Prof. Małgorzata Fuszara naraziła się środowiskom LGBT stwierdzając, że w tej kadencji nie ma szans na ustawę o związkach partnerskich
Prof. Małgorzata Fuszara naraziła się środowiskom LGBT stwierdzając, że w tej kadencji nie ma szans na ustawę o związkach partnerskich Fot. Agata Grzybowska / AG

Prof. Małgorzata Fuszara jeszcze dobrze nie usadowiła się w fotelu pełnomocniczki rządu ds. równego traktowania, a już boleśnie zderzyła się z polityczną rzeczywistością. Zapowiedzią, że nie będzie lansować ustawy o związkach partnerskich, bo lepiej "poczekać na bardziej sprzyjający parlament", na starcie zniechęciła do siebie wielu lewicowców. – Jeśli ona wypowiada takie słowa, to na własne życzenie staje się kwiatkiem do kożucha. A pokładaliśmy w niej duże nadzieje – mówi naTemat Tomasz Szypuła, członek Grupy Inicjatywnej ds. Związków Partnerskich.

REKLAMA
Nominacja prof. Fuszary, feministki, działaczki Kongresu Kobiety i twórczyni pierwszych gender studies w Polsce, dla wielu oznaczała nadzieję na to, że rządzący będą pod większą presją w sprawach takich jak związki partnerskie, konwencja o zapobieganiu przemocy wobec kobiet czy ustawa o uzgodnieniu płci.
W końcu kto, jak nie czołowa feministka, skuteczniej zawalczy o rozwiązanie tych problemów, na które jej środowisko od lat bezskutecznie próbuje zwrócić uwagę?
Z drugiej strony pojawiały się głosy, że to tylko listek figowy, feministyczny kwiatek do konserwatywnego kożucha rządu i Sejmu. Przecież jedna minister przez parlament nowego prawa nie przepchnie, a dla premiera Donalda Tuska sama jej obecność będzie bardzo wygodna – w razie oskarżeń o bezczynność powie: "Nawet Fuszara nie dała rady. Widzicie, że się nie da".
Robert Biedroń

To cyniczna decyzja Donalda Tuska, który wie dobrze, że profesorka nie będzie mogła nic zrobić - Platforma Obywatelska kwestie równości zablokowała na dobre przez lata i na lata. Potrzebna jest realna zmiana władzy, a nie kwiatek do kożucha.

Związki na oucie
Po pierwszych kilku dniach urzędowania nowej rządowej pełnomocniczki to zwolennicy tej drugiej tezy dostali mocny argument do ręki. Fuszara w rozmowach z dziennikarzami wyliczała swoje priorytety: najpierw konwencja o zapobieganiu przemocy (ma być przyjęta po wakacjach), potem m.in. "suwak" na listach wyborczych i "odczarowanie" terminu "gender", któremu dorobiono "gombrowiczowską gębę". A gdzie w tym wszystkim postulaty środowisk LGBT?
Przed zarzutem, że w swoim expose potraktowała ten temat po macoszemu, broniła się we wtorek w TOK FM w rozmowie z Janem Wróblem. "Nie mówiłam o LGBT, bo to była krótka wypowiedź . Ale nawet w pierwszej rozmowie z premierem, który proponował mi objęcie tego stanowiska, ta sprawa też się pojawiła. Premier mówił, że sam jest w kontakcie ze stowarzyszeniami, które proponowały zalegalizowanie związków partnerskich. Premier w Kongresie Kobiet mówił zresztą, że jest za legalizacją, ale nie udało mu się zebrać większości sejmowej" – stwierdziła.
Po chwili zdradziła jednak, że związki partnerskie rzeczywiście są na marginesie. Powód to niesprzyjające okoliczności polityczne. "To jest problem strategiczny. Jeżeli ocena jest taka, że tej większości nie będzie, jest pytanie, czy same te środowiska chcą, byśmy jednak lansowali to rozwiązanie, biorąc pod uwagę ew. porażkę, czy czekali na bardziej sprzyjający parlament" – podkreśliła.
W butach polityka
Komunikat do zwolenników ustawy o związkach jest jasny – w tej kadencji nawet o tym nie myślcie. Jednocześnie to także zapowiedź, że mimo iż to "problem strategiczny", przez Fuszarę nie będzie traktowany priorytetowo. A to duży cios dla środowisk LGBT.
– Chylę czoła przed dorobkiem pani profesor, rozumiem, że zostało jej mało czasu, bo do wyborów praktycznie rok. Ale ciekaw jestem, co by było, gdyby podobnie powiedziała feministkom o tematach ich dotyczących. Czy środowiska kobiece przyjęłyby jej tłumaczenie? Jeśli ktoś się podejmuje funkcji ministra, to się go rozlicza ze skuteczności, a nie z tego, czy jest miłą i sympatyczną osobą. A minister Fuszara już na starcie deklaruje, że czegoś nie zrobi – komentuje Tomasz Szypuła, znany działacz na rzecz środowisk LGBT, były prezes Kampanii Przeciw Homofobii.
Jak mówi, nie można przyjąć argumentu o oczekiwaniu na "sprzyjający rząd", bo doskonale wiemy, jakie są sondaże. Nie ma widoków na rządy lewicy.
Tomek Szypuła
Działacz na rzecz praw osób LGBT

