Lubisz życie w błękicie? Nawet jeśli jesteś fanką niebieskiego, niekoniecznie to kolor dobry dla twoich włosów
Lubisz życie w błękicie? Nawet jeśli jesteś fanką niebieskiego, niekoniecznie to kolor dobry dla twoich włosów Fot. Lele Breveglieri / http://bit.ly/1oPNRLi / CC - BY / http://bit.ly/1mhaR6e

Wpadkę związaną ze złą lub nieudaną fryzurą zaliczyła chyba każda z nas. Brunetka, której zamarzyła się platyna, ruda, która chciała mieć włos w tonacji gorzkiej czekolady. Efekt: płacz, telefon do przyjaciółki lub zaprzyjaźnionego fryzjera. Albo w akcie desperacji próba z cyklu Zosia Samosia, czyli wycieczka do sklepu po inny odcień farby.

REKLAMA
-Maria, jak mogę szybko wrócić do mojego blondu? - zapytała Ola, której nie poznałam wchodząc do biura. Na głowie, zamiast jasnego blondu z naturalnym odrostem, miedziany kasztan. Kolor nie wyglądał źle, ale zupełnie nie mogłam się do Oli rudej, a w zamyśle - brązowowłosej, przyzwyczaić.
Gorzej, że sama Ola nie mogła się do tej ognistej barwy na głowie przyzwyczaić. I z godziny na godzinę coraz bardziej marudziła. Co mam zrobić? Jak szybko mogę wrócić do blondu? Czy to się wypłucze? Będę jasno-ruda, najgorzej!
Wreszcie zadałam jej jedno konkretne pytanie o to, skąd w ogóle pomysł na tak drastyczną zmianę? Czy to z kimś skonsultowała? Jak to się w ogóle stało? Odpowiedź była prosta i konkretna: była impreza… I wszystko jasne. Dziewczyny poszalały i wpadły na genialny pomysł, żeby zrobić przyjaciółce szybką, acz drastyczną metamorfozę. Efekt było widać gołym okiem - Ola czuła się w kolorze nieszczęśliwie.
Dałam jej więc pakiet produktów do stopniowego rozjaśniania włosów (żel L’Oreala oraz sprej Beach Waves Kevin Murphy), pocieszyłam, że jest lato i zaraz słońce zdejmie większość miedzianej poświaty z jej włosów. Natomiast kategorycznie odradziłam wycieczki po kolejną farbę, bo sama doskonale wiem jak to się kończy…
Ruda Pantera
Z koloryzacją włosów jest trochę jak z makijażem. Raz spróbujesz i jeśli ci się spodoba, uzależnisz się od eksperymentów. Albo właśnie odwrotnie, od jednego ukochanego koloru, w którym okazuje się być ci lepiej niż w tym, który odziedziczyłaś po mamie, tacie czy babci Uli.
Ja farbowaniem zaczęłam bawić się w liceum (eksperymentu z farbowaniem sobie końcówek na granatowo, fioletowo i fuksjowo krepiną w tę historię nie wliczam). Wcześnie? Jak na dzisiejsze standardy, raczej przeciętnie. Ponieważ moja mama kocha salony fryzjerskie i uważa, że nie ma lepszego relaksu na świecie nad majstrowanie czyimiś rękami we włosach. Słowem: im dłużej i bardziej ktoś bawi się jej włosami, tym lepiej. I myślała, że jej córka będzie mieć podobnie. Nic bardziej mylnego.
logo
Róż na głowie? To kolor dość zobowiązujący Fot. Rumpleteaser / http://bit.ly/1s6r7rv / CC - BY / http://bit.ly/1mhaR6e
Zaprowadziła mnie więc do pani Basi, wydarłam kartkę z Twojego Stylu, gdzie było zdjęcie wycieniowanej fryzury w odcieniu wiśni. I poprosiłam panią Basię o to samo. Efekt był zupełnie inny, a kolor, hmmm, dość poważny jak na uczennicę lat 16. Szybko mi się też znudził, a akurat na rynek wchodziła najnowsza, reklamowana seria farb do robienia pasemek własnoręcznie Feeria L’Oreal.
