Pierzesz nowe ubrania przed założeniem? "Aż roi się od bak­te­rii ka­ło­wych, wi­ru­sów, bakterii czy grzybów"

Pierzesz nowe ubrania przed założeniem? "Aż roi się od bak­te­rii ka­ło­wych, wi­ru­sów, bakterii czy grzybów"
Pierzesz nowe ubrania przed założeniem? "Aż roi się od bak­te­rii ka­ło­wych, wi­ru­sów, bakterii czy grzybów" Fot. Michał łepecki / Agencja Gazeta
– Dlaczego pan to tak gniecie? Ja to mam później na siebie założyć? – powiedziała kiedyś do sprzedawcy klientka sklepu z odzieżą. – A to pani nie pierze? – odpowiedział zdziwiony kasjer, wprowadzając klientkę w zakłopotanie. Czy słusznie? Jak się okazuje, zdania są podzielone.


Wchodzisz do sklepu, mierzysz, płacisz, odrywasz metkę i zakładasz. Cieszysz się nowym ciuchem i zachwycasz się jego "zapachem nowości". To właśnie pierwsze założenie nowej koszulki czy spodni bywa najprzyjemniejszym okresem eksploatacji ubrań. Okazuje się, że to co dla jednych jest oczywiste, innym wręcz nie mieści się w głowie.


Są nowe, więc nie zdążyły się jeszcze pobrudzić – to najprostsze wytłumaczenie osób, które zakładają ciuchy zaraz po wyciągnięciu z reklamówki. Niektórzy mówią wprost, że nigdy nie przyszło im nawet do głowy, aby wrzucić do pralki nowy zakup. Jedna z zapytanych przeze mnie osób (mężczyzna) stwierdził, że nie pierze zafoliowanych koszulek z internetu, ale ubrania z sieciówek już tak.


Jak jest?
Zdecydowanie częściej to mężczyźni nie piorą nowych rzeczy. GOShA Kusper – osobista stylistka przekonuje, że to błąd. – Jak wynika z mojego doświadczenia w pracy stylistki, zdecydowanie zalecam prać ubrania po zakupie. Po pierwsze dlatego, że ubrania w sklepie, pomimo że są "nowe", były założone przez kilka/ kilkaset osób, a to oznacza, ze w pewien sposób były już używane – mówi stylistka.


To nie wszystko. GOShA Kusper zwraca też uwagę, że dzięki praniu po zakupie można sprawdzić, czy dany materiał nie zdeformuje się ( skurczy, rozciągnie). – Jedna z moich klientek kupiła za kilkaset złotych t-shirt u znanego polskiego projektanta, który po praniu rozciągnął się, szwy zmieniły swoje położenie i zrobiło się kilka małych dziur. Obecnie czeka na rozpatrzenie reklamacji – mówi stylistka. A co o praniu nowych rzeczy sądzą internauci?
Klaudia

Bardzo często piorę. Chyba, że kupuję na wariata kilka godzin przed wyjściem. Czasem nawet jak widzę, że ubranie które mierzę było wiele razy mierzone, to pytam czy jest na magazynie zafoliowane.

Anna

To zależy gdzie kupię. I jeśli myślę, że długo leżało na sklepie, to wypiorę, a jak widzę, że ubranko jest nowiutkie, to od razu ubieram. Dzidziusiowi piorę wszystko.

Maria

Piorę zawsze. Inaczej chodziłabym wysypana od stóp do głowy.

Zapach / smród sklepu
27-letnia Gosia z Warszawy mówi bez wahania, że zawsze, ale to zawsze pierze. Dlaczego? Bo dla niej "zapach nowości" to raczej smród sklepu, czyli stęchlizna połączona z chemicznym zapachem farby i innych chemikaliów używanych do produkcji naszych ubrań. – Nie wiem czy ktoś przede mną ich nie zakładał/nosił/przymierzał. Ludzie często zwracają używany towar – zauważa moja rozmówczyni.

Oprócz tego, że ktoś z dużym prawdopodobieństwem mógł przymierzać nasze ubrania, każdy widział, co dzieje się ze sklepowymi ciuchami. – Ubrania w sklepach przewracają się po podłogach, są deptane w przebieralniach – mówi. I ma rację, choć najgorsze rzeczy dzieją się na zakurzonych zapleczach, kiedy rzeczy są przerzucane z kartonów na wózki, zabezpieczane itd.
Gosia z Warszawy

Ubranie które zakładam musi być uprane i pachnące. Piorę również rzeczy, które przez zimę/lato przeleżały w szafie. Czuć, że nie są świeże. Tak samo jest z ubraniami, które się kupuje. To dla mnie oczywiste.

Co można znaleźć na nowych ubraniach?
Joanna Narożniak z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie mówi, że do jej placówki przychodzi sporo zapytań w tej kwestii. – Nie zawsze jest tak, że jesteśmy w stanie stwierdzić, czy dana bluzka była już mierzona. Nie wiemy też nic o kondycji zdrowotnej osoby, która miała ją na sobie przed nami. Jest niebezpieczeństwo, że był to człowiek z problemami skórnymi, bakteriami i mikrobami – mówi rzecznik instytucji.
Joanna Narożniak

Na na­szej bie­liź­nie, ubra­niach, ręcz­ni­kach i po­ście­li aż roi się od roztoczy, bak­te­rii ka­ło­wych, wi­ru­sów (w tym grypy), bakterii czy grzybów. Podobnie jest z wszystkimi przedmiotami, których dotykamy w życiu codziennym, z którymi przebywamy.

Moja rozmówczyni zwraca też uwagę, że nowe ubrania oprócz roztoczy, mają na sobie chemiczne środki konserwujące. – Ja czasem piorę taką odzież, a czasem nie. Nie mam alergii skórnej, ale zdarzyło mi się kupić bluzkę w dobrym sklepie, z delikatnego materiału, a mimo to miałam na nadgarstkach ślady po zapiętych mankietach – mówi rzeczniczka WSSE w Warszawie. Po upraniu problemy ustały.

– Jeżeli coś kupujemy i mamy podejrzenie, że ktoś mógł to mierzyć przed nami, to logicznym i sensownym zachowaniem będzie wypranie takiej odzieży – podsumowuje Joanna Narożniak.