Przekręty, marne pensje, sprzątanie toalet, zapach popcornu i darmowe seanse. Kulisy pracy w kinie

Przekręty, marne pensje, sprzątanie toalet, zapach popcornu i darmowe seanse. Poznaj kulisy pracy w kinie
Przekręty, marne pensje, sprzątanie toalet, zapach popcornu i darmowe seanse. Poznaj kulisy pracy w kinie fot. Michał Bedner / Agencja Gazeta
Miało być tak pięknie. Obcowanie ze sztuką, niezbyt ciężka praca, a w przerwach przesiadywanie na sali kinowej. Dodatkowo nie najgorsze pieniądze – w końcu na filmy chodzą tłumy, szczególnie w weekendy. Jak opowiadają nam byli pracownicy kin – multipleksów i tych niezależnych, to typowa "korporobota", za niską stawkę i z mnóstwem obowiązków.


Młodzieżowy obóz pracy
W multipleksach pracują głównie młodzi ludzie. Kino dobrze im się kojarzy, poza tym pracodawca nie wymaga obfitego CV. Wystarczy dyspozycyjność, aby pracować "młodym zespole w miłej atmosferze".


– U nas ruch był właściwie ciągle. W weekendy kiedy wchodziły hity filmowe to kolejki ustawiały się jeszcze przed otwarciem kas – zdradza Monika, która w warszawskim dużym kinie przepracowała kilka lat. – Często był problem z tym, żeby zejść na przerwę, bo menadżer nie wyrażał zgody. Do tego, gdy kończyliśmy pracę, a były kolejki, to przetrzymywali nas bez słowa wyjaśnienia, powtarzając "zaraz was rozliczymy" – dodaje nasza rozmówczyni.
Była pracowniczka multipleksu w Poznaniu

Była to najgorsza praca w moim życiu... Pracownikami tam pomiatają. Jak się chciałam zwolnić choćby o 15 minut to musiałam prosić kierownika i oczywiście pamiętali, żeby odliczyć mi złotówkę za to z pensji. Siedziałam czasem do 2 w nocy, a następnego dnia - miałam na 8 rano. Byłam na 4 roku studiów, a połowa kierowników w tym kinie to byli jeszcze młodsi ode mnie gówniarze... No i warunki ciężkie – mnie wkurzał ten brak światła i było okropnie sucho – wysychały mi dosłownie soczewki na oczach jakie nosiłam. Kino otwierali nawet w Boże Narodzenie, mimo że nikt nie przychodził Czytaj więcej

O nadgorliwości kierowników zmiany, w kinach nazywanych supervisorami, mówią wszyscy nasi rozmówcy – byli pracownicy dużych sieć kin w Warszawie oraz w Łodzi.

– Na barze cały czas byliśmy obserwowani przez kamerę. Jeśli nic nie robisz, to dzwoni telefon: "myj szybę albo gablotę" – opowiada Monika. – Nieważne, że jest czysta, ważne żeby nie stać w miejscu, bo przyjdzie kontrola i stwierdzi, że nic nie robimy.


Nasza rozmówczyni przekonuje, że przed każdą kontrolą pracownicy czyścili nie tylko sale kino, ale również toalety. – Kazali myć nawet sufit – dodaje dziewczyna. Podkreśla, że nadgorliwość kierownika zależała też od tego "kto był na zmianie". – Nie wszyscy byli takimi żandarmami – stwierdza Monika.

To jeszcze nic. Nie dość, że liczba kubków musiała się zgadzać, to ilość nachosów na tacce również. – Podając je mieliśmy dokładną rozpiskę i każdą tackę trzeba było ważyć pod kątem ilość sosu i nachosów – opowiada Monika. – Jeśli menadżer albo supervisor zauważył w kamerze, że nie zostało to zrobione to zaraz odzywał się telefon: "to był ostatni raz, następnym razem wylatujesz".

Dziewczyna zaznacza, że z reguły pracownicy nakładali więcej jedzenia niż wynikało to z rozpiski, bo jak podkreśla, było im po prostu wstyd sprzedawać tak małe ilości.

Klient nasz pan
– Sama praca na kasach to wieczne użeranie się z roszczeniowymi klientami, dla których trzeba być miłym i ciągle odpowiadać na te same pytania – żali się Monika. Podaje przykład kobiety, która za brak filmu w repertuarze obwiniała pracowników kina, a nie gazety, w której źle wydrukowali rozpiskę. – Kobieta straszyła nas, że sprawę opisze w gazecie – dodaje.

