Dziesięć historii miłosnych stworzonych przez najważniejszych reżyserów kina światowego - I love you RIO
Dziesięć historii miłosnych stworzonych przez najważniejszych reżyserów kina światowego - I love you RIO Bestfilm.pl

Rio, I Love You to trzeci film zrealizowany w ramach cyklu Cities of Love według pomysłu francuskiego producenta Emmanuela Benhiby. Najbardziej roztańczone miasto świata, znane ze swojej zmysłowości i piękna, pokazane jest w dziesięciu historiach miłosnych stworzonych przez najważniejszych reżyserów współczesnego kina światowego. Trójka z nich - Nadine Labaki, Paolo Sorrentino i John Turturro - opowiada o tym niezwykłym doświadczeniu i o mieście, które było dla nich inspiracją.

REKLAMA
Paolo Sorrentino: Rio de Janeiro to piękny chaos. Dla mnie, podobnie jak dla wielu Europejczyków, to szczyt egzotyki, ale też coś spoza utartej ścieżki, katalogu dla turystów. Byłem ciekawy pracy w Rio, wydawało mi się egzotyczne i dalekie.
John Turturro: Nie znam Rio zbyt dobrze, ale uwielbiam brazylijską muzykę. Nakręciłem nawet film o muzyce, który rozgrywał się w Neapolu, to taki „mój” temat. Brazylia ma wyjątkową kulturę. Znam wielu ludzi z tego kraju i jego kulturę muzyczną, ale aby naprawdę zrozumieć jakiś kraj potrzeba wiele czasu. Żałuję, że nie miałem go więcej. Może wrócę kiedyś do Rio i zrealizuję jakiś związany z muzyką projekt?
Jak to się stało, że dołączyliście do ekipy filmu?
JT: Miałem przyjechać na festiwal filmowy w Rio promować swój najnowszy film “Casanova po przejściach”, przy którym pracowałem z Vanessą Paradis i Woodym Allenem. Niestety zatrzymały mnie inne zobowiązania zawodowe. Kiedy jakiś czas później mój znajomy John Lyons zadzwonił i zaproponował udział w projekcie o Rio, obiecałem się zastanowić. Owocem tych rozmyślań jest ta właśnie historia miłosna. Kiedy nad niż pracowałem, Vanessa Paradis wydawała właśnie swój nowy album z piosenkami o miłości i to był mój punkt zaczepienia. Chciałem zbudować coś wokół wymyślonej przeze mnie historii, ale też blisko jej piosenki, która jest bardzo piękna - opowiada o kresie związku. Vanessa niezwykle mnie inspirowała, uwielbiam z nią pracować. To moja muza.
PS: Ze mną też skontaktował się John. Potem zacząłem rozmawiać z Joshuą Skurla i Leo M Barrosem. Chciałem upewnić się, że mój pomysł na segment pasuje. To takie psychologizujące noir, o parze, która nie jest ze sobą szczęśliwa. Jedno chce drugie zabić. Szukają sposobów, jak się wzajemnie wyeliminować.
Nadine Labaki: Mi z kolei projekt przedstawił wymieniony już Joshua Skurla. Zareagowałam na niego entuzjastycznie. Byłam wcześniej w Rio tylko raz, ale jak każdy, kto odwiedził to miasto, od razu się w nim zakochałam. Propozycja Joshuy sprawiła mi wiele radości i oczywiście ją zaakceptowałam. Jestem Libanką i widzę pewne podobieństwa w osobowości ludzi w mojego kraju i Brazylijczyków. Może dlatego tak wielu moich rodaków osiedla się w Brazylii? Kultura, sposób bycia mieszkańców naszych krajów są bliskie. Choć spędziłam tu niewiele czasu mam wrażenie, że rozumiem ducha Rio.
logo
I love you RIO bestfilm.pl
John opowiedział już o swojej muzie, Vanessie Paradis. Jak wypadli Wasi aktorzy? Na przykład Cauã Salles, grający główną rolę u Nadine?
NL: Producenci przysłali mi taśmy z przesłuchaniami do Libanu. Taśma Cauã była pierwsza, ale to mi wystarczyło - od razu podjęłam decyzję. Kto nie poddałby się jego czarowi? Cauã ma w sobie magię. Praca z nim była bezproblemowa. Oczywiście czasami było trudno mu wytłumaczyć co dokładnie robimy, w końcu ma zaledwie pięć lat. No i nie potrafi usiedzieć w miejscu dłużej niż pół minuty! To było ryzykowne, bo on jest malutki i bez żadnego aktorskiego doświadczenia. Ale miał instruktora, Kikę, do roli przygotowywała go tez moja druga reżyser Flavia. To było bardzo pomocne i efekt końcowy jest według mnie bardzo udany.
