Wynajmujesz mieszkanie? Lepiej zamontuj w nim kamerkę. Właściciel może właśnie grzebać w twoich rzeczach
Wynajmujesz mieszkanie? Lepiej zamontuj w nim kamerkę. Właściciel może właśnie grzebać w twoich rzeczach krizziz / YouTube.com

2,5 procent Polaków żyje w wynajmowanych mieszkaniach. Niestety, pomimo wysokiej ceny, wynajmujący bardzo często oferują dramatycznie niski standard. Ale to, o czym opowiedzieli nam bohaterowie tego artykułu, nie mieści się absolutnie w żadnych normach. Wchodzenie do mieszkania pod nieobecność lokatorów zdarza się znacznie częściej, niż mogłoby się komukolwiek wydawać.

REKLAMA
Do kanonów znalezisk polskiego internetu wszedł kilka lat temu film "Pani Krysia i Pani Marysia", znany również jako "stancja u pani Krysi". To kilkuminutowy obrazek pokazujący, co właścicielka mieszkania robi pod nieobecność wynajmujących je studentów. Wraz z sąsiadką grzebią w prywatnych rzeczach, wszystko opatrując stosownym komentarzem.
Wizyta "po serwantkę"
Tego typu zachowanie właścicieli, jak w przypadku osławionej stancji pani Krysi, nie jest niestety odosobnionym przypadkiem. Aleks i jego żona jeszcze do ubiegłego tygodnia sądzili, że nie mogli trafić na bardziej skrupulatnego właściciela mieszkania. Gdy podpisywali umowę, dbał o każdy przecinek. Zastrzegł, że trzy razy do roku muszą myć okna i dbać o porządek w mieszkaniu, bo nie był zadowolony z poprzednich lokatorów. Dla Aleksa i jego żony nie było to najmniejszym problemem, bo jak mówi, nie są bałaganiarzami.
W ubiegłym tygodniu właściciel zadzwonił, że musi przyjść i zabrać jeszcze jedną rzecz, którą zostawił - serwantkę. Stwierdził, że ma czas o 14.00. W tym czasie Aleks i jego żona są w pracy, ale zgodzili się aby "obsłużył się sam". Nasz rozmówca ufał temu człowiekowi, ale jak mówi "coś go tknęło" i ustawił włączoną kamerkę.
Serwantka stała w przedpokoju. Zgodnie z tym, co mówił "gość", miał jedynie zabrać mebel i wyjść. Aleks zostawił kamerkę w sypialni, czyli w miejscu, gdzie właściciel w ogóle nie powinien wchodzić. Nasz rozmówca miał ustawiony specjalny program, dzięki któremu miał podgląd online do tego, co dzieje się w mieszkaniu. Z ciekawości, po raz pierwszy włączył transmisję o godzinie 11.00. Ku swojemu zaskoczeniu, już wtedy zobaczył, że w pokoju jest otwarty balkon.
Aleks

Właściciel był w mieszkaniu ze swoim synem już trzy godziny przed 14.00. Łącznie spędził w nim cztery godziny. Otwierał szuflady, w których znajdowała się nasza bielizna, kosmetyki itd. Zaglądał do teczek z dokumentami, notatników i nawet wertował książki. Może szukał pieniędzy?

Właściciel był w sypialni kilka razy. Wchodził do niej powoli, tak jakby był u siebie w domu. Aleks i jego żona mogą się tylko domyślać, co robił w pozostałej części mieszkania, bo tam nie założyli monitoringu. – Szczytem było to, że użył kremu do rąk, który stał na szafce, a wychodząc z łazienki podciągał spodnie... – słyszę od swojego rozmówcy.
Marciń Jańczuk, ekspert agencji nieruchomości Metrohouse zaznacza, że wizyty właściciela mieszkania mogą być zapisane w umowie najmu. Nie mogą jednak być zbyt częste. – Nie wyobrażam sobie, aby właściciel mieszkania przychodził co tydzień by sprawdzać stan lokalu – mówi. W praktyce przyjęło się, że do "inspekcji" dochodzi raz w miesiącu, gdy właściciel przychodzi po odbiór czynszu.
Bezczelny do samego końca
Aleks i jego żona byli w szoku. Nie wezwali policji, bo mieli obawy, czy nagrywanie jest legalne. Dwa dni później Aleks skontaktował się ze wścibskim właścicielem i powiedział, że chce się z nim spotkać i że sprawa jest bardzo pilna. Gdy doszło do rozmowy powiedział mu, że wie co robił w mieszkaniu. Właściciel początkowo zaprzeczał. Aleks uświadomił go, że wszystko zostało nagrane, ale to również nie wystarczyło do przyznania się. W pewnym momencie nasz rozmówca wręczył właścicielowi mieszkania krem, którego użył wertując rzeczy osobiste Aleksa i jego żony.
Aleks

Wtedy wreszcie przestał kłamać. Zapytałem, dlaczego to zrobił. Płaciliśmy zawsze na czas, nie stwarzaliśmy żadnych problemów i dbaliśmy o mieszkanie. On nie był w stanie wytłumaczyć, czego szukał, co chciał nam udowodnić. Ciągle tylko powtarzał, że jest mu strasznie głupio i nas przepraszał. Powiedzieliśmy, że mamy pełne prawo, aby zgłosić sprawę na policję. Błagał, abyśmy tego nie robili.

