
Izrael wznowił ostrzał w Strefie Gazy w celu "zniszczenia Hamasu", przy okazji czego giną setki palestyńskich cywilów. Nie wszyscy jednak uważają, że eliminacja tej organizacji przyniesie pożądany skutek. Zdaniem jednego z czołowych oficerów amerykańskiego wywiadu, na miejsce Hamasu może przyjść coś gorszego, jak np. działający w Iraku i Syrii ISIS.
IDF (izraelskie ministerstwo obrony) postanowiło ponownie zaatakować Gazę po tym, jak dowództwo wojsk izraelskich stwierdziło, że Hamas nie szanuje humanitarnego zawieszenia broni. Izraelczycy przekonują, że organizacja terrorystyczna mimo ugody wystrzeliła w kierunku Izraela kilkadziesiąt rakiet. Dodajmy, że ze względu na izraelski system obrony przeciwrakietowej, żadna z nich nie poczyniła znaczących szkód.
Tymczasem od wznowienia ataków na Gazę zginęło już 5 osób. W tym dwie, które przebywały w obozie dla uchodźców. Liczba osób zabitych w ostatnim miesiącu przez izraelskich żołnierzy już dawno przekroczyła tysiąc ludzi. Tymczasem po stronie izraelskiej zginęło 42 żołnierzy i trzech cywili.
Izraelskie ministerstwo obrony przekonuje, że działa w słusznej sprawie i daje cywilom czas na ewakuację z budynków, które są niszczone za pomocą pocisków i rakiet. Jednak ostrzeżenie pada zazwyczaj na minutę przed oddaniem strzału. Nie każdy, zwłaszcza wielodzietne rodziny, jest w stanie dostosować się do takich rozkazów.
Mimo tej zaciętości Izraela w dążeniu do zniszczenia Hamasu, nie wszyscy uważają likwidację tego ugrupowania za słuszną taktykę.
– Jeśli Hamas zostałby zniszczony i zlikwidowany to pewnie skończylibyśmy z czymś znacznie gorszym – twierdzi generał Michael Flynn, odchodzący szef Defence Intelligence Agency (DIA – agencja wywiadowcza podległa amerykańskiemu departamentowi obrony). – Region otrzymałby coś znacznie gorszego. Coś groźnego przedostałoby się do tamtejszego ekosystemu... coś jak ISIS – ostrzega wojskowy, który nie wyklucza próby stworzenia islamskiego kalifatu w tym regionie.
źródła: "Business Insider"; "Al Jazeera"
