
Do tej pory pisano i mówiono o nich. O ich intymności, dziecku i o jego śmierci. Teraz sami zabrali głos. Rodzice „uratowanego” przez prof. Bogdana Chazana dziecka udzielili wywiadów dwóm tygodnikom. Opowiedzieli o najgorszej decyzji, jaką musieli podjąć w życiu, o frustracji, o ogromie cierpienia, jakie stało się ich udziałem. Z jednej strony płyną słowa pocieszenia i współczucia, z drugiej słychać nawoływania: „Ciszej nad tą trumną”. Wszyscy najlepiej wiemy, jak powinna wyglądać żałoba po śmierci dziecka.
Fragmenty z wywiadu we "Wprost"
W tym wszystkim najbardziej cierpiało nasze dziecko. Kiedy się urodziło, to nikt z żadnych ruchów pro-life, z żadnych fundacji, nikt z popierających prof. Chazana, żaden ksiądz, dosłownie nikt nie zgłosił się, żeby chociaż zapytać, jak można pomóc, co można zrobić.
Gdzie jest empatia dla tego, jak twierdzą niektórzy, „uratowanego przez prof. Chazan” dziecka? Gdzie był Kościół? Gdzie był prof. Chazan po urodzeniu naszego dziecka?
(…) Kiedy się urodziło nasze dziecko, nie zająknął się słowem w sprawie jakiejkolwiek pomocy.
Gdzie jest miłosierdzie dla naszego dziecka i dla nas?
Na słowa matki, która straciła dziecko i opowiada o tym, że „przeszła piekło”, internauci zareagowali różnie. Przeważają słowa otuchy i współczucia, są jednak i wpisy, w których inni decyzję tych ludzi, by opowiedzieć swoją wersję historii, oceniają jednoznacznie negatywnie. Nie przebierają w słowach.
Komentarze internautów
Ciszej nad tym grobem łącznie z rodzicami. Wstyd.
Nawet po śmierci nie mają szacunku do maleństwa.
Baba chciała zabić swoje dziecko i jeszcze po mediach to rozgłasza.
Jestem ciekaw dlaczego matka tego dziecka wybrała lekarza nie wykonującego usług kilera na zamówienie ?
Ile płacicie jej za wywiad? Starczy na szóstą ciążę i czwarte in vitro?!
– Jestem daleka od oceniania zachowań rodziców, którzy stracili dziecko – czy udzielają wywiadu, czy nie, to ich sprawa, i mówię to zarówno jako matka po stracie dziecka, która właśnie ukończyła psychologię – mówi Agnieszka Kaluga, która sama, 12 lat temu, straciła zaledwie 10-dniową córeczkę.
Myślę, że dobrze, że możemy wysłuchać tej drugiej strony – rodziców. Można powiedzieć, że to, co oni robią, to proces przeżywania żałoby. Nie mamy prawa oceniać ludzi w sytuacji żałoby – jeden uzewnętrznia emocje, inny ubiera się na czarno, jeszcze inny – w jaskrawe kolory. To bardzo ważne, żeby te najbardziej poszkodowane osoby mogły się wypowiedzieć.
Do 22. tygodnia ciąży byli przekonani, że mają zdrowe dziecko. Aż do momentu, kiedy lekarz podczas badania USG wykrył u niego wodogłowie i inne wady. Wówczas prowadzący ciąże dr Maciej Gawlak poinformował o sytuacji dyrektora szpitala, prof. Bogdana Chazana. Ten, jak relacjonuje w rozmowie z "Newsweekiem" ojciec, powiedział, że "płód nie rokuje". – Żona zapowiedziała (...), że jeśli potwierdzą się przypuszczenia, będzie chciała przerwać ciążę – relacjonuje. Wówczas usłyszała, że "to nie takie proste". Czas uciekał, a pacjentkę odsyłano od szpitala św. Rodziny do Instytutu Matki i Dziecka i z powrotem. Rodzice twierdzą, że nikt nie poinformował ich, iż 24. tydzień to określony prawem graniczny moment, do którego legalnie można przerwać ciążę.
Wywiad w "Newsweeku"
Doktor Gawlak skierował nas do szpitala bielańskiego, tam pani doktor(...) powiedziała, że ciąża jest absolutnie do usunięcia, ale w minął już 24. tydzień i w Polsce żaden szpital tego nie zrobi (...). Dotarło do nas, że zostaliśmy oszukani. Że zabieg mógł być wykonany w Instytucie Matki i Dziecka, ale tam nie chciano nam pomóc, a w szpitalu św. Rodziny grano na czas.
Kamila Krocz zwraca uwagę na szczególną sytuację, w której znaleźli się rodzice – fakt, że odebrano im prawo decyzji, skazując na życie – i śmierć – zgodne z sumieniem prof. Chazana.
W tej sytuacji może pojawić się też inne zjawisko psychologiczne, już niezwiązane z procesem żałoby, a raczej z zablokowaniem pewnych możliwości działania. Mam na myśli reaktancję, czyli dążenie do przywracania wolności wyboru, zagrożonej przez kogoś, kto próbuje nam coś narzucić lub czegoś zakazać. Rodzice, którzy utracili dziecko, a którym zablokowano w pewnym sensie możliwość wyboru (np. nie poinformowano, gdzie mogą dokonać legalnie usunięcia ciąży) mogą odczuwać coś w rodzaju oporu psychicznego, pewnego buntu. Ludzie różnią się tolerancją na odebranie im możliwości i swobody.
Zaznacza jednak, że uderzył ją wcale nie sam fakt udzielenia wywiadu, ale to, co w nim przeczytała. – Nikt nie przyszedł, żeby im pomóc – mówi. W polskich szpitalach wciąż brakuje standardów opisujących, jak personel szpitala powinien zachować się w obliczu śmierci dziecka – często to kwestia przypadku, czy akurat trafi się empatyczna pielęgniarka, a na miejscu będzie psycholog.
