Giselle Bundchen w kampanii pudrów brązujących Les Beiges 2014 Chanel
Giselle Bundchen w kampanii pudrów brązujących Les Beiges 2014 Chanel Fot. Materiały prasowe Chanel

Długi weekend to dla wielu z nas ostatni dzwonek, żeby nacieszyć się wakacjami, plażą i całym dobrodziejstwem z nimi związanym. I co dalej? Opalenizna schodzi szybko, temperatura o nasłonecznienie maleje. Ale mamy sposoby na to, aby wakacje odmalowały się na naszych ciałach i twarzach na dużo dłużej niż pokazuje to kalendarz.

REKLAMA
Ostatnio wpadłam w dyskusję z jedną z Was na temat poprawności wyrazu BRĄZER/BRONZER. Okazuje się, że obie formy są w naszym słowniku, który się zmienia i wzbogaca - dopuszczalne.
Ale dziś nie o pisowni, lecz na temat używania samego kosmetyku postanowiłam napisać słów kilka, bo okazuje się, że nie każda z nas z pudrami brązującymi jest za pan brat. Na czym polega problem z cyklu tych pierwszego świata? Na zaciekach, plamach, nierównościach, Prześwitach. Nieumiejętnie stosowany lub niewłaściwie dobrany bronzer może nas: postarzyć lub "potanić". Zbyt ciemny koloryt wygląda po prostu nieestetycznie i nieświeżo, a cały makijaż wydaje się ciężki.
Podobnie jest zresztą z samoopalaczami. Dlatego o tym, jak stosować produkty do opalenizny z tubki czy puderniczki zapytałam mistrza makijażu, dyrektora artystycznego Sephora, Sergiusza Osmańskiego.
Sergiusz Osmański, makijażysta i dyrektor artystyczny Sephora

Pierwszą podstawową kwestią dla początkujących użytkowniczek bronzerów, jest ta, aby sięgać po kosmetyk z opalizującymi drobinkami. Używanie bronzerów matowych, to wyższa szkoła jazdy i wymaga większej precyzji. I łatwiej wówczas o wpadki, takie jak: nieestetyczne plamy, prześwity, zacieki.

Kiedy zaś używamy kosmetyku, który umiejętnie odbija światło mniej kłują w oczy takie kwestie jak niesymetryczna aplikacja pudru, itd.

Uwaga na kolor! Zdecydowanie dla naszych słowiańskich karnacji łaskawsze będą odcienie kamiennych brązów niż terrakoty. Czerwone pigmenty zawarte w pomarańczowo-czerwonych pudrach brązujących wyglądają dobrze jedynie na oliwkowej karnacji Włoszek czy Hiszpanek.

Rzeczywiście do bladej cery, jaką ma większość Polek, mocne wysycone pomarańczowym pigmentem pudry wyglądają dość natrętnie i "wrzeszczą" na odległość. Mnie chyba jednak najbardziej przeraża wizja "dokręconej" głowy w brązach do bladych dekoltu, szyi i ramion...
Sergiusz Osmański, makijażysta i dyrektor artystyczny Sephora

Żeby wyglądać naturalnie i nie mieć czekoladowej twarzy do białego dekoltu lub nóg mulatki do bladej reszty twarzy i ciała, najbardziej preferuję bronzery żelowe, które "opalają" na jeden dzień. Są całkowicie zmywalne, więc nie ma mowy o jakichkolwiek wpadkach, typu plamy czy zbyt duża ilość kosmetyku. Jedynym problemem może być deszcz.

Zmywalne bronzery zazwyczaj nie mają pomarańczowej lub czerwonej pigmentacji i są doskonałym rozwiązaniem, aby wyglądać na seksownie opaloną, kiedy tylko masz na to ochotę!

W perfumeriach i drogeriach kosmetyków brązujących mamy do wyboru do koloru. Późnosierpniowe i wrześniowe słońce sprzyjają ich używaniu. Ale należy robić to umiejętnie i z umiarem, aby skóra wyglądała świeżo.
Sergiusz Osmański, makijażysta i dyrektor artystyczny Sephora

Aby prawidłowo nałożyć bronzer na twarz lub ciało, należy naśladować słońce. Zawsze w pierwszej kolejności i mocniej opala wystające lub wklęsłe fragmenty ciała. Czyli nakładamy puder lub żel brązujący na boczne strefy szyi, kości obojczyka, zagłębienie między piersiami. A w przypadku twarzy, na policzki, czubek nosa, brodę i środek czoła.

Do takiego makijażu twarzy i okolic świetnie wygląda brązowy liner lub właśnie neonowy (miętowy, fuksjowy czy turkusowy). Taki jeden akcent i piekny modelunek twarzy pudrem brązującym wystarczają za cały makijaż. Bo jeśli masz już lekko opaloną cerę bez niedoskonałości, śmiało możesz porzucić używanie podkładu.
Sergiusz Osmański, makijażysta i dyrektor artystyczny Sephora

Każde nałożenie bronzera, czy mowa o twarzy czy o ciele, zaczynamy od produktu nawilżającego skórę. Następnie osuszamy twarz lub ciało bibułką matującą bądź rozwarstwioną chusteczką. I dopiero sięgamy po kosmetyk brązujący. Wtedy skóra nie pochłonie zbyt dużej ilości bronzera i nie będzie wyglądać nieświeżo.

Kolor bronzera powinien być maksymalnie do 1,5 tonu ciemniejszy od naszej naturalnej opalenizny. Inaczej postarzymy twarz lub ciało o dwie dekady a koloryt będzie przypominać... bejcę.

A bejcę pozostawmy osobom, które na co dzień zajmują się drewnem. Tej na twarzy - dziękujemy!