
Polacy są coraz bardziej wkurzeni. Widać to już nie tylko w statystykach dotyczących zadowolenia z życia, czy poziomu agresji. Z coraz większym wkurzeniem spotykamy się co dnia w pracy, szkole, na drogach i w internecie. Najnowszy "Newsweek" próbuje więc zdiagnozować przyczyny zszarganych nerwów Polaków.
REKLAMA
Jak przekonuje jeden z rozmówców tygodnika, wkurzenie w Polakach narasta szczególnie, gdy wracają oni z emigracji. Równie mocno katalizatorem agresji i frustracji są wówczas piętrzące się problemy w urzędach, co... nieposegregowane śmieci. Naprawdę dziś Polacy wściekają się nawet o takie sprawy.
Jak podkreślają dziennikarze "Newsweeka", szczególnie nerwowo jest także na polskich drogach. Jedną z ze sfrustrowanych rozmówczyń tygodnika jest lekarka, która przyznaje, że za kierownicą wylewa z siebie całą agresję na innych uczestników ruchu. Wszystko dlatego, że w pracy to ona jest obiektem, na którym wyładowują się inni.
Na niej wyżywają się pacjenci, pracowników innych firm nie oszczędzają klienci. Jak zdradza "Newsweekowi" była pracownica jednego z supermarketów, agresja klientów równie łatwo rodzi się przez na brak bułek o poranku, co ze względu na kłótnie rodzinne, które często toczą się między półkami. Ludzie potrafią rzucać butelkami i uspokajają się dopiero, gdy dochodzi do nich, że powinni za to zapłacić.
Nie lepiej z wkurzeniem jest w szkołach. Nauczyciele opowiadają tygodnikowi o tym, jak agresywne wobec siebie są dzieci z różnych roczników. Dla bezpieczeństwa uczniom różnych klas wyznacza się więc osobne piętra, na których mają przebywać. Tak, by nie było okazji do wyładowywania agresji. Pracownicy oświaty nie pozostawiają też wątpliwości, że nerwowo jest również w pokojach nauczycielskich, gdzie na porządku dziennym są najostrzejsze słowa.
- Takim kulturowo-cywilizacyjnym powodem naszej wściekłości jest nieustanna frustracja z powodu niezrealizowanych potrzeb - tłumaczy "Newsweekowi" psycholog i kulturoznawca Przemysław Staroń z SWPS. Wszystkiemu winna ma być "euforia supermarketu". Tak psychologia nazywa zjawisko, w którym wytwarza się w nas silną potrzebę posiadania coraz to nowych dóbr. Pomimo tego, że nie mamy wystarczających środków, by zdobyć choć cześć z nich.
