Fot. Tomasz Stańko / AG

Radosław Sikorski będzie jednak niepocieszony. Za dwa tygodnie w Walii na szczycie NATO, jej członkowie potwierdzą to, co teraz mówią nieoficjalnie: baz NATO w Europie Środkowo-Wschodniej nie będzie, bo "sojusz nie chce drażnić Rosji". – Ale możemy wzmocnić naszą współpracę na wiele innych sposobów – podkreśla kanclerz Niemiec Angela Merkel.

REKLAMA
Przypuszczenia te potwierdza również w rozmowie z "Rzeczpospolitą" minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak. – Nie sądzę, aby w dokumentach szczytu użyto określenia „stała obecność wojskowa" – przekonuje.
W poniedziałek w Rydze zasygnalizowała to również Angela Merkel. – Inicjatywy wywołane działaniami Rosji nie będą obejmowały stacjonowania jednostek bojowych, ale możemy wzmocnić naszą współpracę na wiele innych sposobów – wyjaśnia kanclerz RFN.
Aby jednak uspokoić kraje sojusz z Europy Środkowo-Wschodniej, przywódcy NATO mają powołać siły natychmiastowego reagowania na zagrożenia dla bezpieczeństwa sojuszników. To bezpośrednia odpowiedź na wydarzenia na Ukrainie. Głównodowodzącymi siłami NATO na Europę generał Philip Breedlove podkreślił w niemieckich mediach, że zastosowanie użycia "zielonych ludzików" przez Kreml w krajach NATO, zostanie odebrano jako atak na cały sojusz.
Temat stałej obecności natowskich wojsk nad Wisłą powrócił w kwietniu tego roku, kiedy o sprawie wspomniał szef resortu spraw zagranicznych. – Gdyby w Polsce znalazły się dwie ciężkie brygady NATO, byłbym szczęśliwy i usatysfakcjonowany – mówi Radosław Sikorski.
Źródło: "Rzeczpospolita"