"Polityka" pokazuje niejasne powiązania Piotra Nisztora, m. in. z Markiem Falentą i Janem Burym z PSL.
"Polityka" pokazuje niejasne powiązania Piotra Nisztora, m. in. z Markiem Falentą i Janem Burym z PSL. Fot. tvp.info

Piotr Pytlakowski w najnowszej "Polityce" opisuje karierę i różne powiązania Piotr Nisztora - dziennikarza, który przyniósł do redakcji tygodnika "Wprost" pierwsze nagrania, które zapoczątkowały aferę taśmową. Później zgodził się na publikację zapisu swojej rozmowy z Romanem Giertychem i Janem Pińskim o książce poświęconej Janowi Kulczykowi. "Nisztor pokazał swoje możliwości, ale chyba daleko nie wszystkie" - pisze Piotr Pytlakowski.

REKLAMA
Jak zauważa dziennikarz "Polityki", po Warszawie krążyła plotka, że to Piotr Nisztor miał szantażować Jana Kulczyka i podobno sprzedać mu książkę za milion zł. Publikując nagranie z rozmowy Romana Giertycha z nim i Janem Pińskim tygodnik "Wprost" skierował podejrzenia na znanego prawnika, byłego lidera LPR. "To posunięcie strategiczne ze strony Nisztora" - komentuje sprawę Piotr Pytlakowski.
Piński stworzył Niszotra
Jak czytamy w tekście z najnowszej "Polityki", w świat dziennikarstwa i biznesu wprowadzali Piotra Nisztora dziennikarz Jan Piński oraz Andrzej Kleszczewski - lekarz i przedsiębiorca. Co ciekawe, Kleszczewski zasiadał w przeszłości we władzach SKOK-u Wołomin a także spółek Hawe i Electus, które są powiązane z Markiem Falentą.
Jak mówi Piotrowi Pytlakowskiemu Jan Piński, Nisztor połowę swoich informatorów zawdzięczał właśnie jemu, a drugą połowę Andrzejowi Kleszczewskiemu. Obaj panowie wprowadzili także dzienikarza współpracującego z "Wprost" na salony. Kleszczewski poznał Nisztora z Markiem Falentą, a Piński z Romanem Giertychem.
W kontaktach z biznesmenami i informatorami miała Nisztorowi pomagać umiejętność zjednywania sobie sympatii innych ludzi. Dziennikarz miał szybko nawiązywać bliskie kontakty ze swoimi rozmówcami.
Specsłużby na urodzinach
Do kręgu znajomych Piotra Nisztora szybko dołączyli przedstawiciele służb specjalnych. Jak donosi "Polityka", organizował huczne imprezy z udziałem oficerów ABW, Służby Więziennej, jednostki specjalnej GROM czy osobami z wymiaru sprawiedliwości. Sugerował innym znajomym, że przedstawiciele służb, z którymi się spotykał to jego informatorzy.
Po nawiązywaniu bliższych relacji czy to z biznesmenami, czy politykami Nisztor wykorzystywał te znajomości w swojej pracy, co dla dziennikarza jest całkowicie naturalne. Wątpliwości budzi natomiast to, że często zbierał od nich informacje, czasami o dużym ciężarze gatunkowym, lecz potem nie wykorzystywał ich w swoich publikacjach.
Jak pisze Piotr Pytlakowski, specjalnością Nisztora miały być e-maile zawierające dziesiątki pytań, które dziennikarz wysyłał do najbogatszych Polaków i innych biznesmenów. Miał w nich pytać o ich działalność biznesową, ale także poruszać inne wątki. Niektorzy adresaci tych wiadomości twierdzą, że pytania zawierały pomówienia. Jak twierdzi dziennikarz, w ten sposób zbierał materiały do swojej książki o kulisach polskiej prywatyzacji, która ma ukazać się jesienią.
Wątek Jana Burego
Zanim doszło do publikacji zapisu pierwszych nagrań, które potem przerodziły się w aferę taśmową, Piotr Niszotr był naczelnym tygodnika „7 Dni Puls Tygodnia”. Jak twierdzi w rozmowie z "Polityką" Jan Piński, przed rozpoczęciem współpracy Nisztora z wydawcą „7 Dni Puls Tygodnia” dziennikarz miał otrzymać od Pińskiego materiały na temat interesów Jana Burego z PSL z biznesmenami z branży energetycznej. Nie opublikował ich, a potem został naczelnym tygodnika.
W grudniu 2013 roku Józef Rojek, poseł "Solidarnej Polski" skierował zapytanie do szefa resortu gospodarki w sprawie powiązań Jana Burego ze spółką Elektrix. Bury miał ją rzekomo wspierać kiedy był wiceministrem skarbu. Jak donosi "Polityka", Elektrix jest powiązana ze spółką, która wydawała tygodnik, gdzie naczelnym był Piotr Nisztor.
Według informatora Piotra Pytlakowskiego, niedługo przed tym jak Nisztor rozpoczął współpracę z „7 Dni Puls Tygodnia” dziennikarz miał zasypywać pytaniami posła PSL. Określał to mianem "dojeżdżania misia".
Źródło: "Polityka"