UWAGA! Pojawił się nowy rodzaj naciągaczy-oszustów, którzy czatują na emerytów. Po sposobie na wnuczka udają "przedstawicieli dostawcy prądu"
UWAGA! Pojawił się nowy rodzaj naciągaczy-oszustów, którzy czatują na emerytów. Po sposobie na wnuczka udają "przedstawicieli dostawcy prądu" Fot. Karol Pietek / AG

Były już sposoby „na wnuczka”, na „telekomunikację”, ale inwencja twórcza nie opuszcza naciągaczy. Teraz pojawili się jako „przedstawiciele dostawcy energii”, którzy nakłaniają do podpisywania dokumentów i „dopłacania brakujących kwot” w rachunkach. Szczególnie muszą uważać na nich starsze osoby.

REKLAMA
Elegancki "przedstawiciel"
Przychodzą około godziny 11.00 rano – kiedy większość ludzi jest w pracy, a w domach najczęściej siedzą emeryci (to oni są najłatwiejszym celem dla oszustów). Nie dzwonią domofonem, od razu pukają do drzwi mieszkania. Wyglądem mogą przekonywać: zazwyczaj schludni, zawsze w ciemnym garniturze i białej koszuli, do tego krawat. Trudno doszukać się oszustwa w ich twarzach: nie są to „łebki” próbujące włamać się komuś do mieszkania, a sprytni naciągacze, którzy wszystko chcą robić w białych rękawiczkach.
Właśnie taki człowiek odwiedził dzisiaj mnie. – Jestem przedstawicielem pana dostawcy energii – oznajmił. Jak się szybko jednak okazało, z energetyką nie miał nic wspólnego. Fakt, że elegancja tego człowieka była jakaś wymuszona, pozorna – garnitur po dokładniejszych oględzinach okazał się nieświeży, zmechacony, buty starte i wyniszczone, a krawat pomięty – nie wzbudziła zaufania.
Proszą o podpisanie dokumentów
Za każdym razem schemat działania jest ten sam i ma uwiarygadniać całą historię.
– Jestem przedstawicielem dostawcy energii. Mam dla Pana/Pani dokument do podpisania. Chodzi o to, czy akceptują państwo zmiany w cenach energii – rzuca „przedstawiciel”. I prosi o podanie danych osobowych: imię, nazwisko, adres zameldowania i PESEL, żeby mógł je wpisać na specjalną listę, na której potem musimy się podpisać.
Naciągacze są przygotowani na pytania o to, dlaczego np. firma nie poinformowała o zmianach cen listownie lub nie uprzedziła o wizycie oficjalnym ogłoszeniem czy listownie. Odpowiedź zawsze pada ta sama: - Proszę zapytać firmy, my tylko wykonujemy swoją pracę.
Nie ufaj obcym, którzy pukają do drzwi
Każdej przezornej osobie, która wie, że wielkie firmy – tym bardziej dostawcy energii – nie nachodzą ludzi tak po prostu i znienacka, powinna się w takiej sytuacji zapalić ostrzegawcza lampka w głowie.
Tak było ze mną – mężczyzna kompletnie nie budził zaufania i w jego zachowaniu wiele elementów wskazywało na bycie zwykłym oszustem. Przede wszystkim nie przedstawił z imienia i nazwiska. Nie znał również mojego i co więcej, nie zapytał nawet czy ma do czynienia z właścicielem lokalu, a przecież nikt inny nie mógłby podpisać żadnego dokumentu od dostawcy energii – chyba, że z upoważnienia, ale wówczas o takie upoważnienie pracownik powinien poprosić.
Znamienny u takich osób jest też fakt, że nie mówią: jestem z PGE, RWE czy Tauronu, ale: „jestem przedstawicielem Pana dostawcy energii”. Takie określenie brzmi profesjonalnie, wiarygodnie, ale jednocześnie pozwala uniknąć bycia oskarżonym o podszywanie się pod pracowników konkretnej firmy.
