
2,5 procent Polaków żyje w wynajmowanych mieszkaniach. Niestety, pomimo wysokiej ceny, wynajmujący bardzo często oferują dramatycznie niski standard. Ale to, o czym opowiedzieli nam bohaterowie tego artykułu, nie mieści się absolutnie w żadnych normach. Wchodzenie do mieszkania pod nieobecność lokatorów zdarza się znacznie częściej, niż mogłoby się komukolwiek wydawać.
Do kanonów znalezisk polskiego internetu wszedł kilka lat temu film "Pani Krysia i Pani Marysia", znany również jako "stancja u pani Krysi". To kilkuminutowy obrazek pokazujący, co właścicielka mieszkania robi pod nieobecność wynajmujących je studentów. Wraz z sąsiadką grzebią w prywatnych rzeczach, wszystko opatrując stosownym komentarzem.
Wizyta "po serwantkę" Tego typu zachowanie właścicieli, jak w przypadku osławionej stancji pani Krysi, nie jest niestety odosobnionym przypadkiem. Aleks i jego żona jeszcze do ubiegłego tygodnia sądzili, że nie mogli trafić na bardziej skrupulatnego właściciela mieszkania. Gdy podpisywali umowę, dbał o każdy przecinek. Zastrzegł, że trzy razy do roku muszą myć okna i dbać o porządek w mieszkaniu, bo nie był zadowolony z poprzednich lokatorów. Dla Aleksa i jego żony nie było to najmniejszym problemem, bo jak mówi, nie są bałaganiarzami.
W ubiegłym tygodniu właściciel zadzwonił, że musi przyjść i zabrać jeszcze jedną rzecz, którą zostawił - serwantkę. Stwierdził, że ma czas o 14.00. W tym czasie Aleks i jego żona są w pracy, ale zgodzili się aby "obsłużył się sam". Nasz rozmówca ufał temu człowiekowi, ale jak mówi "coś go tknęło" i ustawił włączoną kamerkę.
Serwantka stała w przedpokoju. Zgodnie z tym, co mówił "gość", miał jedynie zabrać mebel i wyjść. Aleks zostawił kamerkę w sypialni, czyli w miejscu, gdzie właściciel w ogóle nie powinien wchodzić. Nasz rozmówca miał ustawiony specjalny program, dzięki któremu miał podgląd online do tego, co dzieje się w mieszkaniu. Z ciekawości, po raz pierwszy włączył transmisję o godzinie 11.00. Ku swojemu zaskoczeniu, już wtedy zobaczył, że w pokoju jest otwarty balkon.
Aleks

Właściciel był w sypialni kilka razy. Wchodził do niej powoli, tak jakby był u siebie w domu. Aleks i jego żona mogą się tylko domyślać, co robił w pozostałej części mieszkania, bo tam nie założyli monitoringu. – Szczytem było to, że użył kremu do rąk, który stał na szafce, a wychodząc z łazienki podciągał spodnie... – słyszę od swojego rozmówcy.
Marciń Jańczuk, ekspert agencji nieruchomości Metrohouse zaznacza, że wizyty właściciela mieszkania mogą być zapisane w umowie najmu. Nie mogą jednak być zbyt częste. – Nie wyobrażam sobie, aby właściciel mieszkania przychodził co tydzień by sprawdzać stan lokalu – mówi. W praktyce przyjęło się, że do "inspekcji" dochodzi raz w miesiącu, gdy właściciel przychodzi po odbiór czynszu.
Bezczelny do samego końca Aleks i jego żona byli w szoku. Nie wezwali policji, bo mieli obawy, czy nagrywanie jest legalne. Dwa dni później Aleks skontaktował się ze wścibskim właścicielem i powiedział, że chce się z nim spotkać i że sprawa jest bardzo pilna. Gdy doszło do rozmowy powiedział mu, że wie co robił w mieszkaniu. Właściciel początkowo zaprzeczał. Aleks uświadomił go, że wszystko zostało nagrane, ale to również nie wystarczyło do przyznania się. W pewnym momencie nasz rozmówca wręczył właścicielowi mieszkania krem, którego użył wertując rzeczy osobiste Aleksa i jego żony.
Aleks
Aleks nie wiedzą jeszcze co zrobią z tą sprawą. Na razie zażądali zwrotu wszystkich kompletów kluczy.
Mój rozmówca nie jest typem osoby, która lubi pakować się w kłopoty. Jego żona jest w ciąży i teraz przede wszystkim to jest dla niego ważne, a nie bieganie po sądach. Namawia jednak wszystkich wynajmujących, aby nie ufali do końca właścicielom mieszkania i też dmuchali na zimne. – Wystarczy zwykły laptop, aby poczuć się bezpiecznie w swoim mieszkaniu. Instaluje się darmową aplikację, która pracuje w tle. Monitor jest wyłączony i nie widać, że kamerka nagrywa. Obraz zapisywany jest na dysku i można go podejrzeć online – podpowiada Aleks.