Musisz jeszcze zdradzić, jak pracowało się z Harveyem Keitelem?
NL: To jest niezwykła postać, nie tylko na płaszczyźnie aktorskiej, ale w ogóle, jako człowiek. Jest niezwykle hojny i szczery. Nie przypuszczałam, że ktoś z tak imponującą listą osiągnięć może być tak normalny! Na początku trochę się martwiłam, bo nigdy wcześniej nie pracowałam z profesjonalnymi aktorami. Zwykle większość obsady stanowią u mnie naturszczycy.
A Ty, Paolo, jak wybrałeś swoich aktorów?
PS: Emily Mortimer poznałem trzy lata temu przy innym projekcie, który zresztą w końcu nie doszedł do skutku. Bardzo zależało mi na tym, żeby z nią pracować. A Basil Hoffman to aktor z niezwykłą, interesującą twarzą. Zawsze mnie fascynował.
John, ty miałeś poniekąd najtrudniejsze wyzwanie - grałeś i reżyserowałeś jednocześnie. Jak to wyglądało?
JT: To zawsze jest szaleństwo, ale na szczęście pracowałem z fantastycznymi ludźmi - Marco Pontecorvo, mój operator, i jego asystent bardzo mi pomogli. Ma to swoje plusy i minusy. Łatwiej jest mi pomóc innemu aktorowi, kiedy stoję tuż obok niego a nie daleko za kamerą, lub wprowadzić drobną korektę do swojego występu.
Powiedzcie, jak wybraliście lokacje do zdjęć. Nadine, Twoje zdjecia powstały na starym dworcu kolejowym Leopoldina.
NL: To przepiękne miejsce. Intuicja podpowiadała mi, że jest pełen życia, historii. Tamtejsza architektura zapiera dech w piersiach! Na początku się wahałam, bo to ogromna, pusta przestrzeń i musielibyśmy ją przekształcić w miejsce tętniące życiem. Ale Daniel Flaksman, scenarzysta, wykonał niesamowitą pracę. Nie jestem Brazylijką, być może ktoś lokalny zauważyłby jakieś niedociągnięcia, ale dla mnie przestrzeń, którą stworzył, wygląda dokładnie jak działający, tętniący życiem dworzec.
To bardzo ważny bohater Twojego filmu, prawda?
NL: Tak. Opowiadam o chłopcu, który czeka na niezwykle ważny telefon. Mieszka właśnie na dworcu kolejowym, jest bezdomny, nie ma rodziny, poza bratem, który go bije... Ma trudne życie. Występuję na ekranie z Harveyem Keitelem, gramy samych siebie. Jesteśmy w Rio i w którymś momencie wpadamy na tego chłopca. Okazuje się, że ten ważny telefon ma być od... Jezusa, nasz bohater naprawdę w to wierzy. Idea filmu przyszła do mnie w naturalny sposób. Mój mąż, kompozytor muzyki do filmu, pomógł mi ją rozwinąć. Kierowaliśmy się intuicją, odpuściliśmy sobie research, czerpaliśmy z energii, jaka przepełnia to miejsce, drobnych codziennych obserwacji problemów, kultury i osobowości Brazylijczyków. Ten bohater jest uosobieniem moich odczuć na temat tego kraju. Błyskotliwy, urokliwy, sprytny, pokorny... a jednocześnie mający stały kontakt z otaczającą go rzeczywistością, poniekąd zdany na jej łaskę. Próbowałam uczynić tego bohatera taką syntezą Brazylii.
A Ty John, skąd miałeś pomysł by kręcić na wyspie Paqueta?
JT: Pomyślałem, że osadzenie akcji na wyspie zapewni większą różnorodność. Tyle drobiazgów: morze, horyzont, natura, malutkie molo przy domu pary bohaterów. Nasz scenarzysta Daniel Flaksman, o którym przed chwilą wspominała Nadine, bardzo szybko znalazł świetną lokację.
Jak przebiegała praca z Brazylijczykami?
PS: Bardzo dobrze, sprawnie. I szybko, co dla mnie jest bardzo ważne, bo tylko przy dużym tempie pracy jestem w stanie dać z siebie wszystko. To bardzo inteligentni i bystrzy ludzie, rozumieli mnie i moje potrzeby.
To nie jedyny brazylijski smaczek u Paolo. Jest jeszcze piosenka Luiza Gonzagi...
PS: Usłyszałem ją po raz pierwszy wiele lat temu i bardzo mi się spodobała. Chciałem wykorzystać ją w „Wielkim pięknie”, ale nie pasowała i musiałem zrezygnować. Na szczęście w tym przypadku była idealna.