
Na kilka dni przed pogrzebem swojego synka kobieta, której prof. Bogdan Chazan odmówił wykonania aborcji, zabrała głos na łamach tygodnika „Wprost”. W udzielonym wywiadzie pani Agnieszka oraz jej mąż wyjaśnili, że dążyli do przerwania ciąży, ponieważ chcieli oszczędzić dziecku nieuchronnych cierpień.
REKLAMA
– W 22. tygodniu [ciąży] wiedzieliśmy, że nasz syn nie ma szansy na przeżycie. Wiedzieliśmy, że umrze, kwestia tylko, czy będziemy musieli patrzeć na jego męki – powiedział tygodnikowi ojciec chłopca.
– Pod koniec życia płyn w głowie się przemieścił i oko, które było w wielkim wytrzeszczu, schowało się, zmieniło pozycję – dodała była pacjentka prof. Chazana, opisując stan, w jakim znajdował się jej syn tuż przed śmiercią.
Rodzice podkreślili, że po narodzinach ciężko chorego synka, codziennie go odwiedzali. – Pierwsze spojrzenie, pierwszy widok jest trudny do przeżycia, a potem myślę, że się powoli przyzwyczajaliśmy – powiedział ojciec chłopca, który cierpiał m.in. z powodu wodogłowia i nierozwinięcia mózgu.
Rodzice zaznaczyli, że po porodzie prof. Chazan „nie zająknął się słowem w sprawie jakiejkolwiek pomocy”. Żadna propozycja pomocy nie nadeszła także ze strony Kościoła.
– W tym wszystkim najbardziej cierpiało nasze dziecko. Kiedy się urodziło, to nikt z żadnych ruchów pro-life, z żadnych fundacji, nikt z popierających prof. Chazana, żaden ksiądz, dosłownie nikt nie zgłosił się, żeby chociaż zapytać, jak można pomóc, co można zrobić – powiedział pan Jacek.
źródło: „Wprost”
