Radosław Sikorski w rozmowie z Tomaszem Lisem: rozumiem, że jesteśmy zwierzyną łowną
Radosław Sikorski w rozmowie z Tomaszem Lisem: rozumiem, że jesteśmy zwierzyną łowną

Radosław Sikorski czuje, że padł ofiarą manipulacji. Twierdzi, że tygodnik "Wprost" wypaczył treść jego rozmowy z Jackiem Rostowskim publikując tylko wybrane fragmenty. - Gdyby ujawniono całe nagranie, to okazałoby się, że była to ważna i potrzebna rozmowa - mówi Tomaszowi Lisowi i Jackowi Pawlickiemu szef MSZ w rozmowie, którą opublikowano w najnowszym numerze "Newsweeka".

REKLAMA
Najwięcej miejsca w rozmowie z Radosławem Sikorskim redaktor naczelny tygodnika i szef działu zagranicznego poświęcają aferze taśmowej. Minister spraw zagranicznych zapytany o to czy się wstydzi swojej rozmowy z Jackiem Rostowskim, której fragmenty opublikowało "Wprost" odpowiada, że wszystko, co mówił nie było przeznaczone do wiadomości całej Polski, lecz byłego ministra finansów. Naciskany przez Lisa i Pawlickiego mówi o "tsunami hipokryzji", które przelewa się przez polskie media i o tym, że jest to bodaj "jedyne przestępstwo, które wyzwala więcej agresji wobec poszkodowanego niż wobec sprawcy".
Gdy przeprowadzający wywiad dziennikarze poprosili szefa dyplomacji o ustosunkowanie się do zarzutów o to, że w prywatnych rozmowach deklaruje jedno, a oficjalnie prowadzi politykę sprzeczną ze swoimi poglądami Radosław Sikorski sięga po jedną z definicji dyplomacji.
Radosław Sikorski
polityk, dziennikarz

Jeżeli stawiacie tezę, że w dyplomacji powinno się zawsze i wszędzie mówić to, w co się wierzy, to trzeba by zlikwidować ten zawód. Przypominam jedną z definicji dyplomaty: to dobry człowiek, którego wysyłamy za granicę, by kłamał w interesie naszego kraju.

Sikorski poszkodowany?
Szef MSZ czuje się poszkodowany przez "Wprost". I to podwójnie. Po pierwsze, tygodnik opublikował jedynie fragmenty rozmowy z Jackiem Rostowskim. Po drugie, redakcja dysponuje całością nagrania, a Sikorski nie, przez co trudniej jest mu się bronić.
Sikorski w rozmowie z "Newsweekiem" rzuca oskarżenia też w kierunku innych mediów. Dostaje się m. in. "Faktowi", który niedawno wysłał nad dom ministra bezzałogowego drona, który miał fotografować rezydencję. Dla szefa dyplomacji to za duża ingerencja w jego prywatność.
W rozmowie został poruszony także wątek Romana Giertycha i nagrań z jego rozmowy z Janem Pińskim i Piotrem Nisztorem. Sikorski ucina jednak ten wątek dość stanowczo. - Mecenas Giertych jest dobrym prawnikiem. (...) To sprawa między nami (...) - mówi szef MSZ.
Politycy jako zwierzyna łowna
Kiedy Tomasz Lis i Jacek Pawlicki próbują dowiedzieć się od ministra Sikorskiego kto jego zdaniem mógł stać za podsłuchami, które stały się podstawową publikacji "Wprost" ten równie stanowczo stwierdza, że nie zamierza na ten temat spekulować. Zaznacza jednak, że istnieje grupa osób, która ucieszyła się z tego, że ujawniono fragmenty rozmowy z Jackiem Rostowskim. Uważa, że są to osoby pochodzące raczej spoza Unii Europejskiej.
Radosław Sikorski
polityk, dziennikarz

Staliśmy się ofiarą nielegalnego ataku. Gdy odkryjemy jego faktycznych mocodawców i ludzie zrozumieją, co media próbują nam zrobić, to nastroje mogą się zmienić. Rozumiem, że jako politycy jesteśmy zwierzyną łowną i publikowanie naszych rozmów sprawia wielu osobom nie lada satysfakcję, ale przecież to, co dziś dotyka polityków, jutro może dotknąć każdego z nas.

Szef MSZ staje w obronie prywatności obywateli. Podkreśla, że każdy ma prawo zachować dla siebie pewną sferę swojego życia i nie dzielić się nią z całą Polską.
Rozmowa Tomasz Lisa i Jacka Pawlickiego kończy się konkluzją, że dzięki aferze taśmowej "dowiedzieliśmy się, że niektórzy mężczyźni przy kielichu przeklinają i opowiadają soczyste kawały" oraz, że media znajdują się w stanie degrengolady.