
W połowie sierpnia „Fakt” obwieścił światu, że Joanna Szczepkowska była molestowana seksualnie przez swojego dziadka Michała Szczepkowskiego. Tabloid opublikował sensacyjne artykuły, choć Szczepkowska prosiła jego dziennikarza, by tego nie robił. – Panie dziennikarzu, jakie pan dostał honorarium? Czy to się naprawdę opłaca? – zapytała Szczepkowska na łamach „Rzeczpospolitej”.
REKLAMA
Pisząc o molestowaniu, „Fakt” powołał się na książkę Szczepkowskiej „Kto ty jesteś”, w której opisała ona historię swojej rodziny. Aktorka przyznała na łamach „Rzeczpospolitej”, że wspomniała w książce o Michale Szczepkowskim, ale zrobiła to „delikatnie, nie do końca jasno”.
– To raczej próba zrozumienia, jak dzieciństwo spędzone wśród artystycznej bohemy mogło wpłynąć na chłopca i jakim potem stał się mężczyzną. Moja książka to próba zrozumienia moich przodków – wyjaśniła Szczepkowska.
Sensacyjnie brzmiące wzmianki zainteresowały dziennikarza „Faktu”, który skontaktował się z aktorką. Ta poprosiła redaktora, by zostawił ten temat. Dziennikarz odparł jednak, że „ma odgórne polecenie”. Tabloid napisał więc o „dziadziusiu, który wsadził rękę w majtki”. Na dodatek część internetowych komentatorów pomyliła Michała Szczepkowskiego z pisarzem Janem Parandowskim, drugim dziadkiem Szczepkowskiej.
Pan mi powiedział: „Mam odgórne polecenie". Czy pan rozumie, czego dotyczy to polecenie? To polecenie splugawienia, zniszczenia jakiejś osoby. Nie tylko Robin Williams przegrał walkę ze swoimi lękami. Nazwę to wprost: jest pan potencjalnie mordercą. Płatnym mordercą. Czytaj więcej
źródło: „Rzeczpospolita”
