
Polacy coraz rzadziej chodzą do kościoła. Jeśli, jak Bruno Ballardini, autor książki "Jezus i biel stanie się jeszcze bielsza. Jak Kościół wymyślił marketing", spojrzymy na Kościół jako korporację, która od dwóch tysięcy lat uprawia skuteczny – do niedawna – marketing, zobaczymy, że istnieją strategie, które może wykorzystać, by swoje statystyki poprawić.
W 1980 r. do kościoła na msze chodziło 51 proc. parafian. W 2003 r. - 47 proc. W 2013 już tylko 39,1 proc. W ciągu ostatnich 20 lat o 33 proc. zmniejszyła się w Polsce liczba chrztów (z 596 tys. w 1991 roku do 384 w 2011 roku), komunii (z 610 tys. na początku lat 90. do około 400 tys. w pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku, z tendencją spadkową) oraz liczba osób deklarujących się jako wierzące, wzrosła natomiast liczba osób deklarujących się jako praktykujące rzadko lub niepraktykujące – z 15 proc. do 25 proc.
Abp John Foley, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu uważał, że Kościół od dwóch tysięcy lat nie robi nic innego, tylko prowadzi kampanię marketingową. – I, oczywiście, jest to kampania dużo bardziej finezyjna. Wiara nie jest zwykłym produktem komercyjnym, takim jak buty Nike’a czy Facebook – uważa doradca w zakresie zintegrowanych strategii marketingu i PR Eryk Mistewicz.
Konrad Mroczek z Dajmio Marketing uważa, że na zmianie sposobu przekazu Kościół mógłby sporo zyskać.
Odbiór komunikatów Kościoła podlega tym samym zasadom, jakie stosują przedsiębiorcy, aby popularyzować swój produkt oraz kształtować wizerunek. Komunikat to nie tylko treści przekazywane z ambony czy radia, to również wygląd i emocje łączące się ze sposobem jego podania. Po pierwsze nie odstraszać, co odbywa się poprzez skierowanie niewłaściwego komunikatu do niewłaściwej grupy odbiorców. Panie w “moherach” bardzo chętnie słuchają retoryki patriotycznej o zabarwieniu obrony moralności , ale jeśli takie treści, przy brzmieniu kościelnych organów docierają do nastolatków chłonących MTV, to efekt może być tylko jeden.
Agencje reklamowe pracują na podstawie dokumentu zwanego briefem. Są tam zawarte wszystkie niezbędne informacje na temat reklamowanego produktu, firmy czy instytucji. Bief to list żelazny, który otrzymuje agencja od marketera doskonale znającego swój produkt, ponieważ zazwyczaj sam tworzy go od kilku, a nawet kilkunastu lat. Szablon briefu jest uniwersalny i niemal identyczny dla każdego istniejącego na świecie produktu. Opisują jego najważniejsze funkcjonalne i emocjonalne cechy, ujęte w perspektywie precyzyjnie dobranej grupy docelowej, do której produkt jest kierowany.
Każda kampania ma na celu wywołanie jakiegoś efektu – w przypadku hipotetycznej kampanii dla Kościoła tym celem jest przyciągnięcie większej liczby wiernych na msze i poprawa wizerunku Kościoła. Krzysztof Kosz uważa, że w teoretycznym briefie dla Kościoła Katolickiego znajdują się trzy mielizny, powodujące poważne problemy w jego interpretacji i późniejszych pracach nad kampanią: najtrudniejsza z możliwych grupa docelowa, która wymaga wypracowania uniwersalnego, globalnego i niewerbalnego języka, który zawrze przekaz; wewnętrzne konflikty, nad którymi Kościół nie panuje oraz doskonała legenda.
Korporacje wkładają ogromny wysiłek w tamowanie negatywnych przecieków, które negatywnie wpłynęłyby na postrzeganie ich lub ich produktów. Są doskonale świadome krzywd, które może wyrządzić jedno nieopatrznie rzucone zdanie. Dlatego wynaleziono PR. Poza Watykanem, Kościół tego nie potrafi. Wszystkie konflikty odbywają się na oczach wiernych. Przez co jego stabilność, jednomyślność stoi pod coraz większym znakiem zapytania. Religia z założenia jest dogmatyczna, nie ma w niej miejsca na wątpliwość, dlatego wady organizacji tak bardzo przekładają się na wątpliwość w sam “produkt”. Brief w tym miejscu niespójny, nie wiemy co powiedzieć w momencie gdy sam Kościół nie mówi jednym głosem.
Największym problemem jest brak instrumentów do zarządzania sytuacjami kryzysowymi, kiedy już się pojawią, a także przewidywania takich sytuacji. W każdej wielkiej korporacji mamy przecież działy HR, zajmujące się wyłapywaniem różnych dziwnych zachowań wewnątrz firmy, które mogą się okazać groźne i kompromitujące. System wczesnego ostrzegania. Są dziesiątki podobnych elementów, które pokazują różnice między koncernami a Kościołem właśnie na poziomie radzenia sobie z niewygodnymi sytuacjami. Jeżeli w firmie kryzys wybucha na przykład w sobotę, grupa ludzi dwoi się i troi, aby tylko zdusić go w zarodku – mają czas do poniedziałku, do otwarcia giełdy. Szybkość reakcji jest wymuszana warunkami zewnętrznymi. Czytaj więcej
Wszystko co wiemy opiera się na wierze w jej”story”. W przypadku Kościoła to “story” jest niezwykłe. Na tyle silne i uniwersalne aby przyciągnąć ponad dwa miliardy wiernych. Istnieje uzasadniona obawa, że każda kampania reklamowa w konfrontacji z historią Jezusa z Nazaretu wypadnie po prostu blado. A zwrot z inwestycji będzie na granicy efektywności.
