
Piątkowy wieczór. Wybierasz się do modnego klubu i masz głowę pełną świetnych numerów. Założyłeś na siebie luźny T-shirt, żeby było jak najwygodniej, przecież otaczają cię tłumy. Stajesz za didżejką i grasz, bo w końcu na tym polega twoja praca. I wtedy, wśród stroboskopowych świateł, zaczyna się maraton pełen najgorszych zmor. Halo, panie DJ-u, masz coś Jacksona? Najlepiej Billie Jean.
REKLAMA
Ej, weź puść coś do tańczenia
Nie ma chyba bardziej wkurzającej sytuacji dla zajętego graniem DJ-a, niż gdy podchodzi do niego fan i prosi o włączenie ukochanego kawałka albo wolnego z dedykacją dla swej lubej. Kiedy chce zamienić Johna Talabota na coś żywszego, a "Say My Name" w remiksie Cyrila Hahna na oryginalne Destiny's Child. Przedziera się przez tłumy, przekrzykuje, jęczy, błaga, a ignorowany nawet proponuje zapłatę banknotem z Mieszkiem I.
Nie ma chyba bardziej wkurzającej sytuacji dla zajętego graniem DJ-a, niż gdy podchodzi do niego fan i prosi o włączenie ukochanego kawałka albo wolnego z dedykacją dla swej lubej. Kiedy chce zamienić Johna Talabota na coś żywszego, a "Say My Name" w remiksie Cyrila Hahna na oryginalne Destiny's Child. Przedziera się przez tłumy, przekrzykuje, jęczy, błaga, a ignorowany nawet proponuje zapłatę banknotem z Mieszkiem I.
-Nie znoszę, gdy ludzie przychodzą do undergroundowego klubu i składają requesty o komercyjną muzykę. Rozumiem, że można mieć czasami jakąś sugestię, jednak fajnie gdyby była ona w klimacie miejsca i imprezy, a nie Beyonce na imprezie techno - opowiada Buszkers z JuNouMi.
Rzeczywiście, dziwne jest, gdy ktoś przychodzi na przykład na imprezę rave'ową i prosi o "coś bardziej do tańca". Wszystko to dotyczy najczęściej osób pijanych, naćpanych i ogólnie zakręconych. Takie są wszak najbardziej waleczne i gotowe zrobić wszystko, aby pozdrowić przez mikrofon swego kumpla z ławki. W zakresie próśb kierowanych w stronę DJ-ów, jak się okazuje, znajdują się też inne rzeczy, niż tylko same wymagania muzyczne.
Dla mnie dwa browary i Camele żółte
-Kiedyś grając w jednym z nadwiślańskich klubów podchodził co kilka minut gość pytając czy może kupi u nas piwo, później zmienił oczekiwanie na papierosy. Nie mieliśmy akurat nic z kontrabandy, więc pomocy u nas nie znalazł - opowiadają Ment XXL i Jedynak, czyli Flirtini.
-Kiedyś grając w jednym z nadwiślańskich klubów podchodził co kilka minut gość pytając czy może kupi u nas piwo, później zmienił oczekiwanie na papierosy. Nie mieliśmy akurat nic z kontrabandy, więc pomocy u nas nie znalazł - opowiadają Ment XXL i Jedynak, czyli Flirtini.
Ale ludzie postrzegają didżejkę nie tylko jako sklep z asortymentem imprezowym, lecz także jest to dla nich przechowalnia kurtek, torebek i innych części garderoby. Miejsce wielofunkcyjne: bar, szafa, a nawet podstawka w jednym.
-To nie Twój stolik na drinki. Bardzo często DJ ma na stole sprzęt za kilka ładnych tysięcy złotych, więc wizja Twojego mojito na jego nowym mikserze nie jest najfajniejsza - wyjaśnia Buszkers.
Ludzie na imprezie często nie zdają sobie z tego sprawy i traktują na przykład konsoletę i odtwarzacz, jako coś, na czym sami bez problemu potrafiliby zagrać. Legenda mówi, że zdarzają się też tacy fani, którzy pchali się pod sam stół nie po to, aby przybić piątkę DJ-owi, ale by rzucić parę słów o jego beznadziejności i próbować go zastąpić: "Ej, stary, ja mam tu taki program na komórce, daj zadidżejuję, bo wy tu zamulacie. Podepniemy to jakoś pod USB".
-Ludzie robią wszystko, porównalibyśmy pracę DJ-a do taksówkarza i psychologa w jednym. Nigdy nie wiesz kto się trafi, ale możesz być pewny, że będzie pijany. Trzeźwi nie podchodzą, mniej śmiałości. Chociaż zdarzają się też bardzo miłe sytuacje i prośby o kawałki z "naszego katalogu" - dodają chłopaki z Flirtini.
To jak, gdzie w ten weekend idziecie potańczyć?
