Jerzy Fedorowicz o odwołaniu roku Rosji w Polsce: Niestety rosyjscy artyści poparli Putina
Jerzy Fedorowicz o odwołaniu roku Rosji w Polsce: Niestety rosyjscy artyści poparli Putina Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta

Rząd odwołał Rok Rosji w Polsce – poinformowała rzeczniczka rządu Małgorzata-Kidawa Błońska. Sytuacja na Ukrainie sprawiła, że polityka zdominowała kulturę, a łacińskie przysłowie "w czasie wojny milkną muzy" znów jest aktualne. O tym wszystkim rozmawiamy z aktorem i posłem Jerzym Fedorowiczem.

REKLAMA

To dobrze, że nie będzie Roku Rosji w Polsce?

Jerzy Fedorowicz: Jeśli taka jest informacja, to znaczy że taka jest racja stanu na dziś. I tak będzie niezależna wymiana między artystami z naszych krajów, ale rzeczywiście powstał problem. Bardzo żałuję, że tak jest, ale tak być musi. Nie możemy działać w sytuacji hipokryzji i bardzo poważnego, politycznego kryzysu.

Czuje się Pan dziś bardziej politykiem czy artystą?

Szczerze mówiąc spodziewałem się, że coś takiego się zdarzy, bo musimy się w jakiś sposób odciąć od tej politycznej, trudnej sytuacji. Nam twórcom będzie smutno, ale jednak wielu artystów rosyjskich wypowiedziało się za Putinem i go poparło.

Jako polityk zgadzam się z decyzją o odwołaniu Roku Rosji. Ale żałuję tego jako artysta, dlatego że wciąż miałem wrażenie, że poprzez sztukę możemy zmienić język kłamstwa i hipokryzji. Sztuka posługuje się prawdą, choć ta bywa czasem bolesna. Ale jeżeli sztuka kłamie, to jest nie do przyjęcia. Nie mogę sobie wyobrazić sytuacji, kiedy rozmawiałbym ze swoimi rosyjskimi kolegami w momencie, gdy mam przed sobą obraz, który siedzi we mnie bardzo głęboko. Ja jestem... No jestem dziadkiem. Mam dzieci, wnuki, odprowadzam je do pociągu, do samolotu i obserwuję jednocześnie chłodny język polityków, dotyczący tak strasznej, niewyobrażalnej tragedii, jaka miała miejsce na Ukrainie. Nie mogę sobie wyobrazić, że z Rosjanami nie byłoby na ten temat rozmowy.

Co by pan powiedział rosyjskiemu artyście?

Musiałbym poczuć, że on myśli tak samo, jak ja. Jeśli broniłby sytuacji, będąc obywatelem i przedstawicielem Rosji, to doszłoby pewnie do niepotrzebnego konfliktu.

Byłem w Rosji nie raz, grałem nawet w rosyjskim filmie, współpracowałem z aktorami, reżyserami radzieckimi i ciągle rozmawialiśmy o wolności. W restauracjach, gdzie lała się wódka w tamtych czasach... A teraz też byśmy musieli rozmawiać o wolności, którą my posiadamy, a oni w dalszym ciągu muszą poszukiwać. Ja tego rodzaju dialogu bym nie zniósł, gdyby się okazało, że ktoś broni tamtego stanowiska i zupełnie przegranej sprawy.

Co musi się wydarzyć?

Musi nastąpić jakieś opamiętanie. Miną może dwa, trzy lata i ten dialog, który jest potrzebny między ludźmi a sztuką, która w tym pośredniczy, powróci. My jesteśmy na siebie skazani. Musimy obok siebie żyć, rozmawiać, prowadzić wymianę handlową. W przyszłości trzeba będzie wrócić do tej wymiany, ale Putin musi odpowiedzieć w imieniu Rosjan na wszystkie pytania, które są mu zadawane.

Nie może być tak, że Rosjanie mówią "to nie nasza wina", a takiego sprzętu jak mają separatyści nie ma nawet najlepsza armia świata. Przecież oni nie kupili tego w Doniecku, ani nie sprowadzili z Ługańska. Dlatego nie możemy się tam pojawić, dopóki nie zostanie to wszytko "wyczyszczone".

Niektórzy mówią, że właśnie poprzez kulturę ludzie się jednoczą. Z drugiej strony, Rosja może wykorzystać to propagandowo i powiedzieć, że wszystko jest w najlepszym porządku, współpracujemy, przyjaźnimy się.

W latach 70. graliśmy w Londynie "Biesy" Dostojewskiego, później "Dziady" i "Noc Listopadową". Te sztuki były w swojej wymowie antyrosyjskie, antyreżimowe. Byliśmy szczęśliwi, że po raz pierwszy jesteśmy na Zachodzie. A później usłyszałem przekazy, że "gdzie tu w Polsce jest niewola?". Skoro można mówić , że ruble rosyjskie są "bardzo parzące" i tak dalej. Propaganda pokazała, że w Polsce panuje wolność i nie ma cenzury - taki był ton komentarzy, a rzeczywistość była zupełnie inna. Powinniśmy się strzec, aby teraz tak nie było, że pieczętujemy zastany układ.

Czyli jednak w czasie wojny milkną muzy?

One schodzą do podziemia. Podejrzewam, że taki nurt będzie istniał i będzie to niezależnie od nurtów państwowych. Myślę też, że są ludzie w Rosji, którzy myślą tak, jak my. Będzie tak, jak było zawsze, że będzie niezależna grupa artystów, którzy będą swoją sztuką protestować przeciw temu, co się dzieje.