Aleks nie wiedzą jeszcze co zrobią z tą sprawą. Na razie zażądali zwrotu wszystkich kompletów kluczy.
Mój rozmówca nie jest typem osoby, która lubi pakować się w kłopoty. Jego żona jest w ciąży i teraz przede wszystkim to jest dla niego ważne, a nie bieganie po sądach. Namawia jednak wszystkich wynajmujących, aby nie ufali do końca właścicielom mieszkania i też dmuchali na zimne. – Wystarczy zwykły laptop, aby poczuć się bezpiecznie w swoim mieszkaniu. Instaluje się darmową aplikację, która pracuje w tle. Monitor jest wyłączony i nie widać, że kamerka nagrywa. Obraz zapisywany jest na dysku i można go podejrzeć online – podpowiada Aleks.
A warto, dla własnego komfortu psychicznego. Jego żona nie czuje się dziś bezpiecznie w mieszkaniu. Zrobili generalne pranie wszystkich rzeczy, które były na wierzchu w trakcie wizyty właściciela. – Wymieniliśmy też wszystkie szczoteczki i kosmetyki, bo nie wiemy co z nimi zrobił. Raczej nic nie zginęło, ale i tak czujemy się bardzo źle z tym, co się wydarzyło – słyszę od Alka.
Ekspert firmy Metrohouse twierdzi, że tego typu sytuacje są o tyle naganne, co na szczęście rzadkie. – Jeśli takie sytuacje się zdarzają, że to jest to absolutnie karygodne. Z punktu widzenia najemcy może być podstawą do wypowiedzenia umowy przez najemcę. To jest zakłócenie miru domowego i zachowania podstawowych zasad przyzwoitości – mówi Marcin Jańczuk.
"Zaczarowany" kalendarz
Kolejna historia jest tak absurdalna, że aż trudno w nią uwierzyć. Michał i jego dziewczyna wprowadzili się do wynajętego mieszkania w Warszawie. Jego właścicielka mieszkała piętro niżej, co początkowo nie wydawało im się niczym szczególnie ważnym, poza tym, że nie będzie można zbyt głośno tupać. Okazało się, że to ona z radością tupała do ich mieszkania, gdy tylko wychodzili z domu.
Pierwszy raz spotkali ją w mieszkaniu już kilka dni po wprowadzeniu do mieszkania. – Zdziwiłem się, że drzwi są otwarte. Gdy zobaczyłem że w środku jest właścicielka, a nie złodzieje, nawet się ucieszyłem. Pomyślałem, że nie zabrała jeszcze wszystkiego i nie poczułem się szczególnie zaniepokojony – mówi Michał. Zwróciła mu wtedy uwagę, że nie zmieniają daty na kalendarzu.
logo
Shutterstock.com
Okazało się, że okienko kalendarza było ustawiane na właściwą datę mniej więcej co dwa - trzy dni. – My tego nie robiliśmy, więc musiała to robić ona. Okazało się, właścicielka regularnie przychodzi do naszego mieszkania. Nie wiedzieliśmy po co, czy coś przegląda, wynosi nasze rzeczy, sprawdza coś... – wspomina. Wyprowadzili się po dwóch miesiącach.
Michał

Czuliśmy się inwigilowani. Ktoś pod Twoją nieobecność wchodzi do mieszkania, a Ty nie masz pojęcia co w nim robi. Może grzebie ci w ubraniach, w komputerze... Wydaje mi się że absolutnym minimum dobrego zwyczaju powinno być uprzedzenie, że właściciel chce wejść do mieszkania które wynajmujesz. Nie wierzę, że jakikolwiek właściciel ma konieczność wchodzenia dwa razy na tydzień.

Marcin Jańczuk uważa, że w tego typu przypadkach należy zacząć od rozmowy z właścicielami mieszania i posłużenie się ewentualnymi dowodami. – Jeśli właściciel przekroczył dopuszczalne normy i w czasie wizyty doszło na przykład do kradzieży, właściciel może zostać oskarżony o włamanie lub zabór mienia. Nie wyobrażam sobie, aby w takiej sytuacji nie powiadomić organów ścigania – mówi Marcin Jańczuk.
Żadnych gości!
Kolejny przypadek dotyczył pary starszych ludzi, którzy postanowili kontrolować nie tylko stan mieszkania, ale i dobre obyczaje w nim panujące. – Moja dziewczyna miała zakaz przyjmowania gości na noc. Właściciele na tyle jej nie ufali, że potrafili przyjść o 8 rano do mieszkania i sprawdzać, czy jest porządek i nikogo tam nie ma - wspomina mój rozmówca - Marcin.
Marcin

Raz przyszli, gdy my jeszcze leżeliśmy w łóżku, ale na szczęście drzwi były zaryglowane. Oczywiście mówiliśmy, że dopiero przyszedłem. Potem Ela (właścicielka) miała przez to wielką awanturę. Poszło o to, że właściciele nie uszanowali prywatności mojej dziewczyny. Zachowywali się tak, jak by robili jej łaskę, że w ogóle wynajmują mieszkanie.

Jak to w życiu bywa, nie zawsze nasze podejrzenia okazują się być zgodne z rzeczywistością. Odkąd nasz kolejny rozmówca - Piotrek - wprowadził się do nowego mieszkania, podejrzewał, że właściciel szpera w nim pod jego nieobecność. Wprowadzając się do nowego mieszkania, na początku przez dwa-trzy tygodnie zawsze idąc do pracy zostawiał wewnątrz... buta ułożonego w "specyficzny sposób".
– Jeśli ktoś otwierałby drzwi pod moją nieobecność, musiałby go trącić. A nie było szansy, żeby ułożył go w ten sam sposób. Na szczęście "czujnik" zawsze był w tym samym stanie, co przy moim wyjściu, ale musiałem to przetestować przez kilkanaście dni. Śmiałem się sam do siebie za każdym razem, ale miałem jakieś dziwne przeczucie. Na szczęście nieuzasadnione, a z właścicielem żyliśmy bardzo dobrze – mówi Piotrek.