Babcia i dziadek przed 40-tką? Coraz młodsi dziadkowie to jeden z efektów obniżającego się wieku inicjacji seksualnej.
Babcia i dziadek przed 40-tką? Coraz młodsi dziadkowie to jeden z efektów obniżającego się wieku inicjacji seksualnej. Fot. Shutterstock.com

Kiedy w przedszkolu proszą dzieci o narysowanie babci i dziadka, większość dzieci szybko zaczyna nieporadnie kreślić typowy obrazek starszych ludzi. Z nieodzownym siwym włosem i paroma zmarszczkami na czole. Bywa jednak i tak, że wspomniane ćwiczenie rysunkowe kończy się obrazkiem ludzi bardzo młodych. Takich dziadków, jak Agata, Adrianna i Karol, których wnuki przyszły na świat, gdy oni nie mieli nawet 40 lat.

REKLAMA
Po sieci od dość dawna krąży mem z serii tzw. "imponujące fakty" na temat tego, że najmłodsza babcia w Polsce miała w chwili narodzin swojego wnuka zaledwie 28 lat. Na ile jest on prawdziwy nie udało mi się jednak sprawdzić. Zachęcił mnie za to do rozpoczęcia poszukiwań rozmówców, którzy zostali dziadkami w bardzo młodym wieku. To oni dla naTemat mówią dziś o swojej zaskakująco wczesnej przygodzie z wnukami.
logo
"Niedaleko pada jabłko..."
Choć 35-letnia Agata Zieleńska słusznie zwraca uwagę, że dziwić powinno to jednak przede wszystkim osoby, które same dzieci miały późno. Jej córka przyszła tymczasem na świat, gdy ona miała 18 lat. Szczerze przyznaje dziś, że i tak długo wtedy "nie wpadła", bo inicjację zaczęła dużo wcześniej. Tyle szczęścia nie miała jednak jej córka.
– Zaskoczona więc nie byłam. Czułam jednak jakiś rodzaj zawiedzenia, że nie udało mi się jej przed tym uchronić. Były oczywiście jakieś spięcia z moim mężem o to, że jej nie wychowaliśmy odpowiednio – wspomina trudne początki młoda babcia z Gdańska. Płacz i kłótnie szybko musiało zastąpić jednak twarde stąpanie po ziemi. – Moja córeczka była i tak dość przerażona. Nie było sensu się na niej wyżywać. Szczególnie, że sami mieliśmy przecież podobne doświadczenia – stwierdza Agata.
Ludzkie gadanie
Różnica była jednak taka, że jej udało się jeszcze przed porodem skończyć liceum. Jej córka musiała opracować inny plan walki o swoją przyszłość. Przytomnie na szczęście zareagowała szkoła, która bez problemu pomogła w organizacji indywidualnego toku nauki, gdy przyszła mama nie mogła już pojawiać się na lekcjach. Za dobry kontakt ze szkołą odpowiadał też przyszły ojciec, który pomimo krótkiego załamania, nie wystraszył się wychowania dziecka.
– Najtrudniejsze było właściwie tylko ludzie gadanie. Sąsiadki miały używanie, gdy tylko zauważyły, że młoda chodzi z brzuchem. Natomiast jedna z nich przyszła do mnie i złożyła propozycję nie do odrzucenia, że jej siostra ma mieszkanie w innym mieście i może nam je wynająć, byśmy w ten sposób mogli zacząć nowe życie i udawać, że mój wnuczek to mój syn – opowiada 35-latka.
Koleżanki z pracy Agaty nie mogły tymczasem nadziwić się, że skoro ona i jej mąż przyzwoicie zarabiają, to córce nie mogli zafundować zabiegu aborcyjnego u jakiegoś dobrego lekarza. – Nawet przez myśl nam to chyba nie przeszło. Nie wiem, czy córka o tym nie myślała, ale nigdy do mnie z tym nie przyszła, ani nie dała znać, że aborcję rozważa. Bo to przecież mogłaby być tylko decyzja młodych, a nie nasza, żeby wyskrobać dzieciaka, bo wstyd – oburza się.
logo
Dziadkowie nie zawsze muszą być starzy. Fot. Shutterstock
Aborcja w prezencie od dziadków?
Nie dla wszystkich młodych dziadków jest to jednak równie jasne, co dla Zieleńskich. Przed trzema laty, w wieku 39-lat dziadkami zostali także Adrianna i Karol z Elbląga. Dla nich pierwsza myśl była jednak jasna. – Szybko zauważyłam, że z córką dzieje się coś nie tak. I już wtedy podejrzewałam, co się święci. Od dłuższego czasu domyślałam się, że uprawiają seks ze swoim chłopakiem. Do dziś pluję sobie trochę w brodę, że tego nie przerwałam, ale sądziłam, iż takie czasy – słyszę od Adrianny.
To ona poszła z 17-letnią córką do ginekologa i na miejscu dowiedziała się, że dziewczyna jest w ciąży. Jak przyznaje, jeszcze tego samego dnia, gdy córka zanosiła się łzami w swoim pokoju, ona o wszystkim powiedziała mężowi i oboje poruszyli niebo i ziemię, by znaleźć namiary na lekarza, który zgodziłby się rozwiązać ich rodzinny problem. – Do dziś sądzę, że byłoby to najlepsze wyjście dla niej. Matura spóźniona. Ojciec dziecka, który uciekł z miasta do rodziny na drugim końcu Polski. Nikłe szanse na studia – wylicza nerwowo Karol.
Moi rozmówcy zapewniają, że zupełnie nie chodziło im o nich samych. Adrianna i Karol mówią też, że problemów ze wstydem, czy ostracyzmem otocznia ze względu na ciążę ich nastoletniej córki właściwie nie było. Kilkoma kłótniami skończyły się tylko rozmowy z przyszłymi pradziadkami. Notabene, ledwo 60-latkami. Bo kiedy odpowiedni kontakt udało się znaleźć, nastolatka stanowczo odmówiła takiego zabiegu. W czym szybko zaczęli wspierać ją jej dziadkowie.
Będzie trudno, ale...
Elblążanie przyznają, że nawet po tych trzech latach to właśnie tamta trudna propozycja bywa tematem bardzo ostrych kłótni zarówno z córką, jak i ich rodzicami. Te trudne lata, przez które musieli wspierać samotnie wychowującą dziecko córkę podobno wiele ich jednak nauczyły.
– Nie da się dyskutować z tym, że wczesne macierzyństwo wywraca takiej mamie całe życie. Może je nawet zniszczyć . Wczesne zostanie dziadkiem też jest dziwaczne. Jednak im mój wnuczek jest większy, tym bardziej widzę, jak wielką szansą dla niego jest to, że ma nie tylko młodą mamę, ale długo będą przy nim także w miarę młodzi i ciągle sprawni dziadkowie – mówi Karol.