– Przez cały ten czas nie chcieliśmy się spotykać z ludźmi, odsunęliśmy się od wszystkich. O czym mielibyśmy rozmawiać? – mówi ojciec "uratowanego" dziecka w rozmowie z "Newsweekiem".
– Przez cały ten czas nie chcieliśmy się spotykać z ludźmi, odsunęliśmy się od wszystkich. O czym mielibyśmy rozmawiać? – mówi ojciec "uratowanego" dziecka w rozmowie z "Newsweekiem". "Newsweek"

Do tej pory pisano i mówiono o nich. O ich intymności, dziecku i o jego śmierci. Teraz sami zabrali głos. Rodzice „uratowanego” przez prof. Bogdana Chazana dziecka udzielili wywiadów dwóm tygodnikom. Opowiedzieli o najgorszej decyzji, jaką musieli podjąć w życiu, o frustracji, o ogromie cierpienia, jakie stało się ich udziałem. Z jednej strony płyną słowa pocieszenia i współczucia, z drugiej słychać nawoływania: „Ciszej nad tą trumną”. Wszyscy najlepiej wiemy, jak powinna wyglądać żałoba po śmierci dziecka.

REKLAMA
Cztery strony ma wywiad, którego ojciec dziecka udzielił „Wprost”. Rozmowa z obojgiem rodziców w „Newsweeku” jest pięciostronicowa. Opowiedzieli o tym, jak odsyłano ich ze szpitala do szpitala, grając na czas – bo nikt nie chciał podjąć decyzji o terminacji ciąży, de facto ubezwłasnowolniając rodziców. O cierpieniu swoim i dziecka, które „oddychało, któremu serce biło, ale tak naprawdę było martwe”. O tym, co czuli, kiedy po raz pierwszy zobaczyli swojego synka, który urodził się z otwartą czaszką i nie w pełni wykształconym mózgiem. O pragnieniu sprawiedliwości i o nadziei, którą wciąż mają, choć jest jej „coraz mniej”.

Fragmenty z wywiadu we "Wprost"

W tym wszystkim najbardziej cierpiało nasze dziecko. Kiedy się urodziło, to nikt z żadnych ruchów pro-life, z żadnych fundacji, nikt z popierających prof. Chazana, żaden ksiądz, dosłownie nikt nie zgłosił się, żeby chociaż zapytać, jak można pomóc, co można zrobić.

Gdzie jest empatia dla tego, jak twierdzą niektórzy, „uratowanego przez prof. Chazan” dziecka? Gdzie był Kościół? Gdzie był prof. Chazan po urodzeniu naszego dziecka?

(…) Kiedy się urodziło nasze dziecko, nie zająknął się słowem w sprawie jakiejkolwiek pomocy.

Gdzie jest miłosierdzie dla naszego dziecka i dla nas?

Na pytanie, czy przypadkiem decyzja o przerwaniu ciąży nie była podyktowana wygodnictwem, odpowiadają: Wygodnie to można spać. Strata dziecka nie ma nic wspólnego z wygodą – pada odpowiedź o decyzji, która była „najlepsza dla dziecka, choć najgorsza w naszym życiu”.
Nie ma jednej żałoby
Na słowa matki, która straciła dziecko i opowiada o tym, że „przeszła piekło”, internauci zareagowali różnie. Przeważają słowa otuchy i współczucia, są jednak i wpisy, w których inni decyzję tych ludzi, by opowiedzieć swoją wersję historii, oceniają jednoznacznie negatywnie. Nie przebierają w słowach.

Komentarze internautów

Ciszej nad tym grobem łącznie z rodzicami. Wstyd.

Nawet po śmierci nie mają szacunku do maleństwa.

Baba chciała zabić swoje dziecko i jeszcze po mediach to rozgłasza.

Jestem ciekaw dlaczego matka tego dziecka wybrała lekarza nie wykonującego usług kilera na zamówienie ?

Ile płacicie jej za wywiad? Starczy na szóstą ciążę i czwarte in vitro?!

