
Wydawało się, że jeden z najgłośniejszych konfliktów w polskim Kościele dobiegł końca. Ale wybuchł na nowo. I to nie z winy Hosera – tym razem to Lemański powinien uderzyć się w piersi.
Jeden z biskupów, który był moim profesorem w seminarium, właśnie kiedy mówiliśmy o tym, że nie podoba nam się, no właśnie skostnienie Kościoła, że nie podobają nam się ci biskupi, którzy mówią właściwie do ścian, a nie do ludzi, powiedział nam coś takiego: „To pokolenie musi wymrzeć”. Brzydki słowa, ale oni się już nie zmienią. Czytaj więcej
Jeśli miałoby okazać się prawdą, że ksiądz Wojciech Lemański mówił tam młodzieży o tym, że „biskupi muszą wymrzeć”, że namawiał młodych do wychodzenia z kościołów na znak protestu w trakcie Mszy Świętej, jeśli potwierdzą się inne skandalizujące wypowiedzi, które wedle doniesień prasowych miały tam paść, to postępowanie takie – niegodne kapłana Kościoła Katolickiego – spotka się ze zdecydowaną reakcją i konsekwencjami. Czytaj więcej
Dzień wcześniej był na Przystanku Jezus, który katolicy od kilku lat organizują jako przeciwwagę dla Przystanku Woodstock. Ale był tam nieoficjalnie. – Ks. Lemański nie był ani uczestnikiem, ani gościem Przystanku Jezus, a także nie celebrował Eucharystii ani nie spowiadał na Przystanku Jezus – napisali zaraz organizatorzy tego wydarzenia w specjalnym oświadczeniu. Wyraźnie widać, że twardogłowi katolicy mają z Lemańskim duży problem.
Bo już sama wizyta w Kostrzynie, na znienawidzonym przez część katolików Przystanku Woodstock, ma znamiona prowokacji. I rzeczywiście jeszcze zanim Lemański usiadł do dyskusji, krytykowano jego decyzję o przyjęciu zaproszenia od Jerzego Owsiaka.
Bo Kościół to nie demokracja. To nie liberalna, rozdyskutowana redakcja lewicowego periodyku, gdzie można powiedzieć naczelnemu, że jego ostatni tekst był bez sensu. Kościół jest hierarchiczny i opiera się na zasadzie bezwzględnego posłuszeństwa. I tak jak można było zrozumieć to, że w pierwszej fazie konfliktu Lemański chce przedstawić swoje racje, tak teraz powinien milczeć.
Na stronie prowadzonej przez jego zwolenników upubliczniono korespondencję między Lemańskim a kurią i nie mogła ona pochodzić z innego źródła, jak tylko od Lemańskiego. Ujawnianie prywatnej korespondencji nie przystoi, tym bardziej katolickiemu księdzu.
Jednocześnie zapowiedział Ksiądz Biskup, że do czasu zakończenia procedur kanonicznych, podjętych przez Stolicę Apostolską, nie będzie wypowiadał na mój temtat. Procedury kanoniczne trwają i towarzyszą im kolejne rewelacje mojego Biskupa o księdzu Lemańskim
– To ewidentne. Gdyby ks. Lemański był w Zagórzu i pracował tam jako kapłan, wszyscy odetchnęliby z ulgą – mówi nam dzisiaj Dzieduszycki, wyraźnie zawiedziony. – Te słowa były zupełnie niepotrzebne. Ani ks. Lemańskiemu, ani nikomu innemu – dodaje rzecznik diecezji.
Rzecznik zaznacza, że jeśli nie uda się skontaktować z Lemańskim, kuria podejmie decyzję bez wysłuchania jego wyjaśnień. – Trzeba dać szansę wypowiedzieć się zainteresowanej stronie, ale uchylanie się od kontaktu nie może stać na przeszkodzie w wyciągnięciu konsekwencji – mówi Mateusz Dzieduszycki.
Pytany, czy ks. Lemański umyślnie prowokuje kurię unika jednoznacznej odpowiedzi. – To rzeczy, które dzieją się u niego w głowie, nie mam na to żadnego wpływu, można go o to zapytać. To człowiek inteligentny, na pewno obdarzony możliwością przewidywania skutków swoich decyzji, ale czy to było działanie celowe – nie jestem w stanie powiedzieć – mówi rzecznik Kurii Warszawsko-Praskiej.

