
Wakacje przed laptopem? Jak najbardziej i to za sumę ponad 1600 zł – nad jeziorem albo w górach. Na popularności zyskują obozy naukowe dla dzieci i młodzieży, których uczestnicy rozwiązują szereg zadań i się przy tym nie nudzą, a wręcz przeciwnie.
REKLAMA
Okulary na twarzy, marsowe miny, zapał niczym w urzędach o godzinie 14 i wzrok skierowany na arkusz zadań. Zapewne w ten sposób wiele osób wyobraża sobie wyjazdy na obozy naukowe. Nic bardziej mylnego. Na takie imprezy udają się już nie tylko laureaci olimpiad przedmiotowych, ale także wszyscy chętni na aktywny wypoczynek z nauką w tle.
– Dzieci i młodzież naprawdę się tutaj uczy. Uczestnicy obozów są mocno w to zaangażowani i skupieni na zdobywaniu punktów. Oni wiedzą, że chcą się w tym kierunku dalej kształcić – przekonuje Agnieszka Koneczna z firmy Intertalent z Gdynia, która organizuje wyjazdy naukowe dla uczniów podstawówek, gimnazjów i szkół średnich.
Wakacje dla mądrali
Jak działa zegar atomowy? Czy masło orzechowe jest zdrowe? Jak mydło zabija zarazki? Jak napisać „zero” po rzymsku? Czy ryby śpią? Jak wyglądają wirusy? Dlaczego się wstydzimy? Na takie pytanie dzieci będą znały odpowiedź po naukowych wakacjach. Kto na nie jeździ? Na obozy głównie są chętni chłopcy, bo jak tłumaczy olimpijczyk Bartosz Bieganowski, sama dziedzina wiedzy już w pewnym sensie "wymusza", iż stanowią oni znaczną częścią uczestników".
Jak działa zegar atomowy? Czy masło orzechowe jest zdrowe? Jak mydło zabija zarazki? Jak napisać „zero” po rzymsku? Czy ryby śpią? Jak wyglądają wirusy? Dlaczego się wstydzimy? Na takie pytanie dzieci będą znały odpowiedź po naukowych wakacjach. Kto na nie jeździ? Na obozy głównie są chętni chłopcy, bo jak tłumaczy olimpijczyk Bartosz Bieganowski, sama dziedzina wiedzy już w pewnym sensie "wymusza", iż stanowią oni znaczną częścią uczestników".
Opinię tę potwierdza Agnieszka Koneczna, która ubolewa na tym, że tak mało dziewczyn decyduje się na wyjazd. – Zgłasza się zdecydowanie więcej chłopców. Dziewczyny to 10-15 proc. osób na naszych obozach – mówi w rozmowie z naTemat.
To specyficzne obozy, przepełnione nauką – przekonują organizatorzy. – Przede wszystkim zapisują się na nie osoby, które biorą udziały w olimpiadach przedmiotowych, ale na wyjazd może udać się każdy zainteresowany, bo mamy trzy poziomy trudności (podstawowy, średni i zaawansowany) – tłumaczy Koneczna z Intertalent. Dodaje, że w czasie obozu uczeń wybiera sobie jeden z nich, który zawsze może zmienić. Do trójmiejskiej firmy zgłaszają się rodzice z dziećmi z całej Polski. Są to głównie ośrodki z najlepszymi placówkami oświatowymi. Komasa wyjaśnia, że Intertalent ma kontakt z wieloma nauczycielami, którzy zachęcają uczniów do rozwijania swoich zainteresowań także latem. – Oczywiście nasza oferta jest komercyjna i nie kierujemy jej ściśle do szkół, gdzie "wyłapujemy" konkretne osoby. Przeważnie są to jednak dzieci i młodzież, która ma już pewną wiedzę – dodaje.
Nauka przez zabawę
Na samym obozie, każda godzina jest konstruktywnie zagospodarowana. Pobudka. Śniadanie. I trzy godziny programowania. – Młodzież siada do komputerów, loguje się na platformę i rozwiązuje zadania za które zdobywa się punkty – przedstawia program dnia Konecza, która w trakcie naszej rozmowy przebywa właśnie z młodzieżą w górach. Następnie jest chwila dla sportu i gier zespołowych. – Po obiedzie są wykłady, omówienie zadań i konsultacje z nauczycielami – wyjaśnia organizatorka wyjazdów. Podkreśla, że w tej części zajęć uczestniczyć może każdy bez względu na to, na jaki kurs jest zapisany. To trwa około dwóch godzin. Następnie jest znów chwila na rekreację lub krótką wycieczkę. Później ostatni posiłek i tzw. drużynówka, czyli zajęcia grupowe. Na końcu jest ranking i wykaz, kto jakie zadania rozwiązał. Na koniec każdego obozu wyłaniani są najlepsi.
Na samym obozie, każda godzina jest konstruktywnie zagospodarowana. Pobudka. Śniadanie. I trzy godziny programowania. – Młodzież siada do komputerów, loguje się na platformę i rozwiązuje zadania za które zdobywa się punkty – przedstawia program dnia Konecza, która w trakcie naszej rozmowy przebywa właśnie z młodzieżą w górach. Następnie jest chwila dla sportu i gier zespołowych. – Po obiedzie są wykłady, omówienie zadań i konsultacje z nauczycielami – wyjaśnia organizatorka wyjazdów. Podkreśla, że w tej części zajęć uczestniczyć może każdy bez względu na to, na jaki kurs jest zapisany. To trwa około dwóch godzin. Następnie jest znów chwila na rekreację lub krótką wycieczkę. Później ostatni posiłek i tzw. drużynówka, czyli zajęcia grupowe. Na końcu jest ranking i wykaz, kto jakie zadania rozwiązał. Na koniec każdego obozu wyłaniani są najlepsi.
W gimnazjum, jadąc tam myślałem raczej o zadaniach, które mnie spotkają; chciałem wypaść jak najlepiej. W tamtych czasach nie było to dla mnie przygodą, lecz po prostu wyzwaniem
Uczniowie mają obowiązek brania udziału we wszystkich aktywnościach, na których sprawdzane są listy obecności. – Może brzmi to jak szkoła w wakacje, ale nie do końca tak jest – przekonuje Koneczna. Wyjaśnia, że niemal rygor znany ze szkół jest tylko pozorny, a uczniowie mają znacznie większą swobodę działania i wyrażania swoich myśli.
– To nie jest tak, że tutaj się nie wypoczywa. Nie przenosimy szkoły na obóz – tłumaczy nasza rozmówczyni. Uczestnicy wyjazdu mają łatwiejszy dostęp do nauczyciela. Sami mogą wcielić się w rolę prowadzącego zajęcia. Dodatkowo uczą się nie tylko rozwiązania zadań, ale także ich układania. – Jest to forma zdrowej rywalizacji i nauki. – Zyskują wiedzę, której nie zdobędą na korkach czy w szkole – podkreśla organizatorka.