Była pracownica zdradza, że odwiedzający kino nierzadko uciekali się do szantażu emocjonalnego, byle dostać się na salę kinową. – Ja tu z Radomia jadę! Dzieci pierwszy raz do kina wziąłem! Mamy krzesełko wędkarskie, to sobie na nim usiądziemy – usłyszał jeden z pracowników kina w Warszawie, gdy wyjaśnił klientowi, że nie ma już wolnych miejsc.

– Gdy kasjer nie wyraził zgody, to dzieci chóralnie wybuchły płaczem – dodaje Monika. Innym razem grożono jej zabiciem i wrzuceniem do Wisły, ponieważ... nie chciała sprzedać nastolatkowi biletu na film od 15 roku życia.

Kombinuj
Nasi rozmówcy zwracają uwagę, że w ich kinach dochodziło do częstej rotacji pracowników. – Wciąż zatrudniani byli nowi ludzie, a na comiesięcznych spotkaniach z menadżerem zawsze byliśmy informowani, że na nasze miejsce jest miliard chętnych, a i tak wrócimy z podwiniętymi ogonami, bo w Polsce nie ma pracy – wspomina jeden z nich.

Zarówno szeregowi pracownicy, jak i supervisorzy, "dorabiali" sobie na boku. – Kombinowali prawie wszyscy, a zarobić dało się na wszystkim – mówi wprost Monika. Wyjaśnia, że można źle wydać resztę, zamieszać przy zwrocie biletów czy nie nabić okularów na seans filmu w 3D (3 zł do kieszeni).

Nie nabijanie produktów było nagminne. Zdradza, że najczęściej chodziło o kawę lub żelki. – Menadżerowie też mieli swoje za kołnierzem – przekonuje nasza rozmówczyni. Jak twierdzi, ma informacje z pierwszej ręki, bo spotykała się z jednym z supervisorów. – Oni potrafili na lewo wyrobić drugą pensję – dodaje.

Bez przekrętów zarobki pracowników kina wahały się od 5 do 8 złotych netto za godzinę. Wysokość wynagrodzenia jest uzależniona od liczby zmian w miesiącu, a to już zależy od decyzji menadżera. – Im mniejsze miasto, tym gorsze pieniądze. W Łodzi zarabiałem 5 zł na godzinę, w Warszawie nieco lepiej, bo 7 – przekonuje Tomek. Oczywiście umowa zlecenie. Pracować mogą tylko studenci, a co pół roku sprawdzano ważność legitymacji.

– Mojemu znajomemu tak zależało na pensji, że cały miesiąc spędził w pracy bez dnia wolnego. Mój rekord to 15 dni – przyznaje były pracownik. – Jeśli często brałeś wolne, to menadżer potrafił się zemścić i w kolejnym miesiącu dać ci mniej zmian – dodaje.

Praca dla studentów
Tylko osoby uczące się, które muszą dostosować grafik do planu zajęć, powinny pracować w kinie – przekonują nasi rozmówcy. Wszyscy zgodnie wymieniają jeden plus tej pracy, w zależności od sieci kin, można raz dziennie albo dwa razy w tygodniu, po godzinach i za darmo obejrzeć film.

Tomek dodaje jeszcze, że czasem dostawali też plakaty filmowe. – Praca była jednak bardzo ciężka, zwłaszcza przy wielkich premierach – podkreśla Tomek. Monika wytrzymała trzy lata i przyznaje, że zrezygnowała, bo "potrzebowała zmiany". – Jak zaczyna się tam pracować, to ciężko się zwolnić, bo się wsiąka w tamten klimat. Dopiero po jakimś czasie dostrzega się, że pracuje się za beznadziejne pieniądze w firmie, która traktuje cię jak małego niewolnika.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

TYLKO W NATEMAT

ELIZA MICHALIK 0 0Przestańcie mówić o “farmie trolli”. Oto, czym naprawdę jest afera w resorcie Ziobry
NOWE INFORMACJE 0 0Tak małżeństwo Szmydt wspólnie mogło niszczyć sędziów na Twitterze

DZIEJE SIĘ

0 0"Lodowiec cofnął się o 2 kilometry". Polak na własne oczy widział, co w Arktyce zrobiła zmiana klimatu
0 0Widać dym z kosmosu. Tak płoną lasy w Amazonii i na Syberii. To NIE JEST lokalny problem
0 0Jak ministerstwo mogło płacić za usługi trolli? Detektyw ujawnia możliwe scenariusze
SONDAŻ 0 0PiS jednak nie jest teflonowe? Tąpnięcie poparcia po wybuchu afery Piebiaka