Witold Waszczykowski zapewnia, że PiS mógłby współpracować z Kongresem Nowej Prawicy, ale nie z Januszem Korwin-Mikkem.
Witold Waszczykowski zapewnia, że PiS mógłby współpracować z Kongresem Nowej Prawicy, ale nie z Januszem Korwin-Mikkem. Fot. PiS

PiS jest silnym liderem sondaży i powoli przymierzany jest do rządzenia. – U nas nie ma euforii – mówi w "Bez autoryzacji" Witold Waszczykowski, były wiceszef BBN. Spór Kurski-Ziobro nazywa "wakacyjnym wybuchem temperamentu". Wyjaśnia, że PiS może współpracować z KNP, ale bez Korwin-Mikkego.

REKLAMA
Coraz częściej pojawiają się opinie i analizy dające PiS-owi zwycięstwo w przyszłorocznych wyborach, a los i PO kilkakrotnie odwracały wynik przegranych bitew. Ten triumfalny ton nie jest zbyt przedwczesny?
U nas nie ma euforii. Odnotowujemy te sondaże, to cieszy, że nasza praca nie idzie na marne. Trend jest jednoznaczny – wybory do Parlamentu Europejskiego dały jednoznaczny wynik – remis. Przypominam, że ich przedmiotem były mandaty i mówienie, że Platforma je wygrała, kiedy z 25 ich liczba spadła do 19, a nasza skoczyła z 6 do 19, to…
Nie z 6, tylko z 15, bo tylu posłów wprowadziliście 5 lat temu. Dopiero później się wykruszyli.
Tak, ale ważne, że zrównaliśmy się z partią rządzącą. Ale nie ma w naszych wypowiedziach triumfalizmu. Dalej prowadzimy kampanię, dość rozbudowaną, zabiegamy o zwycięstwo w wielu sejmikach wojewódzkich, bo one decydują o połowie życia politycznego i gospodarczego Polski, są tam znaczne fundusze. Mamy znaczną szansę, by w wielu sejmikach wygrać.
Ja zajmuję się głównie województwem łódzkim, gdzie w wyborach do Parlamentu Europejskiego wygraliśmy 38 proc. do 31, to dobry prognostyk. Tak jak w skali ogólnokrajowej integrujemy środowiska prawicowe, tak i w Łodzi łączymy się z lokalnymi stowarzyszeniami. Mamy szansę wygrać i w samym mieście – zarówno prezydenta, jak i w radzie.
Czy władze partii apelowały o tonowanie wypowiedzi, nie popadanie w hurraoptymizm? Wiadomo, że pycha zawsze jest karana przez wyborców.
Nie, takich apeli nie było, bo wszyscy są świadomi sytuacji. Są za to apele, aby uważać z wypowiedziami, pilnować się, bo jesteśmy partią bardzo mocno obserwowaną przez media. Chodzi o to, aby nie dopuścić do nieuważnej wypowiedzi czy nieuważnego zachowania, z którego później trzeba by się tłumaczyć. To oczywiste, trzeba zachować ostrożność, by nie dać się złapać na głupiej wypowiedzi, która byłaby przerobiona w skandal.
Co było momentem przełamania dla PiS? Bo przecież nie afera taśmowa, która była już po wyborach do PE.
Wydaje mi się, że to fałszywe zwycięstwo PO w 2011 roku spowodowało, że trend się zaczął zmieniać.
Dlaczego fałszywe?
Platforma do końca kampanii kłamała, że nie zmieni podatków i nie podniesie wieku emerytalnego. Jeszcze w piątek przed ciszą wyborczą Rostowski w radiu bił się w piersi, że nie ma takich planów. A zaraz po wyborach, mimo 2,5 mln podpisów sprzeciwu, zostało to zmienione. Wtedy trend się zaczął zmieniać.
Jest portal, który podsumował, że Platforma zgłosiła ponad 160 obietnic reform, zmian i one są niezrealizowane. To spowodowało, że część społeczeństwa zaczęła się odwracać. Poza tym ta wściekła kampania, która obrzydzała PiS, przestała działać. Ludzie uznali, że nie można żyć tylko strachem przed PiS, bo to normalni ludzie.
W 2011 r. wprowadziliśmy do Sejmu ludzi, którzy są wykształceni, mają kariery naukowe bądź w administracji państwowej. Nagle pokazała się poważna alternatywa. Także cała akcja prof. Glińskiego pokazała, że jest duże środowisko naukowe i urzędnicze, które jest w stanie w państwie funkcjonować, mamy wielu kandydatów na ministrów, wiceministrów, urzędników wysokiego szczebla.
To zaczyna działać i widać, że jest alternatywa wobec PO, która przez lata była pokazywana, jako środowisko, które tonuje nastroje w Polsce, ma rozwiązania gospodarcze. Nie ma.
Ten wizerunek psują Ziobro i Kurski, którzy wypominają sobie niepłacenie mandatów, sikanie po portkach…
Tak, wyzywają się od leszczy…
Ich przyjęcie to nie był błąd?
Nie przyjęliśmy tylko tych dwóch kolegów, ale środowiska Solidarnej Polski i Polski Razem. To taka dyskusja wakacyjna, to się rozejdzie po kościach. Są temperamenty, które czasami w wakacje wybuchają. Jesienią przyjdzie normalna rywalizacja polityczna i sprawa zostanie zamknięta.
Ziobro mógłby wrócić do rządu? Może nie jako minister, ale wiceminister?
Nie dzielimy skóry na niedźwiedziu. Wiadomo kto się czym zajmuje, w jakich dziedzinach może być wykorzystany. Ale nie przykładamy nazwisk do konkretnych stanowisk. Na razie, z tego co wiem, pan Zbigniew Ziobro jest kandydatem na posła, może senatora i być może w jakiejś komisji sejmowej czy senackiej mógłby się realizować w sprawach wymiaru sprawiedliwości. A to, co będzie za rok, czy uda nam się przejąć władzę, na jakich warunkach uda nam się przejąć władzę, to kwestia otwarta.
No właśnie, na jakich warunkach. Czy pan wyobraża sobie współpracę z Korwin-Mikkem, którego prezes w sobotę określił jako osobę, która "powinna być przedmiotem zainteresowania lekarza"? Jak rozumiem, chodziło mu o psychiatrę.
Kilka dni temu powiedziałem, że z tak rozdygotanym emocjonalnie i światopoglądowo człowiekiem trudno byłoby współpracować. Jeśli poglądy, sposób zachowania, wypowiedzi pana Korwin-Mikkego nie ulegną zmianie w najbliższych miesiącach, to współpraca z nim osobiście będzie trudna do wyobrażenia.
To raczej niemożliwe, bo prowadziłby do konfliktów i kompromitacji. Jeśli on się nie zmieni, to być może ta partia go zmieni. Ale liczymy na to, że zdobędziemy takie poparcie, które umożliwi nam samodzielne rządy w tej koalicji, w której jesteśmy, czyli z Polską Razem i Solidarną Polską.