– Ja mógłbym każde swoje wystąpienie opatrywać skrótem "WżtjdzSz" - "Wiem, że tu jestem dzięki Szymborskiej" – mówi Michał Rusinek.
– Ja mógłbym każde swoje wystąpienie opatrywać skrótem "WżtjdzSz" - "Wiem, że tu jestem dzięki Szymborskiej" – mówi Michał Rusinek. Fot.J.Smoter/Agencja Gazeta

Wdowy należy palić – mówi Michał Rusinek w wywiadzie dla „Dużego Formatu”. I ma rację. Tak jak nie ma przyzwolenia dla wdów na życie po mężu, tak najwidoczniej, zdaniem wielu, nie ma życia dla Rusinka po Szymborskiej. Bo co by nie zrobił, czego nie powiedział, jakiej inicjatywy się nie podjął – zaraz wszyscy węszą w jego działaniach brzydki zapach nieczystych intencji. Jakby pan Rusinek nic innego nie miał do roboty – tylko żerowanie na spuściźnie Wisławy Szymborskiej.

REKLAMA
Mało jest rozmów o rzeczywistej działalności Fundacji czy polskiej poezji, którą ona wspiera – właściwie nie ma ich wcale. Jest debatowanie o tym, czy seria gadżetów z kolażami autorstwa Szymborskiej powinna trafić do Empiku, czy nie, czy Rusinek powinien zasiadać za kierownicą należącego do fundacji mercedesa i prowadzić jakąkolwiek działalność komercyjną. Ten wywiad w „GW” jest dokładnie taki sam – napastliwy, a każde pytanie obliczone na złapanie go na kłamstwie, przekręcie, ściemie. Tłumacz się pan, panie Rusinek, że nie jesteś wielbłądem.
Lepiej na piechotę niż mercedesem
Odebrał od firmy Mercedes samochód, który był potrzebny w Fundacji? Źle. Na pewno chciał się nachapać. Na pewno sam nim jeździ. Ano czasem jeździ – bo jest prezesem Fundacji Wisławy Szymborskiej. Nieważne. Najlepiej, żeby jeździł tramwajem. Wtedy nie padłby na niego cień podejrzeń.
Zdecydował się na jurorowanie w konkursie na limeryk organizowanym przez firmę Felix? A fe. Ciekawe, ile mu zapłacili. Nie przystoi. Lansuje się na Szymborskiej. Nie ma prawa. Powinien do końca życia siedzieć tylko w krakowskiej offowej kawiarni przy jednej cienkiej kawie i czytać „O literaturze” Umberto Eco. Bo przecież tego na pewno chciałaby noblistka – bo przecież wszyscy są przekonani, że z furią w oku, uzbrojona w śmiertelnie ostrze swojego sarkastycznego poczucia humoru, byłaby na Rusinka wściekła. Najbardziej przekonani są o tym ci, którzy pani Szymborskiej na oczy nie widzieli i przypuszczam, że są szanse, iż z jej twórczością też szczególnie zaznajomieni nie są. Ale oni wiedzą. Wiedzą lepiej niż Michał Rusinek, który pracował z Nią kilkanaście lat.
Panie Rusinek, czemu pan jesteś taki naiwny?
Prawdopodobnie nie powinien też wydawać książek. Bo przecież to działalność komercyjna. Wdowcowi nie wypada. – Mówią, że uprawiam nekrolans – mówi Rusinek. I ma rację – tak mówią. Ale racji nie mają. Bo co – czy Michał Rusinek, który przez 15 lat był sekretarzem Wisławy Szymborskiej, ma przestać mówić o sobie w ten sposób? W ten sposób funkcjonuje w świadomości społecznej – i dobrze. A że robi też inne rzeczy poza prezesowaniem fundacji?
Gdyby iść tym tropem rozumowania, pani Agnieszka Kosińska, asystentka i agentka Czesława Miłosza, nie mogłaby już nigdy o sobie powiedzieć, że jest „agentką Miłosza”. Właściwie obrzydliwa jest też działalność Carmen Balcells, agentki literackiej Marqueza, Cortazara czy Llosy, bo na wypromowaniu hiszpańskojęzycznej literatury i realizmu magicznego zarobiła miliony. I mimo, że Marquez nie żyje, wciąż mówi się o niej jako o jego agentce.
– Ale ma pan parcie na szkło – zaczyna się wywiad. Potem jest tylko lepiej. Rusinek musi się tłumaczyć, dlaczego po śmierci Szymborskiej udzielał wywiadów, dlaczego w jednym z nich podpisano go jako „pana Szymborskiego”, dlaczego grób noblistki niewyremontowany, dlaczego wziął udział w kampanii promującej czytanie poezji – razem z "celebrytami”, czyli Anną Marią Jopek, Wojciechem Waglewskim i Tomaszem Majewskim – dlaczego wszedł we współpracę z Empikiem, który „ma fatalną opinię wśród autorów i wydawców”, dlaczego przyjmuje ton wyższości pouczając internautów, że nie powinno się zaczynać e-maili od wyrazu „witam” – święta racja – a w ogóle, panie Rusinek, to czemu pan jest taki naiwny?
Bo w grzecznych odpowiedziach na kilka niegrzecznych pytań Rusinek cierpliwie tłumaczy, że wielokrotnie zawiedziono jego zaufanie – jak w przypadku publikacji zdjęć mieszkania noblistki czy aukcji, na której sprzedano jeden z jej rękopisów. Przyznaje, że tak – trochę jest naiwny, bo kiedy poważna instytucja mu coś obiecuje, to jej wierzy. I przyznaje jeszcze, że owszem, błędy w prowadzeniu fundacji się zdarzały – bo wszyscy związani z tą instytucją nie mieli wcześniej doświadczenia w tego rodzaju pracy.
Nekrolans? Antylans
Zbigniew Hołdys napisał w odpowiedzi na tweet Agnieszki Gozdyry („Mam po tym wywiadzie mieszane odczucia”), że „wywiad jest obrzydliwy, i to nie ze względu na Rusinka”. Trudno oprzeć się wrażeniu, że nie tyle chodziło w nim o rozmowę, co o bezpardonowy atak. Nekrolans? Ja dziękuję za taki lans. Bo to lans quasi, lans właściwie nie istniejący nigdzie poza wyobraźnią hejterów. Rusinek zdaje sobie sprawę, ile pani Szymborskiej zawdzięcza, dlatego mówi:
Michał Rusinek

Kiedyś zarzucono Słonimskiemu, że uprawia krytykanctwo: Gdynia się rozbudowuje, a on tylko narzeka. Wtedy ogłosił, że odtąd przy każdej krytyce będzie umieszczał skrót "MżGsr", czyli "Mimo że Gdynia się rozbudowuje". Ja mógłbym każde swoje wystąpienie opatrywać skrótem "WżtjdzSz" - "Wiem, że tu jestem dzięki Szymborskiej".

I mam wrażenie, że dokładnie dlatego prowadzi Fundację – nie po to, żeby uprawiać "nekrolans", tylko właściwie dbać i o dorobek Szymborskiej, i pamięć o niej. Bo inaczej, przy tych wartko płynących potokach żółci i jadu, chyba dawno rzuciłby to w diabły.