Reklama wywołała na mnie tak ogromny wpływ, że wiedziałam, że chcę mieć takie paski na głowie, choćby nie wiem co. Niejako zmusiłam więc młodszą siostrę do tego, żeby mi pomogła nakładać ten rozjaśniacz specjalnym dołączonym do zestawu grzebykiem. Efekt: wyglądałam jak ruda pantera po LSD. Zamiast równomiernego najmodniejszego wtedy baleyage’u, mój włos mienił się dziesiątkami kropek i ciapek. Drugiego dnia poszłyśmy więc na całość i rozjaśniacz położyłyśmy na całej głowie.
I zamiast wyciągnąć z kolorystycznych eksperymentów wnioski, ja połknęłam haczyk i zakochałam się w zmianach.
Kruk i kaczka
Z moją najlepszą przyjaciółką na studiach, nie wiem, jak tego dokonywałyśmy, ale całe noce balowałyśmy, a egzaminy zdawałyśmy wzorowo. Zwłaszcza Karolina, która miała stypendium naukowe. I chyba pamięć fotograficzną, bo wystarczyło, że przeczytała stronę, a już ją zapamiętywała. Któregoś razu kupiłyśmy w sklepie zestaw dwóch butelek wina oraz dwóch farb do włosów.
Ona blondynka, więc wzięła farbę w odcieniu bardzo złej platyny, a ja dla kontrastu, ponieważ byłam szatynką (o bliżej nieokreślonym odcieniu włosa), sięgnęłam po tak zwaną gorzką czekoladę. Przeczytałyśmy na opakowaniu, że farbę trzeba trzymać 15-20 minut. Zaokrągliłyśmy do pełna i trzymałyśmy dobre 45 minut, a może nawet godzinę. Byłyśmy coraz weselsze, więc po spłukaniu farby zrobiłyśmy sobie odjazdowe makijaże i poszłyśmy do Klubu Piekarnia.
Jak bardzo byłyśmy zaskoczone oglądając się w lustrze kolejnego dnia, tego nie jestem w stanie opisać słowami. Na widok żółtka włosów Karoliny ryknęłam śmiechem, a ona na moją chińską, głęboką kruczą czerń - zareagowała tak samo. Ale oczywiście każdej z nas nasz kolor włosów wydawał się gorszy niż ten koleżanki. Ja twardo obstawałam przy swoim nie-jest-tak-tragicznie-są-gorsze-rzeczy-na-świecie. Jednak Karolina rozpłakała się i zadzwoniła do Krzysia. Znajomego fryzjera, który przyjął ją tego samego dnia. Fryzjer uratował sytuację i Karolina wyglądała normalnie. Nie wiem co jest magicznego w żółtych włosach, ale nikt nie wygląda w tym odcieniu dobrze.
Ja natomiast stwierdziłam, że pokocham tę kruczą czerń i że nie ma tego złego, włos się ładnie błyszczy. Wyglądam co prawda na własną matkę, no ale mam już 21 lat, więc mogę wyglądać poważniej. W postanowieniu tym wytrzymałam… tydzień. I też zmiękłam i zadzwoniłam do Krzysia. Ten tylko zapytał: „- Byłyście na tej samej imprezie? To więcej tego nie róbcie.”
Moje włosy Krzyś „naprawił” rozjaśniając do brązu szerokie pasma z górnej partii włosów i cienkie pasemka po całości. Resztę zmalowało słońce i znowu przypominałam siebie. Ale naprawdę są dużo gorsze sytuacje, której jednej byłam aktywną uczestniczką.
