
Wirus Eboli jest poza całkowitą kontrolą. Tak szczere, ale i przerażające świat oświadczenie wydała w piątek szefowa Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Margaret Chan podczas specjalnej konferencji w Konakry - stolicy ogarniętej epidemią Gwinei.
REKLAMA
Ebola to jednak od dawna już nie tylko problem Afrykanów z zachodniej części Czarnego Lądu. Co prawda najwięcej chorych jest dziś na obszarach Gwinei, Liberii, Sierra Leone, a także Wybrzeża Kości Słoniowej, ale Ebola zbliżyła się też mocno do krajów rozwiniętego Zachodu.
Amerykańskie służby medyczne poinformowały, że mają informacje już o co najmniej trzech Amerykanach, u których stwierdzono wirus Eboli w Afryce. Właśnie mają trwać przygotowania do przetransportowania pierwszego chorego do ojczyzny, gdzie jego leczeniem mają zająć się lekarze pracujący pod nadzorem Centrum Zwalczania i Prewencji Chorób.
Tego typu transporty wymagają najwyższej ostrożności, gdyż służby medyczne muszą uważać, by wirus nie miał szans na rozprzestrzenienie się na nowym terytorium. Największym zagrożeniem dla Zachodu nie są jednak tylko transporty medyczne, ale zupełnie zwyczajny przepływ ludzi przez największe lotniska, czy dworce świata. Gdzie przy tak poważnych rozmiarach epidemii przewijać mogą się zupełnie nieświadomi swojego stanu nosiciele Eboli.
Dlatego też na wspomnianej konferencji w Konakry WHO pracuje nad wartą nawet 100 mln dolarów strategią przeciwdziałania epidemii, której ofiarą padło już ponad 700 osób. To największe śmiertelne żniwo Eboli w historii.
Źródło: miamiherald.com
