpracę z SB, a nawet próbował rozpracowywać pracowników polskich placówek dyplomatycznych. 
W książce sporo miejsca poświęca się też gen. Władysławowi Pożodze. To jeden z najważniejszych funkcjonariuszy komunistycznych specsłużb. – Posiadał więc dostęp do największych tajemnic PRL oraz znał prawdziwe drogi do kariery najbardziej wpływowych osób III RP. Nie tylko biznesmenów, ale także polityków, dziennikarzy, dyplomatów – czytamy.
Dziennikarz opisuje jego karierę w MSW, zwracając uwagę, że nie stały jej na przeszkodzie niskie zdolności intelektualne. Dzięki wysokiej pozycji miał zgromadzić ogromne archiwum, zebrać haki na opozycjonistów i biznesmenów.
W książce aż roi się od sugestii i stwierdzeń „nie wiadomo”. Tak jest na przykład, kiedy opisuje się wątek Zdzisława Herszmanna, mającego rzekomo związki z mafią emigranta ze szwedzkim paszportem. Autor opisuje jego znajomość z dwoma znajomymi Kulczyków: Henryka (chodzi o Janusza Wieczorka, wpływowego dygnitarza) oraz Jana (tu chodzi o Jana Widackiego, byłego wiceministra sprawiedliwości).
Nie wskazuje jednak co miałoby łączyć te wszystkie osoby, wydaje się, że chodzi tylko o zbudowanie wrażenia współpracy służb i mafii przy powstawaniu majątków Kulczyków. Na podobnej zasadzie wspomina o znajomości obu Kulczyków z Edwardem Mazurem, polonijnym biznesmenem kojarzonym z zabójstwem gen. Marka Papały.
Jan, syn Henryka
Właściwie dopiero w połowie książki (58 strona) pojawia się Jan Kulczyk. Autor powątpiewa w ciągłość edukacji biznesmena. Jego zdaniem duże znaczenie w biznesowej karierze młodego wówczas Kulczyka miał promotor jego rozprawy doktorskiej, były członek Rady Państwa i pierwszy prezes Trybunału Konstytucyjnego. Jednak to ojciec miał być kluczem do biznesowej potęgi „doktora Jana”. I to nie tyle dzięki pierwszemu milionowi, jaki mu dał, ale wypracowanym przez lata kontaktom.
Piotr Nisztor cytuje w książce różne historie. Często są one anonimowe, co znacząco obniża ich wiarygodność. Uniemożliwia także jakąkolwiek kontrolę.
Nie tylko Kulczykowie
Książka Piotra Nisztora opiera się w dużej mierze na kwerendzie archiwów Instytutu Pamięci Narodowej. Część z nich już wcześniej była opisywana w mediach, zarówno w latach 90-tych, jak i po 2000 roku. Oczywiście te informacje zebrane w jednej książce, do tego opatrzone komentarzem Nisztora mogłyby wpłynąć na wizerunek miliardera.
W archiwum IPN Nisztor buszował także po innych półkach. Interesował się Jerzym Starakiem, Janem Wejchertem. Obrzuca błotem także Michała Sołowowa i Leszka Czarneckiego.
Każdy z tych szkiców mógł posłużyć jako początek kolejnej książki. I wtedy zrealizowałby się scenariusz opisany w rozmowie z Romanem Giertychem i Janem Pińskim: Nisztor pisze niewygodne książki, Giertych je sprzedaje. Z tego konceptu biznesowego nic jednak nie wyszło.
Współpraca: Tomasz Molga