
Prof. Małgorzata Fuszara jeszcze dobrze nie usadowiła się w fotelu pełnomocniczki rządu ds. równego traktowania, a już boleśnie zderzyła się z polityczną rzeczywistością. Zapowiedzią, że nie będzie lansować ustawy o związkach partnerskich, bo lepiej "poczekać na bardziej sprzyjający parlament", na starcie zniechęciła do siebie wielu lewicowców. – Jeśli ona wypowiada takie słowa, to na własne życzenie staje się kwiatkiem do kożucha. A pokładaliśmy w niej duże nadzieje – mówi naTemat Tomasz Szypuła, członek Grupy Inicjatywnej ds. Związków Partnerskich.
To cyniczna decyzja Donalda Tuska, który wie dobrze, że profesorka nie będzie mogła nic zrobić - Platforma Obywatelska kwestie równości zablokowała na dobre przez lata i na lata. Potrzebna jest realna zmiana władzy, a nie kwiatek do kożucha.
Po pierwszych kilku dniach urzędowania nowej rządowej pełnomocniczki to zwolennicy tej drugiej tezy dostali mocny argument do ręki. Fuszara w rozmowach z dziennikarzami wyliczała swoje priorytety: najpierw konwencja o zapobieganiu przemocy (ma być przyjęta po wakacjach), potem m.in. "suwak" na listach wyborczych i "odczarowanie" terminu "gender", któremu dorobiono "gombrowiczowską gębę". A gdzie w tym wszystkim postulaty środowisk LGBT?
Komunikat do zwolenników ustawy o związkach jest jasny – w tej kadencji nawet o tym nie myślcie. Jednocześnie to także zapowiedź, że mimo iż to "problem strategiczny", przez Fuszarę nie będzie traktowany priorytetowo. A to duży cios dla środowisk LGBT.
To taki urzędowy optymizm pani minister. Czy ona ma pewność, że będzie w następnym rządzie? Realistycznie patrząc mamy krótki czas na przeprowadzenie całego procesu legislacyjnego, ale Sejm widział już przypadki ekspresowo przeprowadzanych ustaw. Szkoda, że minister w ten sposób mówi, bo ten rok moglibyśmy przeznaczyć choćby na debatę na temat związków partnerskich. A tak będziemy mieli kolejny rok stracony.
Pełnomocniczka ds. równego traktowania może jednak liczyć na mocne wsparcie części feministek. W jej obronie staje m.in. Kazimiera Szczuka, przekonując, że deklaracja dotycząca związków partnerskich to raczej dowód na to, że minister mocno stąpa po ziemi. – Oburzenie jest niesłuszne. Prof. Fuszara wykazuje się poczuciem rzeczywistości. Przecież ustawa o związkach partnerskich już w Sejmie przepadła, nawet nie była debatowana. Minister powiedziała tylko, że jeśli tak wygląda Sejm, to nie ma możliwości skutecznego działania – mówi w rozmowie z naTemat.