logo
Tęcza? Dobrze wygląda na końcówkach. Zresztą takie intensywne koloranty wymagają wcześniejszego zdjęcia koloru do platyny Fot. Lelê Breveglieri / http://bit.ly/1qMYoK5 / CC - BY / http://bit.ly/1mhaR6e
Śliwowica i trymer
Ten sam Krzyś, który dopiero co uratował nas z kolorystycznego bagienka, miał nie lada fantazję. I zbyt dużo znajomych, którzy uwielbiali do niego wpadać wieczorem z flaszką i w ramach tejże flaszki wyjść z nową fryzurą na głowie. Któregoś wieczoru spotkaliśmy się w centrum, nieopodal jego salonu i zapytał: Byłaś kiedyś Maryś na fryzjer- party? Nie? No to dziś będzie twój pierwszy raz. Towarzyszyła mu ekipa pięciu osób, głównie kobiet wpatrzonych w niego jak w obrazek. Po przyjściu do salonu, który był wówczas jednym z najmodniejszych miejsc w Warszawie, Krzyś włączył muzykę, polał śliwowicę i zaczęła się impreza.
Po kilku kolejkach było jasne, po co się tu zgromadziliśmy. Pierwsza chętna trafiła na obrotowe krzesło dla klienta. Krzyś odpalił trymer i… się zaczęło. Każde z nas podchodziło do tej dziewczyny i przycinało kawałek po kawałku jej grubych ciemnych włosów. Asymetrie co prawda były wtedy w modzie. Ale to nie była asymetria, tylko masakra. Nie wiem, ile promili we krwi miała ta dziewczyna, ale wiem, że nie chciałabym się na drugi dzień obudzić w jej skórze i bez swoich pięknych długich włosów.
Sentymenty jednak szybko mi przeszły, jak pojawili się kolejni śmiałkowie na tym samym fotelu. Zrozumiałam, że taka jest konwencja i nie ma co opłakiwać czyichś włosów. Ale kiedy zadzwoniłam na drugi dzień do Krzysia, oznajmił, że dziewczyna, której przycinałam również ja włosy, pojawiła się rano z rykiem na poprawki... Jak widać alkohol i nożyczki czy farba nie idą w parze.
Wyjście awaryjne
Ale nie tylko po pijaku robi się nieodpowiedzialne rzeczy ze swoimi włosami. Czasami ulegamy modom z telewizora bądź innych mediów, albo co gorsza namowom życzliwych przyjaciółek, które zazwyczaj same nie mają odwagi niczego zmienić we fryzurze, więc tym chętniej zmieniają w czyjejś. I co wtedy robić?
U mnie zawsze procentował stoicki spokój. I czas. Nie po to, żeby wyleczyć rany, ale po pierwsze po to: aby kolor się wypłukał (nie ma siły, nawet trwała koloryzacja z czasem blednie), po drugie, aby nie zniszczyć włosów zbyt dużą ilością chemii naraz, odczekaj miesiąc (nakładając dzień po dniu kolejną koloryzację wysuszamy włos na konsystencję siana).
I kilka złotych, niekoniecznie moich, ale fryzjerskich zasad:
Po pierwsze:Jeśli nie wiesz, na który z kolorów się zdecydować, zawsze wybierz najbardziej zbliżony do twojego naturalnego, wtedy w razie draki będzie mniej bolało.
Po drugie:Lepiej położyć szampon koloryzujący, który stopniowo z włosa się wypłucze niż trwały kolor.
Po trzecie:Nie słuchaj rad koleżanki, tylko lepiej zapytaj o zdanie profesjonalistę. Jeżeli szkoda ci wydawać pieniądze na kolor w salonie (który tez może być niewypałem, nie oszukujmy się), zapytaj znajomego fryzjera w jakim byłoby ci dobrze.
Po czwarte:Zaczynaj od refleksów. Zamiast nakładać na całą głowę kolor, zafarbuj dwa do kilku pasm i zobacz czy ci w ogóle pasuje do: cery, opraw oczu, rysów twarzy (to, że twojej siostrze pięknie w blondzie a la Doda, nie znaczy, że ty będziesz w nim wyglądać zjawiskowo).

Po piąte:
Jeśli już się zdecydowałaś na dziwny kolor i okazał się niewypałem, odczekaj miesiąc i dopiero go zmieniaj. Jest sezon letni, więc możesz nosić włosy związane w kucyk lub węzełek, a jeśli jesteś na wakacjach, zasłaniać je chustą czy kapeluszem. Traktowanie ich od razu rozjaśniaczem lub ciemniejszym odcieniem to killer.