Jackson z kosmosu, czyli okładka najnowszej, drugiej już, pośmiertnej płyty muzyka.
Jackson z kosmosu, czyli okładka najnowszej, drugiej już, pośmiertnej płyty muzyka. facebook.com/michaeljackson

Minęły prawie dwa miesiące od wydania albumu "Xscape" Michaela Jacksona, a utwór "Love Never Felt So Good" nie schodzi z list przebojów. Jackson zarabia prawdopodobnie więcej niż Madonna, a Forbes szacuje, że może to być nawet 160 milionów dolarów rocznie. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby Król Popu nie był martwy. Co więcej, przypadek Jacksona i jego pośmiertnej kariery wcale nie jest odosobniony. Nową płytę wypuszcza właśnie Pink Floyd.

REKLAMA
"Cause this is thriller"
Jackson zmarł w czerwcu 2009 roku z powodu przedawkowania środków nasennych. Sprawa była głośna, a prywatnego lekarza muzyka, doktora Conrada Murraya, oskarżono o nieumyślne spowodowanie śmierci. Matka Michaela, Katherine, wytoczyła też proces firmie koncertowej AEG Live, zarzucając im, że są współodpowiedzialni, ponieważ podczas organizacji powrotu na scenę muzyka, nie dopilnowali pracy lekarza.
Niespełna sześć miesięcy później wytwórnia Epic Records wypuściła pierwszy pośmiertny album Jacksona, zatytułowany "Michael". Nie obyło się bez kontrowersji - jak to, dlaczego i czy w ogóle to jego wokal. Nie tylko fani, ale też rodzina muzyka, miała wątpliwości co do tego, czy aby na pewno utwory takie jak "Keep Your Head Up" i "Monster" wykonał sam Jackson. Teraz opublikowano drugi album, "Xscape". Zarówno w pierwszym, jak i drugim przypadku zdania na temat płyty były podzielone, a grzebanie w dorobku Króla Popu wywołało też kontrowersje natury moralnej. Zastanawiano się, czy tak w ogóle można i czy da się te płyty traktować w ogóle jako albumy MJ?
To ma być Pink Floyd?
Polly Samson, żona legendarnego Davida Gilmoura, zapowiedziała ostatnio na swoim Twitterze, że Pink Floyd jesienią opublikuje nowy album, "The Endless River". Płyta ma być oparta na materiale nagranym w 1994 roku, gdy udzielał się Richard Wright i jej wydanie łączone jest ze świętowaniem dwudziestolecia "The Division Bell". Utwory jednak nie są zgromadzonymi odrzutami, ale osobnym projektem, którego wówczas nie zrealizowano.
Nie wszyscy ucieszyli się na tę wieść. Mike Portnoy, dawny członek Dream Theater, skwitował sytuację krótko: Waters nie jest już w zespole, a Wright i Barrett są martwi. Jeśli to są resztki z "The Division Bell", po prostu zróbcie z tego specjalną edycję TDB! To brak szacunku dla Rogera i wszystkiego, co zbudował przez te wszystkie lata.
Wygrzebane po śmierci
Albumy, które nie zostały wydane za życia, ma na swoim koncie też wielu innych muzyków. Jimi Hendrix wypuścił cztery płyty, a po jego śmierci powstało kilkadziesiąt albumów studyjnych i koncertowych, kompilacji i bootlegów. Ostatni z nich, "Valleys of Neptune", pochodzi z 2010 roku i został nagrany w latach 1967 - 1970.
Pod koniec marca do sklepów trafił "Out Among The Stars" - pośmiertny album Johnny'ego Casha, na którym znalazły się odnalezione przez syna artysty nagrania. Powstały one jeszcze w latach 80. podczas współpracy Casha z Billy’m Sherrillem, legendarnym producentem country. Krytycy nazywają krążek jednym z najlepszych w całej karierze muzyka.
Z kolei Brian May z Queen wiosną, w jednym z wywiadów dla Radio BBC Wales, potwierdził, że zespół ma zamiar wydać jeszcze w tym roku nową płytę. Album ma zawierać niepublikowane wcześniej piosenki, które śpiewał zmarły wokalista Freddie Mercury. Nagrania pochodzą z lat 80. i zostały właśnie przygotowane przy pomocy nowoczesnej technologii: Musieliśmy zaczynać od zera, ponieważ mieliśmy tylko strzępy - przyznaje May.
Warto przy tym przypomnieć, że ostatni studyjny album zespołu - "Made in Heaven", kończono jeszcze po śmierci Mercury'ego.
"To powinno cieszyć, a nie zniesmaczać"
Zagorzali fani czekają na nowe wydawnictwa i nie kryją radości - żyć w czasach, gdy Pink Floyd wydaje album? To przecież marzenie. Wszystkie z tych wydawnictw i zapowiedzi budzą jednak równie wiele oburzenia, co zachwytu. Czy słusznie?
-Artysta tworzy muzykę dla ludzi. Czy to źle, że mamy szansę dostać jej więcej, niezależnie od okoliczności? Pośmiertne albumy powinny cieszyć, a nie zniesmaczać. Co ciekawsze, książki wydawane po śmierci autora nie budzą podobnych kontrowersji. A przecież w tym wypadku mowa nie tylko o czerpaniu korzyści finansowych przez osoby postronne, lecz także ingerencji redaktorskiej o nieznanej skali - komentuje zjawisko Klaudia Żark, dziennikarka muzyczna Magazynu.