Oszust Jan Kowalski
Moje podejrzenia, że jest to oszustwo, potwierdziły się, gdy oświadczyłem, że muszę najpierw skonsultować to z właścicielem mieszkania, a dopiero potem ewentualnie coś odpisać. I na to jednak odpowiedź jest gotowa: - Proszę to zrobić, a ja w tym czasie przejdę się po innych mieszkaniach. Kiedy będzie Pan gotów, proszę zadzwonić.
Poprosiłem o kontakt, wizytówkę. Mężczyzna... oderwał świstek papieru ze swoich „dokumentów” i szybko wypisał swoje dane: Jan Kowalski i numer telefonu. Wierzę, że Janów Kowalskich w Polsce jest sporo, ale wątpiłem, bym w tym przypadku miał do czynienia z jednym z nich.
Szybki telefon do dostawcy energii potwierdził moje obawy: firma nikogo nie wysyłała i nic nie wie na ten temat, a o ewentualnych zmianach czy wizytach zawsze informuje przynajmniej listownie lub telefonicznie. Na pewno nie wysyła nikogo znienacka, by nachodził ludzi w ich domach.
logo
Pamiętaj, że dostawcy energii to poważne firmy, które o wszelkich zmianach w działaniu informują listownie lub telefonicznie, a nie poprzez wysyłanie szemranych akwizytorów. Fot. Karol Pietek / AG
Biorą na cel emerytów
Po rozmowach ze znajomymi z okolicznych bloków okazało się, że i u nich pojawił się taki „specjalista”. Wszyscy reagowali podobnie: najpierw delikatnie dawali do zrozumienia, że nic teraz nie podpiszą, po czym sprawdzali u dostawcy, czy faktycznie ktoś został wysłany. Dwoje z nich poprosiło o kontakt i dostali takie same świstki papieru. Na obu widniał Jan Kowalski, ale... numery już się od siebie różniły i oczywiście żaden nie był prawdziwy.
Prawdopodobnie jednak celem takich naciągaczy są emeryci. Tych bowiem „przedstawiciel” prosił nie tylko o podpisanie się na liście, ale też „dopłacanie brakującej kwoty za ostatni rachunek”. Konieczność dopłacania ma być „wynikiem zmian w cenach energii” - które to zmiany swoim podpisem musimy „zaakceptować”.
Wysokość dopłaty ma wynosić od 20 do 50 złotych – z pozoru niedużo. Na tyle, że większość z nas posiada w domu taką gotówkę. Jest to też na tyle niewielka kwota, by omotana w ten sposób ofiara nie zastanawiała się zbyt długo, tylko zapłaciła.
Obranie na cel emerytów wydaje się tym bardziej prawdopodobne, że „przedstawiciele” przychodzą w godzinach pracy i szkoły – kiedy w domach zostają właśnie ludzie starsi i często nawet nie mają możliwości telefonicznego kontaktu z wnuczkami czy dziećmi, by poradzić się ich w takiej sytuacji. Łatwo sobie wyobrazić, że starsza osoba da się przekonać „przedstawicielowi” w garniturze do podpisania wszystkiego, co ten sobie zażyczy, o daniu mu 50 złotych pod groźbą „gorszych konsekwencji” nie wspominając.
Jeśli słyszeliście o podobnych przypadkach - napiszcie
Póki co sygnały o takich naciągaczach napłynęły do mnie tylko z Warszawy, ale nie można wykluczyć, że niedługo pojawią się oni i w innych miastach. Sprawdzić ich jest na szczęście łatwo: wystarczy jeden telefon do dostawcy prądu. Można też po prostu zapytać, dla kogo taka osoba pracuje – istnieje duże prawdopodobieństwo, że się zawaha lub wymieni firmę, która prąd owszem, dostarcza, ale nie w naszym regionie.
Pamiętajmy jednak przede wszystkim, by ostrzec swoje babcie, dziadków, rodziców czy sąsiadów o których wiemy, że są starsi i mieszkają sami, przed elektro-naciągaczami. Szczególnie przed podpisywaniem czegokolwiek – bo może mieć to o wiele gorsze skutki niż podarowanie naciągaczowi 50 złotych.