Pojawiają się głosy o tym, że nie tak powinna wyglądać żałoba. Że rodzic, który stracił dziecko, ma przywdziać czerń i wyć zamknięty w czterech ścianach, a nie po mediach latać i udzielać wywiadów. A przecież żałoba i sposób, w jaki się ją przeżywa, to sprawa indywidualna.
– Nie można określić czasu, który jest potrzebny na wypełnienie procesu żałoby. Zależy on od wielu czynników: stosunku, jaki łączył nas ze zmarłą osobą, sposobu przechodzenia żałoby, okoliczności śmierci ukochanej osoby, wieku, w którym nastąpiła śmierć, pomocy, jaka została nam ofiarowana podczas przechodzenia procesu żałoby, sposobu, w jaki dowiedzieliśmy się o stracie, możliwości zrobienia czegoś przed śmiercią osoby, która odeszła – mówi psycholog Kamila Krocz.
W przeżywaniu żałoby wymienia się trzy zasadnicze fazy. Pierwsza z nich oznacza szok, zaskoczenie i przerażenie, gwałtowny żal, emocjonalne cierpienie i odrętwienie. Później przychodzi tzw. właściwa żałoba, podczas której doznaje się uczucia smutku, pustki, osamotnienia. W tym okresie często pojawia się drażliwość i duża skłonność do płaczu. – Bardzo charakterystycznym zjawiskiem dla tego okresu mogą być pretensje oraz wrogość kierowana do osób, które stykały się z utraconą osobą. Reakcje te są wyrazem poczucia bezradności i bezsilności cierpiącego – mówi psycholog. Ostatnim etapem jest ostateczne ukojenie, kiedy dochodzi do przystosowania się do nowej sytuacji.
Tempo, w jakim człowiek, który utracił kogoś bliskiego, radzi sobie z bólem, jest różne, tak jak różne są sposoby, za pomocą których ludzie starają się poradzić sobie ze stratą. Dlatego głosy potępienia, które odezwały się po publikacji wywiadów, są nie na miejscu.
Dajcie im mówić
– Jestem daleka od oceniania zachowań rodziców, którzy stracili dziecko – czy udzielają wywiadu, czy nie, to ich sprawa, i mówię to zarówno jako matka po stracie dziecka, która właśnie ukończyła psychologię – mówi Agnieszka Kaluga, która sama, 12 lat temu, straciła zaledwie 10-dniową córeczkę.
Agnieszka Kaluga

Myślę, że dobrze, że możemy wysłuchać tej drugiej strony – rodziców. Można powiedzieć, że to, co oni robią, to proces przeżywania żałoby. Nie mamy prawa oceniać ludzi w sytuacji żałoby – jeden uzewnętrznia emocje, inny ubiera się na czarno, jeszcze inny – w jaskrawe kolory. To bardzo ważne, żeby te najbardziej poszkodowane osoby mogły się wypowiedzieć.

Takiego samego zdania jest psycholog Kamila Korcz. – Daleka byłabym od oceny moralnej ich zachowania. Mają prawo do głosu. Możliwe, że mówiąc o swoich przykrych doświadczeniach, emocjach, próbują w jakiś sposób poradzić sobie z traumą utraty własnego dziecka. Szukają uzasadnienia dla jego śmierci. Aby przepracować smutek, oprócz akceptacji rzeczywistości, ważne jest zrozumienie tego, co się wydarzyło. Jeśli nie umiemy znaleźć wytłumaczenia dla śmierci, często mamy problem z przepracowaniem żałoby. Może to spowodować lęki i powstawanie pytań: „Jak to się mogło stać?”.
No właśnie: jak to się mogło stać?
Do 22. tygodnia ciąży byli przekonani, że mają zdrowe dziecko. Aż do momentu, kiedy lekarz podczas badania USG wykrył u niego wodogłowie i inne wady. Wówczas prowadzący ciąże dr Maciej Gawlak poinformował o sytuacji dyrektora szpitala, prof. Bogdana Chazana. Ten, jak relacjonuje w rozmowie z "Newsweekiem" ojciec, powiedział, że "płód nie rokuje". – Żona zapowiedziała (...), że jeśli potwierdzą się przypuszczenia, będzie chciała przerwać ciążę – relacjonuje. Wówczas usłyszała, że "to nie takie proste". Czas uciekał, a pacjentkę odsyłano od szpitala św. Rodziny do Instytutu Matki i Dziecka i z powrotem. Rodzice twierdzą, że nikt nie poinformował ich, iż 24. tydzień to określony prawem graniczny moment, do którego legalnie można przerwać ciążę.