To taki urzędowy optymizm pani minister. Czy ona ma pewność, że będzie w następnym rządzie? Realistycznie patrząc mamy krótki czas na przeprowadzenie całego procesu legislacyjnego, ale Sejm widział już przypadki ekspresowo przeprowadzanych ustaw. Szkoda, że minister w ten sposób mówi, bo ten rok moglibyśmy przeznaczyć choćby na debatę na temat związków partnerskich. A tak będziemy mieli kolejny rok stracony.

Fuszarę krytykuje też Wanda Nowicka, wicemarszałek Sejmu , była przewodnicząca Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. – Wiem, że nie przemawia przez nią niechęć do środowisk LGBT, ale pragmatyzm, który wskazuje, że związki partnerskie na pewno nie będą przyjęte. Tyle że ja uważam, że trzeba próbować, nawet gdy sytuacja stanie się beznadziejna. Czekanie na lepsze czasy? One mogą nie nadejść. Minister powinna być zadrą wokół rządu – ocenia w rozmowie z naTemat.
Przyznaje, że Fuszara bardzo szybko uderzyła w polityczną ścianę. Postulaty swoje, a praktyka swoje: – Widać nabrała świadomości ograniczeń wynikających z tego, w jakim jest rządzie. W takim, który konsekwentnie obiecuje i nie realizuje obietnic w kwestiach światopoglądowych.
Przejaw "poczucia rzeczywistości"
Pełnomocniczka ds. równego traktowania może jednak liczyć na mocne wsparcie części feministek. W jej obronie staje m.in. Kazimiera Szczuka, przekonując, że deklaracja dotycząca związków partnerskich to raczej dowód na to, że minister mocno stąpa po ziemi. – Oburzenie jest niesłuszne. Prof. Fuszara wykazuje się poczuciem rzeczywistości. Przecież ustawa o związkach partnerskich już w Sejmie przepadła, nawet nie była debatowana. Minister powiedziała tylko, że jeśli tak wygląda Sejm, to nie ma możliwości skutecznego działania – mówi w rozmowie z naTemat.
Jednocześnie odbija piłeczkę i zarzuca aktywistom środowisk LGBT, że nie są zbyt aktywni. – To nie powinno być czekanie, aż wszystko załatwi pełnomocniczka. Musi być lobbing środowiska, budowanie nacisku społecznego, by Fuszara miała wsparcie. Nie może być tak, że zrzucamy na nią winę. Przecież od początku istnienia stanowiska pełnomocnika jest jasne, że wszystko zależy od woli politycznej rządzącego ugrupowania – dodaje.
Czy Fuszara jest kwiatkiem do kożucha? Zdaniem Szczuki nie, a gdyby tak było, ona pierwszy zainterweniuje. – Na pewno nie będzie manipulowana, jest zbyt doświadczoną osobą. Jeśli będzie sytuacja, gdzie będzie miała związane ręce, po prostu zrezygnuje – kwituje feministka.