"Na drinka nie mam ochoty, ale na Ciebie tak", czyli żenujący podryw na szczytach biznesu - dosłownie
"Na drinka nie mam ochoty, ale na Ciebie tak", czyli żenujący podryw na szczytach biznesu - dosłownie Fot. Grzegorz Celejewski / AG

Miasto nad morzem, elegancki hotel, a w nim duża konferencja biznesowa. Wśród gości i prelegentów: prezesów firm, polityków i dziennikarzy, licznie krążą hostessy. Ich znaki rozpoznawcze: zabójcza uroda, spódniczki przed kolana, mocny makijaż, szpilki. Gdy przechodzą obok stolików, głowy mężczyzn podążają za nimi jak na rozkaz. Na tym jednak aktywność panów prezesów wobec dziewczyn się nie kończy.

REKLAMA
Bycie hostessą nie jest łatwe
Piękne kobiety to nieodłączny element imprez biznesowych i gospodarczych. Hostessy pracujące przy takich wydarzeniach to najwyższa półka tego zawodu: nie wystarczy, że są piękne, ujmująco się uśmiechają i wytrzymują w szpilkach osiem godzin stania i chodzenia. Muszą jeszcze być w miarę pewne siebie, rozumieć kogo i co reprezentują, a do tego umieć udźwignąć ciężar rozmowy z potężnymi biznesmenami czy politykami. I na koniec: wytrzymać w upale w uniformie i ani przez chwilę nie wyglądać na zmęczoną. W skrócie: nie jest to lekka praca.
Taki dobór hostess nie dziwi – wszak mają zwracać uwagę pochłoniętych Bardzo Ważnymi Sprawami, zabieganych mężczyzn. Do części płci brzydkiej nie dociera jednak, że te dziewczyny są tam w pracy. Nie na wakacjach, nie dla przyjemności.
Będąc uczestnikiem wielu takich forów i kongresów, łatwo jest zaobserwować, że niektórzy panowie uważają hostessy za dziewczyny, w których można przebierać. Słysząc po raz pierwszy próby podrywu prezesów, pękałem ze śmiechu. Na drugim takim wyjeździe zacząłem już współczuć pracującym tam dziewczynom i jednocześnie zbierać ich historie. Poniżej - najgorsze z nich, nadające się do publikacji. A to tylko wierzchołek góry lodowej.
"Na drinka nie mam ochoty, na Ciebie tak"
Magda* reprezentowała jedną z firm z branży energetycznej. W ramach promocji ona i jej koleżanka roznosiły napoje energetyczne w puszkach. Wówczas usłyszała jeden z najsłabszych tekstów na podryw.
– Podeszłam do pewnego prezesa, pytam standardowym: "Czy miałby Pan może ochotę na drinka?". W odpowiedzi usłyszałam: "Na drinka nie, ale na Ciebie tak". Wypowiedzi towarzyszyło znaczące spojrzenie – wspominała Magda, gdy rozmawialiśmy w 2014 roku na jednej z konferencji. Jak stwierdziła, po czymś takim ręce tylko opadają.
logo
Hostessy na kongresach biznesowych imponują i przyciągają nie tylko spojrzenia mężczyzn, ale też żenujący podryw Fot. Grzegorz Celejewski / AG
"Chcę sprawdzić Twoje nadzienie"
Monikę też poznałem na jednej z ostatnich imprez na południu Polski. Wraz z koleżanką rozdawała tam czekoladki i opowiedziała mi o tym jak prezes firmy produkującej drogie zegarki próbował poderwać ją na bijący po oczach luksus.
– Zaczął od tego, że sama jestem słodka jak czekoladka i chętnie sprawdziłby, jakie "mam nadzienie". Grzecznie odpowiedziałam, że tego niestety nie mamy w ofercie, ale może jednak skusi się na czekoladkę. Wtedy pan prezes oświadczył, że on jada tylko czekoladki szwajcarskie i belgijskie, bo "te tanie się do niczego nie nadają". Po czym podwinął rękaw koszuli, pokazał błyszczący zegarek i rzucił: "też szwajcarski, kosztował ponad 30 tysięcy. Na pewno nie jesteś zainteresowana?" – wspomina Monika. Dziewczyna mogła tylko szybko zaprzeczyć i pójść dalej.
– To był jeden z najbardziej żenujących podrywów, jakie słyszałam. I jeszcze puścił do mnie oko, że niby taki amant. Tragedia. A najgorsze jest to, że ja mu nic nie mogę odpowiedzieć złośliwie, odpysknąć, bo to nieprofesjonalne – mówi Monika. Jak dodaje, hostessy często są obserwowane przez swoich pracodawców i może się to skończyć nawet utratą części wynagrodzenia.
"Mam pokój w hotelu, możesz spać w lepszych warunkach"
Nie wszyscy jednak biznesmeni mówią wprost o co im chodzi. – Podryw jest dosyć powszechny. Pracując 3 dni na kongresie zostałam zaczepiona w tym celu co najmniej kilkanaście razy – wspomina Monika.
Zazwyczaj jednak są to normalni mężczyźni, którzy wyrwali się z domu i próbują szczęścia - mają nadzieję, że ich pozycja, garnitur i inteligencja, bo tego odmówić najczęściej im nie można, wystarczą do poderwania "głupiutkiej w ich mniemaniu hostessy". – Tacy są niegroźni, zazwyczaj pogadają chwilę i jak widzą, że nie jesteśmy zainteresowane kontaktami prywatnymi, odpuszczają. Ale są i tacy, którzy normalną rozmowę traktują jako wstęp do kluczowej propozycji, czyli jednonocnego seksu – wyjaśnia dziewczyna.
Ofiarą takiej sytuacji Monika padła także na forum, na którym się spotkaliśmy. Zagaił ją młody mężczyzna, młodszy od przeciętnych prezesów. Jak wyjaśnił, jest szefem firmy z branży internetowej i przyjechał tutaj tylko łapać kontakty, a cała ta biznesowo-ekonomiczna otoczka go nudzi.
– Był miły, rozmowa luźna, w ogóle nie schodził na tematy typu "chodźmy na kawę". W sumie był fajną odmianą wobec tych wszystkich mądrości o pieniądzach, biznesie, polityce. I nagle wyskakuje z pytaniem gdzie śpimy. Od razu dodał: "Bo ja w hotelu XXX" (najdroższym hotelu w mieście, nazwa do wiadomości redakcji – red.), więc wiecie, jak chcecie spać luksusowo, to możecie do mnie wpaść, jakoś się dogadamy" – opowiada Monika. I w tym przypadku nie zabrakło znaczącego mrugnięcia okiem.
logo
Chociaż hostessy na kongresach i forach nie mają zbyt kusych spódniczek, wielu mężczyzn i tak uważa je za łatwe Fot. Grzegorz Celejewski / AG

