
Amerykański aktor, który zajmuje się również śpiewaniem bluesa, miał wystąpić na estońskim festiwalu w Haapsalu. Organizatorzy obawiali się jednak, że ze względu na eskalacje konfliktu na Ukrainie, prorosyjski artysta może publicznie wygłosić apel w obronie prezydenta Rosji. Swoją decyzję tłumaczą tym, że festiwal powinien pozostać politycznie neutralny.
Seagal miał zagrać na estońskim festiwalu "Augustibluus". Estoński muzyk Tõnis Mägi słusznie zwrócił uwagę, że udział Amerykanina w trakcie zaostrzenia się sytuacji na Ukrainie, mogłoby być "zwykłą prowokacją w tych niestabilnych czasach" – informuje onet.pl. Organizatorzy imprezy ze względu na neutralność polityczną festiwalu postanowili zrezygnować z udziału muzyka.
Aktor znany z filmów akcji, a od niedawna także muzyk, który ma na koncie dwa albumy, znany jest z swoich prorosyjskich sympatii. Po aneksji Krymu przez Rosję wyraził swoje poparcie dla Moskwy, mówiąc, że to działania "zupełnie zrozumiałe". Po utworzeniu jednej z separatystycznych republik pojawił się na wschodzie Ukrainy, gdzie odśpiewał nieformalny hymn wojskowych wspieranych przez Kreml.
– Kocham Rosję i czuję się Rosjaninem – podkreślał Seagal. Nie omieszkał również podkreślić zasług samego Putina. – On jest prawdopodobnie największym światowym liderem. Chciałbym uważać go za brata – dodał artysta.
Źródło: Onet.pl
