
Kupujesz nowiutkiego laptopa. Po dwóch tygodniach czy miesiącach okazuje się, że wymarzony sprzęt nie jest taki dobry, jak na początku – bo na przykład wypadają w nim klawisze albo psują się zawiasy od ekranu. Nie licz jednak na to, że serwis producenta naprawi taką szkodę od ręki.
REKLAMA
Biznes producentów laptopów to nie tylko sprzedawanie sprzętu, ale też jego naprawy. Nie zawsze darmowe.
Zawiasy i obudowa – sam zepsułeś!
Jeden z bliskich znajomych zakupił nowiutkiego notebooka znanej firmy. Wydał 2,5 tysiąca złotych i choć wiedział, że nie jest to sprzęt klasy premium, to nie spodziewał się, że tak szybko przyjdzie mu borykać się z problemami – i serwisem.
Już po paru miesiącach zwykłego użytkowania – laptop stał głównie w jego biurze, nie miał na sobie żadnych śladów używania – zaczęły się psuć zawiasy przytrzymujące ekran. Wychodziły z obudowy, co powodowało, że rozchodziła się cała konstrukcja. Naiwny kolega zadzwonił do serwisu, gdzie jednak usłyszał, że... w ramach gwarancji nie ma szans na naprawę zawiasów, bo każdy serwis powie, że to szkoda wynikająca z niewłaściwego użytkowania. Oczywiście producentowi można zapłacić: 300 złotych.
Sporo, jak za odkręcenie kilku śrubek i wsadzenie zawiasów na swoje miejsce. Znajomy miał dylemat: zapłacić serwisowi i nie stracić gwarancji czy może spróbować z kolegą-informatykiem zrobić to samemu. Ostatecznie wybrał drugą opcję.
Informatyk naprawił wadliwego laptopa w 10 minut, po których sprzęt wyglądał jak nowy. Teoretycznie jednak nabywca stracił w ten sposób gwarancję, o ile oczywiście serwis mógłby to udowodnić.
Jak się wkrótce okazało, problem nie był jednorazowy. Zawiasy, razem z obudową, rozpadły się po raz drugi. Po tym znajomy po prostu zmienił laptopa na innego, ale oczywiście stracił w ten sposób grubo ponad tysiąc złotych. Jak się okazało, w internecie nie brakuje osób z podobnymi problemami. Z ich relacji wynika, że wada zawiasów jest niejako fabryczna, producent o niej wie, ale nie naprawia, bo nie.
Wypadające klawisze
To jeden z bardziej zabawnych przypadków, jakie można znaleźć wśród internautów. Pan Michał tak wściekł się na odpowiedzi producenta, że aż założył specjalną stronę ostrzegającą przed wypadającymi klawiszami w laptopach tej firmy.
Sprawa była prosta: klient kupił nowy komputer, a po 3 tygodniach klawisze zaczęły wypadać z zaczepów. Licząc na rozsądek serwisu producenta, pan Michał zgłosił się z prośbą o naprawienie klawiatury w ramach gwarancji. Serwis stwierdził, że szkoda nastąpiła z winy klienta i zażądał 500 złotych za naprawę.
Pan Michał nie odpuszczał. Zrobił awanturę na facebookowym profilu firmy, a ta obiecała jeszcze raz rozpatrzeć sprawę. Efekty tej drugiej próby były szokujące: producent stwierdził, że klient sam sobie wyłamał te klawisze. Pan Michał, przyjmując do wiadomości, że nic już nie wskóra, nie dał jednak wmówić sobie bycia komputerowym wandalem i napisał wprost: „nie mam w zwyczaju wyłamywać sobie klawiszy w nowym laptopie”. Niestety, zapewne satysfakcja z ciętej riposty nie zrekompensowała mu wydatku na wadliwy - jak twierdzi -sprzęt.
Wypalone piksele w ekranie
Jednemu z użytkowników Forum Prawnego na ekranie nowego laptopa już po dwóch tygodniach zaczęły pojawiać się czarne i zielone kropki. To tak zwane „martwe piksele” - jest to przypadłość matryc LCD, nieznana w czasach dużych monitorów CRT. Piksel może się wypalić po roku, pięciu latach, miesiącu albo nigdy – zależy to głównie od jakości ekranu.
Pan Bartłomiej oddał sprzęt do serwisu już przy pierwszych problemach z ekranem, matrycę wymieniono. Po trzech miesiącach było to samo, ale dodatkowo szwankowały zawiasy – serwis za słabo bowiem dokręcił śrubki. Klient zgłosił się więc po raz drugi i tu czekał na niego zawód. Producent bowiem uznał, że nowe wypalenie pikseli „nie mogło nastąpić na skutek prawidłowego użytkowania komputera”. W związku z czym mechaniczne uszkodzenie, jakim są wypalone piksele, nie podlega naprawie gwarancyjnej – i od klienta zażądano ponad 600 złotych.
Niestety, takich przypadków jest wiele, a serwisy często z miejsca odrzucają prośby o wymianę matrycy – twierdząc, że przy prawidłowym użytkowaniu nie byłoby to możliwe.
Oczywiście klienci nigdy nie są w stanie udowodnić, że wcale tak nie jest – zazwyczaj więc tracą po kilkaset złotych na naprawę.
Bierzemy odpowiedzialność za szkody kurierów
Przypadek to o tyle ciekawy, że nie dotyczy serwisu, a sposobu dostarczenia reklamowanego sprzętu. Jak opisywał to „Komputer Świat”, w przypadku komputerów Sony jeśli klient zadzwoni do firmy i zapyta o gwarancję, to musi wysłuchać warunków gwarancji.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby... wysłuchanie nie oznaczało automatycznie zgody na wzięcie na siebie odpowiedzialności za wszelkie szkody wyrządzone przez kuriera, który przyjeżdża zabrać sprzęt do serwisu. Głos w słuchawce w swojej monotonnej i długiej przemowie o warunkach podkreślił bowiem, że kurierowi nie należy oddawać sprzętu, jeśli człowiek ten nie posiada specjalnego pudła. Należy też być przy zapieczętowaniu laptopa w takim opakowaniu. Inaczej bierzemy na siebie odpowiedzialność za wszystko, co potem stanie się z komputerem w rękach kuriera.
Opisujące swoje przygody pan Radosław oczywiście w połowie słuchania o warunkach, jak większość z nas, „wyłączył się” i nie dosłyszał, że kurier powinien mieć specjalne opakowanie na laptopa. W efekcie klient oddał swój sprzęt kurierowi, który potem wystawił go na parę minut na padający śnieg. Serwis uznał, że komputer został zalany i dlatego naprawa będzie odpłatna. W ten sposób zapewne niejeden klient dał się „naciąć” na kuriera.
Czy da się tego uniknąć?
To samo pytanie zadał mi znajomy, który stracił pieniądze na laptopie z rozpadającymi się zawiasami. Jeśli przyjąć interpretacje serwisów odpowiedź jest jednoznaczna.
To samo pytanie zadał mi znajomy, który stracił pieniądze na laptopie z rozpadającymi się zawiasami. Jeśli przyjąć interpretacje serwisów odpowiedź jest jednoznaczna.
