Jacek Kurski wracając do PiS pokazuje swoją hipokryzję.
Jacek Kurski wracając do PiS pokazuje swoją hipokryzję. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Po miesiącu skończył się zaplanowany na rok rozbrat Jacka Kurskiego z polityką. Jednocześnie końca dobiegło 2,5-roczne rozstanie tego polityka z PiS. Ale przez te lata pod adresem partii Jarosława Kaczyńskiego padło wiele ostrych słów, które będą się Kurskiemu odbijać czkawką. I które pokazują jak duże pokłady hipokryzji ma w sobie ten polityk.

REKLAMA
– Mam wrażenie, że było między nami coś takiego, jakbyśmy czuli, że ten moment ponownego zejścia nastąpi – mówił w sobotę, na Kongresie Zjednoczeniowym Prawicy Jacek Kurski. Jako bodaj jedyny działacz Solidarnej Polski wrócił do PiS, po tym jak zerwano rozmowy o wchłonięciu całej partii Zbigniewa Ziobry.
Przez 2,5 roku jej istnienia Kurski był jednym z jej czołowych działaczy – nie tylko wiceprezesem, ale i jednym z twórców strategii medialnej oraz częstym reprezentantem jej stanowiska w mediach. A częścią tej strategii było odróżnienie się od PiS, im niższe były wyniki w sondażach, tym te próby były bardziej rozpaczliwe. Kurski atakował PiS, jego członków i samego prezesa Kaczyńskiego.

"Dawni koledzy"

Jacek Kurski potrafił ostro walczyć o Solidarnej Polski. Tym ostrzej, im ostrzej była ona atakowana. Jednym z najostrzejszych starć były wybory uzupełniające do Senatu w Rzeszowie. – Podkarpacie miało być ostatecznym końcem Solidarnej Polski w zamyśle PiS-u i w tym celu użyto ordynarnych środków, które moim zdaniem powinny skończyć się postępowaniem przed sądem albo przed prokuraturą – mówił we wrześniu 2013 roku w Polskim Radiu, nawiązując do sugestii, że kandydat ziobrystów był w PZPR.
Równie ostro krytykował też „Gazetę Polską Codziennie”, gdzie te sugestie się pojawiły. – To medium całkowicie kontrolowane przez PiS politycznie i po części także materialnie, zostało wykorzystane do tego, by zniszczyć Kazimierza Ziobro – przekonywał.
Zdaniem Kurskiego inspiratorem ataków było kierownictwo PiS. – Zostaliśmy zaatakowani w ordynarny sposób, nie spodziewałem się tego po otoczeniu prezesa, po prezesie, po moich dawnych kolegach. (…) Wstyd, panie i panowie – konstatował. – O żadnym powrocie nie ma mowy, bo widać, że PiS potrafi rozmawiać tylko z pozycji siły. O powrocie nie ma mowy – zarzekał się. Chociaż rezolutnie unikał odpowiedzi na pytanie, czy nigdy nie wróci do PiS. Kampanię tej partii na Podkarpaciu oceniał jako „skandaliczną”, „haniebną” i „ohydną”.

Macierewicz tworzy kościół smoleński

Chociaż w katastrofie smoleńskiej także politycy Solidarnej Polski stracili przyjaciół, kiedy sprawa stała się polityczna, obie partie stanęły po różnych stronach barykady. – Antoni Macierewicz raz mówi, że był jeden wybuch, raz że trzy. Robi wielką krzywdę powadze wyjaśnienia tej sprawy – mówił w TVP INFO przed ostatnią rocznicą katastrofy smoleńskiej. – Smoleńsk trzeba wyjaśnić, ale bez szaleństwa – dodawał.
– Zamach jest rzeczą, która buduje pozycję Antoniego Macierewicza i pewien rodzaj psychicznego uzależnienia Jarosław Kaczyńskiego od niego. (…) Sam Macierewicz w to nie wierzy. (…) To tworzenie kościoła smoleńskiego i nowych relikwii, których on jest szafarzem – ostro atakował wiceprezesa PiS.

Niestrawny Hofman

Powrót Jacka Kurskiego to zła wiadomość dla Adama Hofmana, rzecznika PiS i głównego kreatora medialnej polityki tej partii. Bo Kurski będzie dla niego konkurentem, poza tym w przeszłości wielokrotnie ostro go krytykował. – Hofman jest niestrawny po swoich wyczynach na Podkarpaciu dla elektoratu katolicko-narodowego – mówił mi w "Bez autoryzacji" w październiku 2013 roku, po klęsce warszawskiego referendum.
–Jest szansa, że autorzy tego fatalnego pomysłu, żeby iść na Warszawę z kijem bejsbolowym i upolityczniać te wybory, poniosą odpowiedzialność. Bo wkręcili prezesa w straszną sytuację – przekonywał w Radiu ZET.

Łamanie sumień

Solidarna Polska, a co za tym idzie Jacek Kurski, ostro krytykowali Traktat Lizboński, którego on nie popierał jeszcze będąc w PiS. – Zbigniew Ziobro uległ histerii Kaczyńskiego, że rozpadnie się PiS i prawica. Wielu ludzi złamało wtedy sumienia – mówił Kurski, broniąc swojego ówczesnego szefa. Nie był też zadowolony z rządów Jarosława Kaczyńskiego, m.in. z reform gospodarczych Zyty Gilowskiej.

Kolonia karna z przedszkolem

Po odejściu z PiS Kurski ostro krytykował styl zarządzania partią, a co za tym idzie Jarosława Kaczyńskiego, architekta tego systemu. – Nie ukrywam jednak, że szczególnie w ostatnim okresie czułem się jakbym był w kolonii karnej połączonej z przedszkolem, a nie partii politycznej. U nas będzie obowiązywał inny styl – mówił w "Rzeczpospolitej".
Jacek Kurski

Bo w PiS nie ma refleksji nad porażkami, tłumi się krytykę i dyskusję nad popełnionymi błędami, nie wyciąga wniosków. Z wyborów na wybory jest tak samo, tyle, że jeszcze bardziej. Właśnie odwołano wybory szefów okręgów. Prezes mianuje komisarzy. Kolonia karna. Czytaj więcej

Przez niemal trzy lata w Solidarnej Polsce Jacek Kurski narobił sobie wielu wrogów. Teraz będzie ponosił tego konsekwencje, próbując na nowo ułożyć sobie stosunki z "dawnymi kolegami". I to może być jedyna przykra rzecz, która go spotka, bo trudno oczekiwać, że ukarzą go wyborcy PiS.
Teraz Kurski zacznie zapewne równie stanowczo bronić stanowiska tej partii. Problem w tym, że dla niego nie wydaje się to być jakimkolwiek problemem. To polityk, który jednoznacznie kojarzy się z cynizmem. A jego siostrą jest hipokryzja.