Podryw często, żenada całkiem często
Takich historii tylko na jednej imprezie udało mi się zebrać siedem. Wszystkie mają podobny schemat: bogaty biznesmen zaczepia młode hostessy i w ten czy inny sposób proponuje seks – najczęściej mając nadzieję, że urok pieniędzy sam zadziała.
Dziewczyny, z którymi rozmawiałem zaznaczają, że podryw na forach i kongresach biznesowych czy ekonomicznych zdarza się tak samo często, jak wszędzie – tylko jest mniej nachalny, bo jednak uczestnicy tych imprez mają większe wyczucie i klasę. – Ale poziom żenady ze "zwykłymi" imprezami się wyrównuje, bo jednak od ludzi ze szczytów biznesu wymaga się nieco więcej kultury – ocenia Magda. I od razu dodaje, że w podrywie na kongresach najgorsze są dwie rzeczy.
Po pierwsze, w pracy, po drugie...
Po pierwsze fakt, że panowie biznesmeni i dziennikarze nie rozumieją jednego: – Jesteśmy tam w pracy, a nie na wakacjach. Nie przyszłyśmy na pogaduszki i podryw, pracodawcy nas obserwują, my musimy zachowywać się profesjonalnie i nie dać się sprowokować, a nie bywa łatwo. Ich podryw, nawet kulturalny, jest męczący i utrudnia nam pracę. Sami przyjechali zarabiać tam pieniądze, czemu nie rozumieją, że my też? – pyta Magda.
– Druga rzecz to ich przekonanie, że jeśli mamy na sobie szpilki i spódnice przed kolano, to już znaczy, że szukamy seksu albo jesteśmy łatwe i lecimy na kasę – wskazuje moja rozmówczyni. Jak jednak zaznacza, to ostatnie jest problemem nie tylko biznesmenów, dziennikarzy czy polityków – ale wszystkich mężczyzn.
*Personalia rozmówczyń do wiadomości autora tekstu.