
Jednej z pacjentek, która leży na porodówce w Szpitalu Praskim, lekarze i położne odmówili cesarskiego cięcia i znieczulenia. Powód? Klauzula sumienia. Taka historia krążyła od niedzieli w internecie wraz z apelem o protesty i unikanie tej placówki. Dziś doczekała się odpowiedzi szpitala. – Podawane dane są nieprawdziwe, a jeśli nie zostaną usunięte, rozważymy możliwość dochodzenia praw na drodze sądowej – napisano w oświadczeniu.
Sprawa wyglądała na tym bardziej bulwersującą ze względu na postawę personelu. "Kiedy wpisała w dokumentację nazwisko partnera jako nazwisko dziecka, to spotkała się z komentarzem: ‚ale pani się tak nie nazywa’. A proponowane imię dziecka - Ida - jest żydowskie! - powiedział z oburzeniem lekarz. Lektorka w rozmowie z zastępcą ordynatora sama usłyszała, że jej córka nie jest brana pod uwagę inaczej, jak do naturalnego porodu, a znieczulenie jest sprzeczne z Biblią. Sumienie nie przeszkodziło położnej podać cennika, za które zostanie uciszone" – relacjonowała autorka postu.
Co na to szpital? Kiedy rano próbowaliśmy uzyskać komentarz, okazało się, że zarówno ordynator, jak i dwaj inni lekarze z oddziału położniczego, są na urlopach. Po kilku godzinach oficjalne stanowiska nadesłało biuro marketingu. Wszystkiemu zaprzecza.
Żaden z lekarzy w Oddziale Ginekologiczno-Położniczym nie powoływał się w trakcie udzielania świadczeń na klauzulę sumienia. Porody w okresie, których dotyczył wpis dokonany na facebook przez postronną osobę, przebiegały bez komplikacji, zaś zastosowane metody leczenia były zgodne z najnowszą wiedzą i najlepszą praktyką w tym zakresie. Informacje o przebiegu porodu, zamieszczone na portalach społecznościowych, nie pochodziły od żadnej pacjentki Szpitala, żadna z pacjentek nie zgłaszała i nie zgłasza zastrzeżeń co do udzielonych ich świadczeń.
Nieprawdziwa jest informacja, że zaproponowano opłatę za znieczulenia, ponieważ w Szpitalu znieczulenia stosowane przy porodzie są bezpłatne.
Kto mówi prawdę: autorka postu o kłopotach w Szpitalu Praskim czy władze placówki? Przesądzić nie sposób, tym bardziej, że głosu w sprawie nie zajęła rodzina. A tylko jej stanowisko mogłoby być skuteczną odpowiedzią na komunikat placówki.
