
Wdowy należy palić – mówi Michał Rusinek w wywiadzie dla „Dużego Formatu”. I ma rację. Tak jak nie ma przyzwolenia dla wdów na życie po mężu, tak najwidoczniej, zdaniem wielu, nie ma życia dla Rusinka po Szymborskiej. Bo co by nie zrobił, czego nie powiedział, jakiej inicjatywy się nie podjął – zaraz wszyscy węszą w jego działaniach brzydki zapach nieczystych intencji. Jakby pan Rusinek nic innego nie miał do roboty – tylko żerowanie na spuściźnie Wisławy Szymborskiej.
Odebrał od firmy Mercedes samochód, który był potrzebny w Fundacji? Źle. Na pewno chciał się nachapać. Na pewno sam nim jeździ. Ano czasem jeździ – bo jest prezesem Fundacji Wisławy Szymborskiej. Nieważne. Najlepiej, żeby jeździł tramwajem. Wtedy nie padłby na niego cień podejrzeń.
Prawdopodobnie nie powinien też wydawać książek. Bo przecież to działalność komercyjna. Wdowcowi nie wypada. – Mówią, że uprawiam nekrolans – mówi Rusinek. I ma rację – tak mówią. Ale racji nie mają. Bo co – czy Michał Rusinek, który przez 15 lat był sekretarzem Wisławy Szymborskiej, ma przestać mówić o sobie w ten sposób? W ten sposób funkcjonuje w świadomości społecznej – i dobrze. A że robi też inne rzeczy poza prezesowaniem fundacji?
Zbigniew Hołdys napisał w odpowiedzi na tweet Agnieszki Gozdyry („Mam po tym wywiadzie mieszane odczucia”), że „wywiad jest obrzydliwy, i to nie ze względu na Rusinka”. Trudno oprzeć się wrażeniu, że nie tyle chodziło w nim o rozmowę, co o bezpardonowy atak. Nekrolans? Ja dziękuję za taki lans. Bo to lans quasi, lans właściwie nie istniejący nigdzie poza wyobraźnią hejterów. Rusinek zdaje sobie sprawę, ile pani Szymborskiej zawdzięcza, dlatego mówi:
Kiedyś zarzucono Słonimskiemu, że uprawia krytykanctwo: Gdynia się rozbudowuje, a on tylko narzeka. Wtedy ogłosił, że odtąd przy każdej krytyce będzie umieszczał skrót "MżGsr", czyli "Mimo że Gdynia się rozbudowuje". Ja mógłbym każde swoje wystąpienie opatrywać skrótem "WżtjdzSz" - "Wiem, że tu jestem dzięki Szymborskiej".
