
Mokre Włoszki i jeżyki dawno poszły do lamusa. Ale czy żel we włosach jest obciachowy czy stylowy? A może to tak naprawdę to nie kwestia samego produktu, tylko sposobu jego użycia? Sprawdzamy.
Piotr Rawicz Mikułowski, Fryzjer Rzemieślnik
Żel w czasach, kiedy chodziłam do podstawówki, czyli w latach 90. był absolutnym must havem. Dla Niego, żeby wyrzeźbić idealnego jeża, a la Bartek Wrona z Just Five, dla Niej, aby wystylizować tak zwaną „mokrą Włoszkę”. Wszak wszystko co włoskie wtedy w Polsce się podobało: włoskie nazwy firm, jak Gino Rossi czy Carlo Rossi, włoska muzyka z Erosem Ramazottim na czele i włoska mozzarella. Obowiązkowo więc włoskie włosy.

Wyżelowane fryzury to było coś! Dziewczyny dumnie nosiły włosy ulizane przy skórze z figlarnie opuszczoną asymetryczną i tlenioną grzywką "na Alfa" (tego potwora z kosmosu, z planety Melmak), wzmocnioną - żelem. A chłopcy włosy tak sztywne, że nawet tornado nie miałoby w starciu z nimi szans. Tak twarde, niczym skorupa, swoisty pancerz, któremu żadne warunki atmosferyczne nie były straszne. Może poza gradem lub ulewnym deszczem.
Następnie, pod koniec lat 90. i na początku lat 2000, przyszły czasy imprez techno i wszystkich szalonych stylizacji z dłuższym jeżem w rolach głównych, zarówno w damskim, jak i męskim wydaniu. Były też irokezy, których ci, którzy punka nie mieli w sercu, ale chcieli mieć na głowie, zamiast jak punkowcy układać na cukier z wodą lub zjełczałe masło (znałam kilku takich, a w kilku się kochałam, więc wiem, o czym mówię), sięgali po... żel!

Firmy kosmetyczne produkowały więc go w ilościach hurtowych. Przezroczyste i z kolorem, z brokatem lub perłowymi opiłkami "na wielkie wyjście" lub sylwestra. Hit: chłodzące wersje na lato. Lżejsze w tubkach, różowe - dla kobiet i ultrastrong - niebieskie, w słoiczkach - dla mężczyzn.
Żeby domyć taki żel z włosów, trzeba było co najmniej dwóch, do trzech aplikacji szamponu i gorącej wody.
To były trudne czasy dla włosów. Ale niestety niektórym ten styl na "żel - model" - nie minął. I nadal nakładają na włosy warstwy kosmetyku. Efekt: fryzura wygląda na mokrą, spoconą lub przetłuszczoną. Szczególnie, że fani żelu zwykle lubią wersję "na bogato". I za każdym razem kiedy myślę, że może już pozamiatane, moda na żel minęła bezpowrotnie, jestem zaskakiwana. Albo występem jakiejś gwiazdy sportu - niestety Ronaldo, ale wiedziesz prym w tej materii, albo widokiem bohaterów programów typu reality show, jak Jersey Shore czy Warsaw Shore, gdzie żel lśni we włosach uczestników, niemal jak w piosence Brathanków.
Co natemat żelu do włosów sądzą styliści? I czy dziś powinno się sięgać po ten produkt czy raczej go unikać, zapytałam Piotra Rawicza Mikułowskiego.

Piotr Rawicz Mikułowski, Fryzjer Rzemieślnik
Słowem, dla żelu nie ma zmiłuj. Jeżykom a la "właśnie wyszedłem z boiska i jestem spocony, jak Ronaldo" - dziękujemy.
