
Maczety przestają być modnym narzędziem bójek tylko na krakowskiej Nowej Hucie. O użyciu maczet, siekier, a także mebli mówią świadkowie weekendowej bójki w Ustce. W ten sposób ochroniarze jednego z nadmorskich klubów starli się na usteckiej promenadzie z odpoczywającymi po służbie żołnierzami.
REKLAMA
- Najpierw bili się w środku. Łącznie ponad 40 osób. Tam latały stoły i krzesła. Bili się wszystkim, co było pod ręką. Później wybiegli na promenadę - cytuje świadków tych małych zamieszek na głównej ulicy Ustki "Dziennik Bałtycki". W efekcie zaciętych walk, od uspokojenia których potrzeba było kilka patroli, ucierpiały co najmniej dwie osoby. Tylu poszkodowanych trafiło do szpitala.
Znacznie więcej krewkich ochroniarzy i wojskowych znalazło się jednak w policyjnych raportach. Po rozdzieleniu uczestników bijatyki spisano aż trzynaście osób. Co ciekawe, pomimo konieczności hospitalizowania dwóch osób żaden z uczestników tych wydarzeń nie zgłosił się dotąd na ustecki posterunek, by wnieść oskarżenie. Policja tymczasem wciąż próbuje ustalić tożsamość wszystkich osób, które starły się w sobotni wieczór.
Wygląda jednak na to, że kłopotów dyscyplinarnych unikną krewcy żołnierze, którzy uczestniczyli w bijatyce na ulicach Ustki. Jak poinformowali słupscy funkcjonariusze, fakt, iż wojskowi byli po służbie sprawia, że nie trzeba w tej sprawie angażować Żandarmerii Wojskowej.
Źródło: "Dziennik Bałtycki"
