
PiS od kilku lat mówi o fałszowaniu wyborów, stworzył nawet własny system liczenia głosów, który nie wykazał żadnych fałszerstw. Mimo tego partia Jarosława Kaczyńskiego właśnie zaprezentowała projekt zmian w ordynacji wyborczej. Problem w tym, że zwiększają one upolitycznienie Państwowej Komisji Wyborczej oraz pozwalają umieszczać czynnych polityków w komisjach obwodowych.
REKLAMA
Na nic zdały się setki tysięcy złotych wydane przez Prawo i Sprawiedliwość na kontrolowanie wyborów. Politycy tej partii milczeniem zbywali pytania o to, czy system wykazał jakieś nieprawidłowości, wybory za ważne uznał też Sąd Najwyższy. Ale PiS nadal kwestionuje działanie systemu wyborczego i chce jego zmian – donosi portal braci Karnowskich.
Do Sejmu trafił projekt ustawy, który zakłada wprowadzenie kadencyjności sześciu spośród dziewięciu członków Państwowej Komisji Wyborczej. Dzisiaj wyznaczają ich prezesi Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego, po zmianach każdy z nich mógłby wyznaczyć tylko po jednym członku PKW, pozostałych mianowałby prezydent na wniosek wszystkich klubów parlamentarnych.
Nie sprecyzowano, czy kluby miałyby ustalać kandydatów w drodze konsensusu, czy obowiązywałyby kwoty odpowiadające liczbie mandatów. Wątpliwości budzi też pomysł umożliwienia zasiadania w obwodowych komisjach wyborczych ludziom bezpośrednio zaangażowanym w kampanię wyborczą. PiS chce też, aby urny na głosy były robione z przejrzystego materiału, a wszystkie czynności wyborcze podlegały filmowaniu i nagrywaniu dźwięku.
