
Prof. Bogdan Chazan został odwołany z funkcji dyrektora Szpitala Specjalistycznego im. Świętej Rodziny, lecz jego rękę nadal widać w tym szpitalu. Na drzwiach do gabinetu dyrektora wciąż wisi tabliczka z jego imieniem i nazwiskiem, a na patio można znaleźć tablicę z podziękowaniami dla szpitala, a w szczególności jego byłego szefa.
REKLAMA
Można prof. Chazana krytykować, można się z nim nie zgadzać, ale jednego odebrać mu nie można - szpital, którego był dyrektorem pod jego rządami bardzo się zmienił. Remont to tylko jeden z elementów. Ważniejsza jest pamięć pacjentów.
Na patio szpitala, zaraz przy wejściu, znajdują się dwie ważne gabloty. W jednej znajdują się listy i dyplomy z podziękowaniami dla prof. Bogdana Chazana i jego podwładnych. Wdzięczni rodzice dziękują dyrektorowi szpitala im. Świętej Rodziny i personelowi za opiekę nad nimi i ich dziećmi.
W drugiej gablocie pokazane są statystyki. Wynika z nich, że jednostka, którą kierował prof. Chazan pozytywnie odstaje od krajowej średniej.
Obecność prof. Chazana cały czas można odczuć chodząc korytarzami. Wystarczy zaraz po przekroczeniu głównego wejścia skręcić w prawo i minąć stróżówkę udając się w stronę bufetu i oddziału patologii ciąży. Jedne z pierwszych drzwi w tym korytarzu prowadzą do sekretariatu i gabinetu dyrektora. Wciąż wisi na nich tabliczka z napisem "Dyrektor prof. dr hab. n. med. Bogdan Chazan".
Niektórzy zapewne zdziwili się kiedy usłyszeli, że prof. Chazan nie wyklucza, iż "wyjedzie pracować w szpitalu w Kenii". Wystarczy jednak wybrać się na patio placówki mieszczącej się przy ulicy Madalińskiego, żeby przekonać się, że lekarz wcale nie drwił.
Prof. Chazan w 2012 roku był w Kenii w ramach Projektu Isiolo. Jego celem jest zbudowanie w afrykańskim mieście bardzo potrzebnego szpitala, w którym ratowano by życie matek i noworodków. Teraz jest to bardzo utrudnione.
Pojawiają się też pomysły, żeby były dyrektor wszedł do polityki i w ten sposób zapisał się w historii. Sam profesor też o to dba: Markowi Mullerowi udzielił już wywiadu rzeki. O pomniki - jeśli taka byłaby w ogóle jego intencja - nie musi się jednak martwić. Jeden już stoi w Warszawie.
