Prof. Bartoś o karze więzienia za dawanie prezerwatyw 14-latkom: To jest tworzenie mentalności policyjnej

Prof. Bartoś o karze więzienia za prezerwatywy dla 14-latków: To jest tworzenie mentalności policyjnej
Prof. Bartoś o karze więzienia za prezerwatywy dla 14-latków: To jest tworzenie mentalności policyjnej Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Do Sejmu trafił kontrowersyjny projekt ustawy, podpisany przez ćwierć miliona obywateli. Zakłada on nakładanie kar, nawet do 2 lat więzienia, na edukatorów seksualnych i rodziców, którzy dadzą dzieciom np. środki antykoncepcyjne. Ma to zahamować propagowanie zachowań seksualnych wśród młodych. Jak mówi Prof. Tadeusz Bartoś w "Bez autoryzacji", pomysł jest absurdalny. – Stworzenie świata dla dzieci, w którym się im za grosz nie ufa, to wychowywanie wariatów – mówi.


Jak Pan ocenia projekt ustawy, według której rodzic lub edukator, który da dziecku (do lat 15.) prezerwatywę lub tabletkę antykoncepcyjną, może dostać karę nawet dwóch lat więzienia?

Prof. Tadeusz Bartoś: W naszym kraju istnieje tendencja do rozwiązywania problemów społecznych za pomocą kodeksu karnego. Jest to tendencja, która zakłada używanie policji, instrumentów przemocy, prokuratury w procesie wychowania dzieci i młodzieży. Zakładam, że osoby, które proponują tę ustawę, która jest zespołem przepisów niejasnych i nieprecyzyjnych, uważają, że dziecko w żaden sposób nie powinno być wychowywane seksualnie. Na sferę seksualności, zgodnie ze złą tradycją katolicką, która w naszym kraju ciągle pokutuje, narzuca się totalne tabu. Według niej nie ma seksualności u dzieci, nastolatków i nie należy się do tego odnosić. To zaś, jak wiemy z psychologii, jest szkodliwym podejście dla rozwoju młodzieży.

Jaki może być skutek?

Jeśli matka lub ojciec będą rozmawiać z dzieckiem o problemach związanych z seksualnością, o tym skąd się biorą dzieci i jak się przed przed niechcianą ciążą bronić, zabezpieczać –a tym jest właśnie owo "wręczenie prezerwatywy" (choć rodzice nie muszą tego robić, bo dzieci mogą je kupić same) – to będzie to uznane za przestępstwo. W niektórych środowiskach mamy obsesyjne podejście do seksualności i mentalność policyjną, mówiącą, że wszystkie problemy należy rozwiązywać poprzez wezwanie policji i prokuratora. Pamiętamy to z czasów rządów PiS-u, gdzie to prokuratorzy i politycy mieli stanowić o moralności, nie zaś ludzkie relacje czy sensowny proces wychowawczy, w którym tworzyłoby się atmosferę bezpieczeństwa i zaufania.

Rodzice i edukatorzy seksualni, którzy mają uprawnienia do rozmów z dziećmi, są stawiani w roli podejrzanych. Rzuca się cień na ludzi, którzy chcą bronić dzieci za pomocą procedur wychowawczych. Z rodziców i edukatorów robi się maniaków seksualnych i się ich oczernia. To jest coś okropnego. Przekręca się całą rzeczywistość społeczną, jaka powinna istnieć, niszcząc relacje międzyludzkie i wzajemne zaufanie. Robi się to dla osiągnięcia korzyści politycznych.


Ale może w ten sposób zwróci się uwagę na problem zbyt wczesnej edukacji seksualnej?

Tak, próbuje się to robić, ale za pomocą prokuratora i policji. Rozumie pan, że to jest świat paranoidalny. To jest tworzenie mentalności policyjnej. Wczesna inicjacja seksualna była, jest i będzie (chyba, że wprowadzimy kary z Arabii Saudyjskiej i tamtejszy styl życia). Wczesna inicjacja to także problem społeczny, wynikają z niej określone niebezpieczeństwa. Niezadowolone z tego faktu będzie, być może, społeczeństwo (dzieci wychowują dzieci, rezygnacja ze szkoły, osobistego rozwoju, itd.) Oczywiście niezadowoleni mogą być rodzice, proboszcz. Wiele osób może być z tego faktu nieusatysfakcjonowanych. Ale czy oznacza to, że policja ma się tym zająć? Przepisy karne? Córka czy syn i tak mogą rozpocząć życie seksualne bez wiedzy rodziców, bo gdzieś się spotkają, pokochają. I tym się ma zajmować policja? Stworzenie świata dla młodzieży, w którym się im za grosz nie ufa, to wychowywanie społeczeństwa wariatów.

A jak Pańskim zdaniem należy walczyć o to, aby do inicjacji nie dochodziło tak wcześnie?

Nowoczesna pedagogika polega na tym, że zamiast policyjnego nadzoru stosuje się rozmowę i edukację. Państwo musi rozwiązywać problemy nie na podstawie "Kasi i Wojtka", bo sytuacja konkretnych ludzi jest jedyna w swoim rodzaju, tylko na poziomie całej populacji. Musi podejmować działania i mechanizmy, które zmniejszają ilość zagrożeń społecznych, za jakie można uznać choćby wczesne niechciane ciąże. Państwo musi tworzyć warunki, w których ludzie mogą podejmować decyzje dotyczące antykoncepcji, macierzyństwa czy aborcji. Bo ludzie (także przed 18 rokiem życia) mają swoją godność, prawo wyboru, w tym także prawo do błędów. Żyjemy w demokratycznym państwie, gdzie szanuje się godność człowieka i nie ingeruje w sferę jego prywatności. Wychowanie polega na pokazywaniu wzorów zachowań, rozumienia konsekwencji tego, co się robi, wychowanie wymaga także dostarczenia koniecznej wiedzy. Z dala od tego powinien być prokurator.

