Wybór Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej to dla Polski sukces, ale i wyzwanie. Mnożą się pytania: kto zostanie jego sukcesorem, jak Platforma Obywatelska poradzi sobie w zupełnie nowej dla siebie sytuacji i czy odbędą się przyspieszone wybory?

REKLAMA
"Prawdę mówiąc Platforma ma teraz do dyspozycji wariant niemal oczywisty - iść, natychmiast iść, na przyspieszone wybory" – pisze Tomasz Lis. Uważa, że jeśli PO poczeka do końca kadencji, a więc jeszcze 13 miesięcy, będzie jej trudno wygrać wybory. Natomiast szanse, by to PiS przejął władzę w sytuacji, gdyby wybory odbyły się za trzy miesiące, ocenia jako „minimalne.”
Politycy PO oceniają jednak perspektywę zorganizowania przyspieszonych wyborów jako mało realną, najbardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym kadencja potrwa do końca, to jest do jesieni 2015.
Stefan Niesiołowski, PO

W mojej ocenie przyspieszone wybory są mało prawdopodobne, bo nie ma żadnego powodu, żeby je organizować. Oczywiście jest to sytuacja trudna do jednoznacznej oceny, bo z jednej strony to ogromny prestiż dla Polski, także dla Platformy, z drugiej – Polska traci najlepszego premiera, jakiego miała po '89 roku. Dlatego moje odczucia są podzielone.

Przyspieszone wybory? Droga donikąd
Poseł Platformy nie znajduje uzasadnienia dla wcześniejszych wyborów oceniając, że taki zabieg byłby zwykłą „sztuczką”. – Zasadą demokracji jest kadencyjność, poza tym w tej chwili nie mamy dobrych sondaży, przewaga, jaką mieliśmy nad PiS-em, stopniała. Przekonanie, że jeśli szybko zrobimy wybory, to je wygramy, jest drogą donikąd – dodaje Niesiołowski.
Polityk uważa, że Platforma stanie przed koniecznością podjęcia zupełnie nowych decyzji, a zaistniała sytuacja będzie wyzwaniem, jednak organizowanie przyspieszonych wyborów byłoby „sztucznym zabiegiem”. – Byłby to sztuczny zabieg, niewiarygodny i trudny do uzasadnienia. Siłą PO nie jest robienie sztuczek z wyborami, tylko, między innymi, nędza moralna, polityczna i intelektualna PiS oraz osiągnięcia – dodaje.
Takie zdanie podziela Julia Pitera, która uważa, że PO, jako partia o ugruntowanej pozycji, znajdzie w sobie siłę, by się przeorganizować. – Kadencja powinna potrwać do końca. Moim zdaniem scenariusz z wcześniejszymi wyborami nie wchodzi w grę – powiedziała posłanka w programie Moniki Olejnik „Siódmy dzień tygodnia”. Zaznaczyła, że Donald Tusk zawsze będzie miał ogromny wpływ na PO, bo „nie wyjeżdża na Marsa”.
"Posunięcie, które uspokoi scenę polityczną"
Z kolei Marek Sawicki z Polskiego Stronnictwa Ludowego ocenia w rozmowie z naTemat, że wcześniejsze wybory są niewykluczone i dobrze ocenia takie rozwiązanie. – My jesteśmy na nie gotowi. W mojej ocenie to byłoby dobre posunięcie, bo uspokoiłoby scenę polityczną – nie byłoby wówczas rocznej kampanii wyborczej i popisów, a dzięki temu może czekałaby nas spokojniejsza kadencja – mówi w rozmowie z naTemat poseł PSL.
Podobnego zdania jest Adam Hofman z PiS, który w „Siódmym dniu tygodnia” ocenił, że najważniejszym wyzwaniem dla PiS jest jak najszybsze odsunięcie PO od władzy i każdy sposób jest na to dobry. – Chcemy jak najszybciej odsunąć PO od władzy, to partia przesiąknięta patologią, źle rządząca Polską, zróbmy wszystko, żeby skrócić tę mękę, jeśli tym sposobem są przyspieszone wybory, to dobrze – powiedział.
Zupełnie inne zdanie na temat ewentualnego przyspieszenia wyborów ma prof. Tadeusz Iwiński z Sojuszu Lewicy Demokratycznej, wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, który zaznacza przede wszystkim, że głównym rozgrywającym w wyborze nowego prezesa Rady Ministrów będzie prezydent.
Poganiacz ma swoje plany, a wielbłąd swoje
Tadeusz Iwiński, SLD

Szczerze mówiąc nie widzę większego sensu organizacji wcześniejszych wyborów parlamentarnych. To prawda, że powstała nowa sytuacja polityczna w Polsce, ale właśnie teraz powinniśmy pokazać, że stajemy się powoli dojrzałą demokracją. Mamy konstytucję, która jasno przewiduje, co w związku z wyborem Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej trzeba czynić.

Co dokładnie? Premier zgodnie z art. 162 konstytucji powinien złożyć rezygnację swoją i Rady Ministrów, po czym prezydent w ciągu 14 dni desygnuje nowego premiera i członków rządu. Wówczas, jak wyjaśnia poseł, nowy Prezes Rady Ministrów ma także dwa tygodnie na przedstawienie programu działania rządu oraz na udzielenie mu wotum zaufania przez Sejm. – A to się przecież stanie, gdyż koalicja PO-PSL mimo wszystko funkcjonuje dość sprawnie. Jedynie gdyby nie udało się wyłonić nowego gabinetu w tzw. trzech krokach-dochodzi do wyborów – wyjaśnia.
16 listopada odbędą się wybory samorządowe, latem przyszłego roku prezydenckie, zaś za 14 miesięcy wybory do Sejmu i Senatu – tak wygląda to z prawnego punktu widzenia. –Teoretycznie poszczególne ugrupowania parlamentarne (zgodnie z art. 98 konstytucji)mogą wystąpić o skrócenie kadencji Sejmu większością 2/3 ustawowej liczby posłów (czyli minimum 307), ale byłoby to chyba przyznaniem się przez obecną ekipę do porażki. Generalnie zaś próba połączenia tych wyborów z samorządowymi lub później z prezydenckimi, byłaby uznana za pewien rodzaj manipulacji politycznej – dodaje polityk SLD i zaznacza, że nie można sprawy wcześniejszych wyborów rozpatrywać z perspektywy tego, co jest korzystne dla PO.
 
– Generalnie ważniejszy jest interes Polski niż Platformy Obywatelskiej czy koalicji PO-PSL. Dla polskiej racji stanu, także w sensie naszego wizerunku na zewnątrz, byłoby dobrze, gdyby 1 grudnia br., kiedy Donald Tusk obejmie nową funkcję w Brukseli, w kraju było wszystko
uporządkowane pod względem konstytucyjnym. Lepiej, aby nie potwierdzało się jedno z moich ulubionych przysłów arabskich, że “poganiacz ma swoje plany i wielbłąd ma swoje” – konkluduje polityk Sojuszu Lewicy Demokratycznej.