Wywiad w "Newsweeku"

Doktor Gawlak skierował nas do szpitala bielańskiego, tam pani doktor(...) powiedziała, że ciąża jest absolutnie do usunięcia, ale w minął już 24. tydzień i w Polsce żaden szpital tego nie zrobi (...). Dotarło do nas, że zostaliśmy oszukani. Że zabieg mógł być wykonany w Instytucie Matki i Dziecka, ale tam nie chciano nam pomóc, a w szpitalu św. Rodziny grano na czas.

To dlatego dziś rodzice, za których najważniejszą decyzję podjęli lekarze, zamierzają szukać sprawiedliwości. Nawet – zemsty. – Może to będzie straszne, co powiem, ale uważam, że kara dla prof. Chazana może mi wrócić nadzieję. Ta kara jest mi potrzebna do moich przeżyć. Mam potrzebę zemsty. Nic na to nie poradzę – mówi matka zmarłego dziecka.
Agnieszka Kaluga rozumie te emocje. – Oni są w wielkich emocjach, może mówią za dużo – ale to ich prawo. Wszystko, co ich spotkało, jest potwornie trudne do dźwigania – i diagnoza, i świadomość noszenia tak chorego dziecka, i świadomość bycia urną, i śmierć dziecka i wszystko to, co wydarzyło się w szpitalach – to wpływa na psychikę.
Szczególne okoliczności
Kamila Krocz zwraca uwagę na szczególną sytuację, w której znaleźli się rodzice – fakt, że odebrano im prawo decyzji, skazując na życie – i śmierć – zgodne z sumieniem prof. Chazana.
Kamila Krocz

W tej sytuacji może pojawić się też inne zjawisko psychologiczne, już niezwiązane z procesem żałoby, a raczej z zablokowaniem pewnych możliwości działania. Mam na myśli reaktancję, czyli dążenie do przywracania wolności wyboru, zagrożonej przez kogoś, kto próbuje nam coś narzucić lub czegoś zakazać. Rodzice, którzy utracili dziecko, a którym zablokowano w pewnym sensie możliwość wyboru (np. nie poinformowano, gdzie mogą dokonać legalnie usunięcia ciąży) mogą odczuwać coś w rodzaju oporu psychicznego, pewnego buntu. Ludzie różnią się tolerancją na odebranie im możliwości i swobody.

Psycholog zwraca uwagę, że to właśnie reaktancja oraz ambiwalentne emocje, które towarzyszą żałobie osieroconych rodziców, mogą ich skłaniać do różnych działań – między innymi wzbudzać motywację, by mówić na głos o tym, co czują.
Pojawiły się opinie, że ludzie, którzy zdecydowali się opowiedzieć mediom o swojej tragedii, "jeszcze pożałują" swojej otwartości. Być może. A może to, że dziś głośno mówią o tym, co ich spotkało, pomaga im przetrwać czas, kiedy wszyscy inni komentują ich najbardziej intymne sprawy i żałobę. – Nie wiem, czy pożałują decyzji o udzieleniu wywiadów. Mnie mówienie o tym było potrzebne, teraz myślę, że za dużo zbyt intymnych rzeczy opowiedziałam, ale jednocześnie jest we mnie dużo wyrozumiałości dla tamtej mnie – musiałam o tym mówić, żeby nie zwariować – mówi Agnieszka Kaluga.
Z aktem zgonu dziecka na ulicy
Zaznacza jednak, że uderzył ją wcale nie sam fakt udzielenia wywiadu, ale to, co w nim przeczytała. – Nikt nie przyszedł, żeby im pomóc – mówi. W polskich szpitalach wciąż brakuje standardów opisujących, jak personel szpitala powinien zachować się w obliczu śmierci dziecka – często to kwestia przypadku, czy akurat trafi się empatyczna pielęgniarka, a na miejscu będzie psycholog.
– Ja 12 lat temu o tym, że mam umierające dziecko, dowiedziałam się na korytarzu od lekarza, który powiedział mi to między jednym a drugim telefonem – akurat umawiał się na prywatną wizytę. Miała 25 lat, zostałam z tym, sama, znalazłam się na ulicy z aktem zgonu mojej córki w ręce – mówi o wydarzeniach sprzed 12 lat. I może to jest temat, którym powinniśmy się zająć, zamiast rozliczać rodziców, którzy doświadczyli tragedii z tego, jak przeżywają żałobę.