LES KI podczas próby.
LES KI podczas próby. facebook.com/LESKI.CO

Mało jest w Polsce muzyków z taką wrażliwością, jak on. Wydał niedawno pierwszą EP-kę, ale te cztery utwory wystarczyły, aby przekonać się o talencie do indie-folkowych ballad i narobić sobie apetytu na więcej. O prostocie, tworzeniu płyty i istocie słowa rozmawiam dziś z Pawłem Leszoskim, czyli z Les kim.

REKLAMA
Twój "Zaczyn" jest fragmentem z poprzedniego wypieku?
Nie wprost, ale z pewnością w zakresie kumulacji doświadczeń.
To znaczy?
To znaczy, że moje decyzje muzyczne, tekstowe oraz te związane z wyborem konkretnych brzmień oraz instrumentów są wynikiem przeżyć, zdarzeń oraz przypadków. „Zaczyn” jest ich syntezą.
Jak więc wyglądały prace nad EP-ką?
Musimy przenieść się w czasie. Dwa lata temu, kiedy występowałem jeszcze tylko w towarzystwie gitary, zdecydowałem, że nagram płytę, która będzie wpisywała się w moje wieloletnie fascynacje anglosaską muzyką folkową, a w szczególności w klimat folkowych ballad, które znałem z wykonań Boba Dylana, Joni Mitchell, Bon Ivera czy australijskiego duetu Angus & Julie Stone. Nie sposób wymienić wszystkich, którzy odpowiadają za moje muzyczne hople, ale wspomniani, wówczas chyba najintensywniej oddziaływali na moje dźwiękowe receptory.
Mówię wówczas, ponieważ z czasem pojawiły się nowe bodźce – syntezatory analogowe. Stwierdziłem, że fajnie byłoby połączyć przaśność banja z kosmosem syntezatorów. Rozpocząłem więc od poszukiwania ludzi, którzy grają na takich instrumentach, i którzy przede wszystkim podzieliliby moją pasję do prostych, wyraźnych melodii. Udało się w lutym 2014 r. Już po pierwszej próbie z obecnym składem czyli Miłoszem Wośko, Piotrem Ruszkowskim, Robertem Raszem i Wojtkiem Gumińskim wszystko było jasne – żre! Przyniosłem piosenki, zagraliśmy i jest „Zaczyn”!
I w tej prostocie jest metoda, co?
Jak w każdym szaleństwie!
Zwracasz szczególną uwagę na tekst, odnosi się wręcz wrażenie, że ważysz każde słowo. Jak pracujesz nad tekstami?
Słowa zobowiązują. Mają w sobie ogromną siłę dlatego warto je ważyć. Ważę je w różny sposób. Na skrawku papieru, bilecie, telefonie. Niezależnie jednak od wyboru nośnika, zawsze odkładam na jakiś czas i wracam z nowym spojrzeniem. Zazwyczaj coś poprawiam, bo tak już mam. Zdarza się też, że zostawiam pierwsze spisy. Czasem utylizuję. Ale rzadko.
Ważniejsze są dla ciebie słowa czy melodia?
Bywało różnie, ale w tym projekcie stawiam znak równości pomiędzy tekstem a muzyką.
logo
LES KI: "Słowa zobowiązują". facebook.com/LESKI.CO
To trochę jak Justin Vernon. Poezja jest istotna?
Pewnie. Przypomina o wartości słowa, które jest dzisiaj traktowane po macoszemu. Dobrze jest czasem zaczerpnąć powietrza.
Stąd też czerpiesz inspiracje?
Bywa i tak. Pamiętam, że kiedyś po przeczytaniu wiersza Herberta "Dedal i Ikar" napisałem piosenkę o przekleństwie grawitacji! Największą jednak inspiracją są dla mnie ludzie i ich historie. Nie wszystko jest przecież autobiografią. Piosenkopisarz to również scenarzysta i reżyser ale przede wszystkim obserwator.
Niektórzy nazywają Cię męską wersją Meli Koteluk. A ty, gdybyś musiał się zaszulfadkować, to do jakiego pudełka włożyłbyś "Zaczyn"?
Ludzie potrzebują szuflad i właściwie to słusznie. Nie wszyscy muszą być audiofilami, a tak przynajmniej można się połapać. Oczywiście z punktu widzenia samego porównywanego nie zawsze jest to korzystne i zgodne z jego intencjami. Bardzo cenię Melę i akurat w moim przypadku jest to niewątpliwy komplement ale jeśli chodzi o autoklasyfikacje, nie podejmuje się takowych. Ja piszę piosenki.
Na razie światu pokazałeś cztery. Planujesz długogrający krążek?
Tak. Celujemy w wiosnę 2015. Piosenki są. Aktualnie robimy z nimi różne dziwne rzeczy…