Kara dwóch lat za poinformowanie ucznia przez nauczyciela o istnieniu prezerwatywy, bo przy niejasności tego przepisu takie sprawy musiałyby się pojawić, jest absurdem. Jest to propozycja irracjonalnego przepisu prawnego, który pozostawia ogromne pole do interpretacji. Podobnie jak w przypadku przepisu o obrazie uczuć religijnych, gdzie właściwie każdy może czuć się obrażony. Każdy może się obrazić, gdy tego potrzebuje. I taka jest wykładnia tego niejasnego przepisu: obraza jest wtedy, kiedy pojawi się obrażony.

Jak oceniłbym pan postępowanie rodzica, który wręcza 14-latkowi prezerwatywę?

Cały problem polega na tym, że nie ma "rodzica, który wręcza 14-latkowi prezerwatywę". Jest jakiś konkretny ojciec, oraz jego syn. Jest także konkretna sytuacja, w której oni się znajdują. Jeden tatuś może mieć mentalność bandyty, daje dziecku gumki i mówi: idź, łów i zaliczaj panienki. To jednak trochę co innego niż ojciec, który tłumaczy dziecku: słuchaj, masz tą swoją Krysię, a wiesz jesteś młody... itd. Właśnie takich, normalnych rozmów ojca z synem bardzo brakuje. Stwierdzenie, o "wręczeniu 14-latkowi prezerwatywy" to propagandowe nadużycie. Są konkretne sytuacje i konkretni ludzie. Takie rzeczy wymyśla się, aby funkcjonowały na zasadzie straszaka.

Poseł Jacek Żalek stwierdził wczoraj w rozmowie z naTemat, że nie może być tak, iż penalizujemy kwestie pedofilii, a „sympatycznych edukatorów" zostawiamy w spokoju, bo taki akurat jest kaprys mody". Co pan powie na to porównanie?

Tego typu oszczerstwa są czymś głęboko niemoralnym. To rzucanie cienia na edukatorów, że są to ludzie zboczeni seksualnie. To tak, jakby powiedzieć, że wszyscy lekarze to mordercy, a biznesmeni to złodzieje. Na tym poziomie nie da się rozmawiać. Tworzenie nagonek na określone grupy społeczne to metoda uprawiania polityki przez ludzi związanych z PiS-em.

Ale nie zapominajmy, że pod projektem Fundacji PRO - Prawo do Życia, podpisało się ćwierć miliona obywateli. Jaki dawałby pan szanse temu projektowi w polskim Sejmie?

On chyba nie ma szans, bo to jest inicjatywa społeczna, z poparciem mniejszościowej partii, a żeby przeszła, musiałaby mieć polityczną większość. Nawet gdyby minister Królikowski maczał w tym palce, to mogłoby się nie udać.

Czy doszukiwałby się pan u inicjatorów tego projektu złej woli? O ile jest on kontrowersyjny, to wynika zapewne z troski o młodych ludzi.

Nie chcę osądzać, czy oni mają dobrą, czy złą wolę. Niedocieczone jest ludzkie serce! Nie znamy powodów, którymi się kierują. Na pewno robią to politycy w ramach akcji politycznych, a czy to jest zła wola, czy nie? Politycy mają uprawiać politykę, ale w tym przypadku robią rzeczy niezwykle szkodliwe dla społeczeństwa. Można uprawiać akcje polityczne, ale tu przede wszystkim idzie o napaść na pewne grupy społeczne, na edukatorów. Ludzie mają udawać, że nie ma seksu? W świecie internetu? Tak ogromnej dostępności wszystkiego?

Seksualność młodzieży wymaga socjalizacji, a seks nie tylko się uprawia, ale i o nim mówi. Socjalizacja polega na tym, że młodzi mówią nie tylko między sobą, ale też rozmawiają z pokoleniem wyżej. Tu jest miejsce dla rodziców i dla wychowania seksualnego w szkole. To musi także dziać się w publicznej przestrzeni jaką jest szkoła, bo jest to forma społecznej i instytucjonalnej akceptacji. Tego jednak, uznania seksu za naturalną część życia (a nie za zbrodnię i śmiertelne zagrożenie) uznania publicznego, oficjalnego, urzędowego, szkolnego, nie chcą ludzie wychowani w religijnej tradycji tabuizacji, potępienia, represji wymiaru seksualnego człowieka. Można to zrozumieć, ale nie można zgodzić się, by ich fobie stawały się prawem dużego i po części już przecież nowoczesnego kraju.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
RECENZJA 0 0Obejrzałem sequel "Lśnienia". To nie jest zwykły skok na kasę, ale i tak jest z nim problem
Volvo 0 0Chcesz tanio kupić nowy samochód? To najlepszy moment. Zobacz, co wymyśliło Volvo
Leroy Merlin 0 0Glamour, a może... pustynny? Najnowsze ekscytujące trendy w urządzaniu wnętrz
POLECAMY 0 0"Żałuję, że na panią głosowałem". Chciała być niezależna, zawiodła ludzi przy ważnym głosowaniu
0 0Hołownia na prezydenta? Bohater zamieszania w końcu zabrał głos
WYWIAD 0 0Wyślij kartkę do 5-letniej Natalki! Mama przekłada święta i prosi internet o pomoc

MOTO

POLECAMY 0 0Polacy sprzątają Himalaje. Andrzej Bargiel wziął worki i poszedł na lodowiec. "Ilość śmieci szokuje"