
Teledysk bez makijażu? Nakręcony bez filtrów i Photoshopa? Skóra, która ma powierzchnię skóry, a nie gładkiej tafli twarzy awatara? Taki właśnie jest "Try" Colbie Caillat. To ważny punkt w dyskusji: czym tak naprawdę dziś jest piękno?
REKLAMA
Jakiś czas temu pisałam na temat sztuczności w urodzie. Doklejane rzęsy i paznokcie, doczepiane włosy, mocny makijaż, to z jednej strony elementy, które mają podkreślać urodę, z drugiej, jako że są nienaturalne, bardzo często szpecą.
Na kanwie poprawiania wszystkiego w Photoshopie, wygładzania, zamieniania w "ideał", wiele kobiet popada w kompleksy. Która z nas wygląda na co dzień jak piosenkarki czy tancerki z teledysków? Która ma tak idealną skórę, włosy i ciało, że prezentuje się za biurkiem jak Georgia May Jagger na zdjęciach?
Oczywiście od czego są kosmetyki i zabiegi. Ale nawet one zwykłej Kowalczyk nie zamienią w J.Lo. Dlatego tak bardzo podoba mi się odważny klip Colbie Caillat.
Jest dobrym komentarzem do otaczającej nas rzeczywistości. Wokalistka pokazała w nim dystans do absurdalnego poprawiania urody i dążenia do ideału. Teledysk Caillat to naprawdę świetna robota. Piosenka może się podobać lub nie, ale kobiety, które występują w teledysku, są tak przekonujące w tym, co robią, że popieram je w stu procentach!
Zrywają rzęsy, perukę, zmywają tony niepotrzebnego podkładu, odczepiają sztuczne pasma włosów. Wybierają prawdziwe piękno, które ma w sobie każda z nas. Choć niewiele jest tego świadomych.
Z wymalowanych, przesadnie "ślicznych" lalek, zmieniają się w zwyczajne kobiety. Zwyczajne, ale naturalnie piękne. Łącznie z samą wokalistką, która odważnie sama również zmywa z twarzy wielowarstwowy makijaż i odkleja rzęsy. Brawo! Oby takich inicjatyw było coraz więcej.
