Klauzula sumienia w Szpitalu Praskim? Dyrekcja dementuje
Klauzula sumienia w Szpitalu Praskim? Dyrekcja dementuje Fot. Shutterstock

Jednej z pacjentek, która leży na porodówce w Szpitalu Praskim, lekarze i położne odmówili cesarskiego cięcia i znieczulenia. Powód? Klauzula sumienia. Taka historia krążyła od niedzieli w internecie wraz z apelem o protesty i unikanie tej placówki. Dziś doczekała się odpowiedzi szpitala. – Podawane dane są nieprawdziwe, a jeśli nie zostaną usunięte, rozważymy możliwość dochodzenia praw na drodze sądowej – napisano w oświadczeniu.

REKLAMA
Wiadomość o kłopotach pacjentki oddziału położniczego Szpitala Praskiego w Warszawie przyciągnęła olbrzymie zainteresowanie w sieci. "Mojej lektorki córka leży w Szpitalu Praskim na porodówce. Lekarze i położne odmówili jej cesarki, znieczulenia, rozcięcia krocza, bo klauzula sumienia. Winna rodzić naturalnie, ingerencja w ciało kobiety jest sprzeczna z wyznaniem katolickim rzymskim" – napisała jedna z użytkowniczek Facebooka. Jej post został udostępniony kilka tysięcy razy, a oburzeni internauci dopytywali o szczegóły.
"Znieczulenie sprzeczne z Biblią"
Sprawa wyglądała na tym bardziej bulwersującą ze względu na postawę personelu. "Kiedy wpisała w dokumentację nazwisko partnera jako nazwisko dziecka, to spotkała się z komentarzem: ‚ale pani się tak nie nazywa’. A proponowane imię dziecka - Ida - jest żydowskie! - powiedział z oburzeniem lekarz. Lektorka w rozmowie z zastępcą ordynatora sama usłyszała, że jej córka nie jest brana pod uwagę inaczej, jak do naturalnego porodu, a znieczulenie jest sprzeczne z Biblią. Sumienie nie przeszkodziło położnej podać cennika, za które zostanie uciszone" – relacjonowała autorka postu.
W poniedziałek rano zniknął on jednak z Facebooka. Dlaczego? Jak wyjaśniła internautka w rozmowie z naTemat, została poproszona o usunięcie całości, "pod bardzo konkretnymi groźbami". Dodatkowo przesądziła wola rodziny. "Dostałam prośbę, żeby ewentualne nagłośnienie sprawy zostawić do momentu, kiedy dziecko już pojawi się na świecie, bo to jest sprawą priorytetową" – stwierdziła.
Zapewniła jednak, że historia jest prawdziwa – personel rzeczywiście powołał się na klauzulę sumienia, a pacjentce odmówiono cesarskiego cięcia. Kobieta została podobno przeniesiona do innego szpitala, gdzie "cesarkę" wykonano. Dziecko urodziło się zdrowe.
Oskarżenie o zniesławienie
Co na to szpital? Kiedy rano próbowaliśmy uzyskać komentarz, okazało się, że zarówno ordynator, jak i dwaj inni lekarze z oddziału położniczego, są na urlopach. Po kilku godzinach oficjalne stanowiska nadesłało biuro marketingu. Wszystkiemu zaprzecza.
"Informujemy, że dane pojawiające się w ostatnich dniach na portalach społecznościowych co do pobytu jednej z pacjentek Oddziału Ginekologiczno-Położniczego Szpitala Praskiego p.w. Przemienienia Pańskiego są nieprawdziwe. Po dokonaniu weryfikacji sytuacji w Szpitalu, nie odnotowano wymienionych komplikacji, czy też okoliczności udzielania świadczeń, które były wskazane w informacjach zamieszczonych przez osoby postronne i nieuczestniczące przy porodzie" – brzmi komunikat.
Oświadczenie Szpitala Praskiego

Żaden z lekarzy w Oddziale Ginekologiczno-Położniczym nie powoływał się w trakcie udzielania świadczeń na klauzulę sumienia. Porody w okresie, których dotyczył wpis dokonany na facebook przez postronną osobę, przebiegały bez komplikacji, zaś zastosowane metody leczenia były zgodne z najnowszą wiedzą i najlepszą praktyką w tym zakresie. Informacje o przebiegu porodu, zamieszczone na portalach społecznościowych, nie pochodziły od żadnej pacjentki Szpitala, żadna z pacjentek nie zgłaszała i nie zgłasza zastrzeżeń co do udzielonych ich świadczeń.

Nieprawdziwa jest informacja, że zaproponowano opłatę za znieczulenia, ponieważ w Szpitalu znieczulenia stosowane przy porodzie są bezpłatne.

Jak można przeczytać, szpital uważa wypowiedzi na portalach społecznościowych za krzywdzące. Dlatego zwrócił się do "administratorów odpowiednich portali" z prośbą o usunięcie odpowiednich wątków i postów.
Oskarża też tych, którzy przekazuję dalej opowieść o pacjentce, o zniesławienie: "W przypadku nieusunięcia przedmiotowych wątków i postów lub dalszego ich powielania, Szpital Praski rozważy możliwość dochodzenia swoich praw na drodze sądowej. Może być to wówczas podstawą prawną w aspekcie karnym i cywilnym do pociągnięcia do odpowiedzialności osób wypowiadających się na forach w sposób zniesławiający Szpital Praski".
Prowokacja czy "tuszowanie"
Kto mówi prawdę: autorka postu o kłopotach w Szpitalu Praskim czy władze placówki? Przesądzić nie sposób, tym bardziej, że głosu w sprawie nie zajęła rodzina. A tylko jej stanowisko mogłoby być skuteczną odpowiedzią na komunikat placówki.
Nie zmienia to faktu, że sprawa wciąż jest szeroko komentowana. Dla jednych jest dowodem na to, że niewarto się wychylać i nagłaśniać nieprawidłowości, bo zaraz przyjdą groźby procesu. Dla innych, że środowiska nieprzyjazne Kościołowi zorganizowały prowokację i chcą uruchomić kolejną "nagonkę" na katolickich lekarzy spod znaku klauzuli sumienia.