Rosyjski MON uparcie przekonuje, że takich jeńców, ani tym bardziej poległych żołnierzy rosyjskich na Ukrainie po prostu nie może być. Tym, którzy ich widzieli Rosjanie sugerują wizytę u psychiatry.
Rosyjski MON uparcie przekonuje, że takich jeńców, ani tym bardziej poległych żołnierzy rosyjskich na Ukrainie po prostu nie może być. Tym, którzy ich widzieli Rosjanie sugerują wizytę u psychiatry. Fot. YouTube.com/Wall Street Journal

Po poległych na ukraińskim froncie żołnierzach rosyjskiej armii płaczą żony i matki, ale Kreml... stanowczo zaprzecza, by jakikolwiek żołnierz Federacji Rosyjskiej w tym miejscu zginął. "To brednie zasługujące tylko na uwagę ze strony Rosyjskiego Towarzystwa Psychiatrycznego" - przekonywało w piątek rosyjskie Ministerstwo Obrony Narodowej.

REKLAMA
Tylko jednego krwawego dnia wojny na Ukrainie zginęło w boju ponad stu żołnierzy, a trzy razy tyle zostało rannych - wynika z ustaleń części członków Rady ds. rozwoju społeczeństwa obywatelskiego i praw człowieka przy prezydencie Rosji, którzy odważyli się głośno przyznać, że ich kraj prowadzi wojnę przeciwko Ukrainie.
Szybko na te informacje zareagowało rosyjskie Ministerstwo Obrony Narodowej, które z całą stanowczością przekonuje, że rodziny uskarżające się na to, iż w ostatnich miesiącach masowo giną ich służący w armii bliscy to przyszli pacjenci szpitali psychiatrycznych. I oczywiście ukraińscy propagandziści...
- Wszystkie oświadczenia tej organizacji na temat rzekomej masowej śmierci rosyjskich wojskowych na Ukrainie z powołaniem się na własne źródła nie są niczym innym niż cytowaniem zasobów informacyjnych ukraińskich propagandzistów. My je też widzimy - powiedział agencji Interfax wysoki rangą urzędnik rosyjskiego MON.
Źródło: RMF24.pl