A warto, dla własnego komfortu psychicznego. Jego żona nie czuje się dziś bezpiecznie w mieszkaniu. Zrobili generalne pranie wszystkich rzeczy, które były na wierzchu w trakcie wizyty właściciela. – Wymieniliśmy też wszystkie szczoteczki i kosmetyki, bo nie wiemy co z nimi zrobił. Raczej nic nie zginęło, ale i tak czujemy się bardzo źle z tym, co się wydarzyło – słyszę od Alka.
Ekspert firmy Metrohouse twierdzi, że tego typu sytuacje są o tyle naganne, co na szczęście rzadkie. – Jeśli takie sytuacje się zdarzają, że to jest to absolutnie karygodne. Z punktu widzenia najemcy może być podstawą do wypowiedzenia umowy przez najemcę. To jest zakłócenie miru domowego i zachowania podstawowych zasad przyzwoitości – mówi Marcin Jańczuk.
"Zaczarowany" kalendarz Kolejna historia jest tak absurdalna, że aż trudno w nią uwierzyć. Michał i jego dziewczyna wprowadzili się do wynajętego mieszkania w Warszawie. Jego właścicielka mieszkała piętro niżej, co początkowo nie wydawało im się niczym szczególnie ważnym, poza tym, że nie będzie można zbyt głośno tupać. Okazało się, że to ona z radością tupała do ich mieszkania, gdy tylko wychodzili z domu.
Pierwszy raz spotkali ją w mieszkaniu już kilka dni po wprowadzeniu do mieszkania. – Zdziwiłem się, że drzwi są otwarte. Gdy zobaczyłem że w środku jest właścicielka, a nie złodzieje, nawet się ucieszyłem. Pomyślałem, że nie zabrała jeszcze wszystkiego i nie poczułem się szczególnie zaniepokojony – mówi Michał. Zwróciła mu wtedy uwagę, że nie zmieniają daty na kalendarzu.

Okazało się, że okienko kalendarza było ustawiane na właściwą datę mniej więcej co dwa - trzy dni. – My tego nie robiliśmy, więc musiała to robić ona. Okazało się, właścicielka regularnie przychodzi do naszego mieszkania. Nie wiedzieliśmy po co, czy coś przegląda, wynosi nasze rzeczy, sprawdza coś... – wspomina. Wyprowadzili się po dwóch miesiącach.
Michał
Marcin Jańczuk uważa, że w tego typu przypadkach należy zacząć od rozmowy z właścicielami mieszania i posłużenie się ewentualnymi dowodami. – Jeśli właściciel przekroczył dopuszczalne normy i w czasie wizyty doszło na przykład do kradzieży, właściciel może zostać oskarżony o włamanie lub zabór mienia. Nie wyobrażam sobie, aby w takiej sytuacji nie powiadomić organów ścigania – mówi Marcin Jańczuk.
Żadnych gości! Kolejny przypadek dotyczył pary starszych ludzi, którzy postanowili kontrolować nie tylko stan mieszkania, ale i dobre obyczaje w nim panujące. – Moja dziewczyna miała zakaz przyjmowania gości na noc. Właściciele na tyle jej nie ufali, że potrafili przyjść o 8 rano do mieszkania i sprawdzać, czy jest porządek i nikogo tam nie ma - wspomina mój rozmówca - Marcin.
Marcin
Jak to w życiu bywa, nie zawsze nasze podejrzenia okazują się być zgodne z rzeczywistością. Odkąd nasz kolejny rozmówca - Piotrek - wprowadził się do nowego mieszkania, podejrzewał, że właściciel szpera w nim pod jego nieobecność. Wprowadzając się do nowego mieszkania, na początku przez dwa-trzy tygodnie zawsze idąc do pracy zostawiał wewnątrz... buta ułożonego w "specyficzny sposób".
– Jeśli ktoś otwierałby drzwi pod moją nieobecność, musiałby go trącić. A nie było szansy, żeby ułożył go w ten sam sposób. Na szczęście "czujnik" zawsze był w tym samym stanie, co przy moim wyjściu, ale musiałem to przetestować przez kilkanaście dni. Śmiałem się sam do siebie za każdym razem, ale miałem jakieś dziwne przeczucie. Na szczęście nieuzasadnione, a z właścicielem żyliśmy bardzo dobrze – mówi Piotrek.
