fot. forumfilm.pl

„Bardzo poszukiwany człowiek” porusza wciąż aktualny temat walki z terroryzmem. Ten film jest gratką dla wielbicieli szpiegowskiego kina w starym stylu. Ale przede wszystkim: mistrzowskim popisem Phillipa Seymoura Hoffmana, dla którego ta rola okazała się ostatnią. Polska premiera już w najbliższych piątek, 8 sierpnia.

REKLAMA
Wbija w fotel – napisał magazyn Time po festiwalowej premierze filmu, która miała miejsce pół roku temu. I nie pomylił się ani o jotę. Thriller szpiegowski „Bardzo poszukiwany człowiek” jest adaptacją słynnego bestsellera Johna Le Carre, autora m.in. „Wiernego Ogrodnika” i „Szpiega”. Już samo to wróżyło sukces.
Za przeniesienie powieści na wielki ekran zabrał się Anton Corbijn (reżyser Amerykanina z Geogem Clooneyem). Jego nowy film - bez koloryzowania i patosu - odsłania kulisy walki z terroryzmem w zachodniej Europie.
Doświadczony szpieg Günther Bachmann (świetny Phillip Seymour Hoffmann) szefuje komórce antyterrorystycznej o której „niewiele osób wie, a jeszcze mniej lubi”. Ma chłodne i metodyczne podejście, które zawiera się w stwierdzeniu: „potrzeba płotki do złowienia barrakudy, barrakudy - do złowienia rekina”. Zdradza go zmęczone, ale dociekliwe spojrzenie. Bachmann jest zawiedziony, cyniczny i brak mu wiary w jakiekolwiek wyższe wartości. Nadużywa nieco alkoholu i papierosów, ale w gruncie rzeczy pod szorstką powłoką ukrywa dość wrażliwe wnętrze.
Jego barrakudą jest Faisal Abdullah (Homayoun Ershadi), szanowany i enigmatyczny muzułmański filantrop który przekazuje spore datki na instytucje charytatywne. Część z nich nie dociera do celu. Bachmann jest pewien, że pieniądze wspierają do islamskich dżihadystów, ale brakuje mu dowodów. Do czasu, aż w Hamburgu - jednej z największych komórek islamskich terrorystów - zjawia się „płotka”.
Nielegalny imigrant z Czeczenii Issa Karpov przedostaje się przez granicę bliski śmierci, brutalnie torturowany wcześniej w rosyjskich i tureckich więzieniach. Trafia pod opiekę lewicującej prawniczki Annabel Richter (Rachel McAdams). Karpov rości sobie prawo do ogromniej fortuny, zdeponowanej w jednym z banków i ściąga na siebie uwagę niemieckiego wywiadu. Zamierza wesprzeć terrorystów milionami dolarów? Czy podłoży w Hamburgu bombę? A może jest tylko ofiarą?
Dieter Mohr, oficer niemieckiego wywiadu, nie zamierza czekać aż pozna odpowiedź. Wychodzi z założenia: „najpierw aresztuj, potem zadawaj pytania”. Jest bezwzględny, z wyglądu i zachowania przypomina bardziej oficera SS. Karpovem interesuje się też amerykański wywiad. Marta Sullivan (znana z serialu House of Cards Robin Wright) z ambasady USA w Berlinie to szara eminencja w tym filmie, do niej należy ostatnie zdanie.
Rozpoczyna się wyścig wywiadów, w którym stawką będzie międzynarodowe bezpieczeństwo. Bachmann dostaje 72 godziny, żeby poznać zamiary Issy Karpova i złowić swoją barrakudę. W tę rozgrywkę wciąga podstarzałego bankiera Thomasa Brue (Willem Dafoe), który jako jedyny ma dostęp do tajemniczego konta oraz idealistkę Annabel. Lądowanie w świecie, w którym dane słowo nic nie znaczy, nic nie jest proste i jawne, a służby działają całkowicie poza prawem, okazuje się bardzo bolesne. I nie tylko dla niej. „Bardzo poszukiwany człowiek” to również film o moralności, lub jej braku – jak kto woli.
Po co to wszystko? „Aby uczynić świat bezpieczniejszym miejscem” - takie cyniczne wyjaśnienie pada z ust amerykańskiego szpiega. Czy to nie wystarczy?
Reżyser Anton Corbijn wprowadził widza w świat, do którego nie ma dostępu. Świat tajnych służ i ludzi, którzy nie pokazują twarzy. Walkę z terroryzmem, która toczy się cały czas choć w ogóle jej nie widać, pokazuje zwyczajnie. Nie koloryzuje, nie uwzniośla. Niejednoznaczne postaci i aktorskie trio: Dafoe, McAdams, Hoffman stawia „Bardzo poszukiwanego człowieka” w jednym rzędzie z klasykami jak „Szpieg”.
Perełką, której nie można przegapić, jest świetna rola Philippa Seymoura Hoffmana. Amerykański aktor, który zmarł tragicznie w lutym tego roku, zagrał jak zwykle - genialnie. Swoim ochrypłym barytonem mógłby równie dobrze czytać książkę telefoniczną, a i tak przyprawiałby o ciarki na plecach. Główna rola w „bardzo poszukiwanym człowieku” była ostatnią, jaką zagrał przed śmiercią.
Laureat Oscara tak tak wypowiadał się o swojej postaci: – Film opowiada o wielu rzeczach, m.in. o tym, jak różne państwa usiłują sobie radzić z kwestią terroru. Ale jest to także portret człowieka, który usiłuje robić to, co uważa za słuszne, trzymać się pewnych zasad. I który płaci za to wysoką cenę. Bo świat ma gdzieś jego reguły – mówił Phillip S. Hoffman.
Twórcy filmu mieli też mały kłopot z obsadzeniem roli Issy Karpova. Reżyser Anton Corbijn bardzo chciał, żeby zagrał go ktoś mało znany i koniecznie z Europy Wschodniej. Stanęło na Grigoriju Dobryginie, który zabłysnął w "Jak spędziłem koniec lata". Przyjemnie ogląda się również Willema Dafoe, który tym razem - dla odmiany - nie gra złego faceta.
"Bardzo poszukiwany człowiek" na ekranach naszych kin już od przyszłego piątku, 8 sierpnia.