
Samochód zastępczy? Nie. Przecież przystanek autobusowy, tramwajowy i metro ma pan pod domem. Uderzył w drzewo, bo zasłabł za kierownicą. Nie wypłacą odszkodowania, ponieważ „w nieuzasadniony sposób nie skorzystał z porady lekarskiej”. Pirat skasował ci samochód? Nie naprawią go z nowych części, bo będzie więcej wart niż przed stłuczką.
REKLAMA
Jeśli zastanawiacie się jakie ubezpieczenie kupić, polecam lekturę raportów Rzecznika Ubezpieczonych, który opisuje sądowe wojny klientów z firmami ubezpieczeniowymi. Zapewniam, że wśród tych, które najczęściej naruszają prawo i przyzwoitość, znajdziecie komplet bohaterów z reklam o przyjaznych, tanich i szybko naprawiających szkody ubezpieczycielach.
Do niedawna rzecznik mogła zapełniać sieć terabajtami raportów i na nikim nie robiło to wrażenia. Teraz do walki z nieuczciwymi praktykami firm wciągnięto Komisję Nadzoru Finansowego - nadzorcę rynku ubezpieczeń. Opracowano 21 wytycznych dotyczących likwidacji szkód komunikacyjnych. Po fazie konsultacji społecznych, w marcu 2015 roku zapisy zostaną narzucone firmom jako standard postępowania. Mają zapobiec tysiącom nadużyć.
Daleka droga do pieniędzy
Tomasz z Warszawy kupił 2-letnią Hondę CRV i po dwóch tygodniach ukradli ją złodzieje. Myślał, że szybko kupi nowe auto z odszkodowania. Zdziwił się, gdy renomowany ubezpieczyciel zaczął piętrzyć przeszkody.
Tomasz z Warszawy kupił 2-letnią Hondę CRV i po dwóch tygodniach ukradli ją złodzieje. Myślał, że szybko kupi nowe auto z odszkodowania. Zdziwił się, gdy renomowany ubezpieczyciel zaczął piętrzyć przeszkody.
Po pierwsze, samochód zastępczy mu się nie należy bo: nie jest przedsiębiorcą, a w dodatku przystanki metra tramwaju i autobusów ma w bezpośrednim sąsiedztwie domu. Po drugie, choć od transakcji minęło dwa tygodnie, to auto zdarzyło już stracić na wartości 10 procent z sumy ubezpieczenia.
– Kazali mi czekać kilka miesięcy na pieniądze, za które nie kupiłbym nawet "golasa", a nie wypasioną wersję jaką miałem wcześniej. Prawnik doradził, żeby nawet nie odpowiadając na te głupoty tylko od razu iść do sądu z pozwem – relacjonuje Tomasz.
Teoretycznie sprawa prosta: – Jeszcze się w mojej karierze nie zdarzyło, żeby skradzione auto się odnalazło. Pokrojone na ćwiartki, wyprute z części tak, ale całe nigdy… – zwierzył się okradzionemu bohaterowi tekstu dochodzeniowiec z Warszawy. Ubezpieczyciel wykręcał się od wypłaty do czasu zakończenia postępowania w sprawie kradzieży. Czy w takiej sprawie prowadzi się realne dochodzenie? – Takich spraw mam ponad setkę. Więc tylko kwity robię pod umorzenie. że niby sprawdzono bazary z częściami samochodowymi, rozpytywano w środowisku złodziei itd. Trzy miesiące minimum, żeby nie wyszło że policja szybko się poddała – okradziony cytuje szczerego glinę.
Ubezpieczyciel trzymał kciuki za nieporadność policji. Od sumy odszkodowania chciał odliczyć to, ile auto straci w tym czasie na wartości. Jeśli dwuletnia Honda CRV po kolejnym roku traci na wartości 10 tysięcy zł, to po trzech miesiącach uda się potracić trzy dwunaste, czyli 2,5 tys. zł. Efekt? Pan Tomasz wywalczył godziwe odszkodowanie dopiero po wniesieniu pozwu sądowego.
Puszczajcie pijaków wolno
Zwlekanie z wypłatą odszkodowania i wydłużanie formalności to główny grzech firm ubezpieczeniowych. Z ich działań wynika wręcz, że jeśli w wasz samochód wjedzie pijany kierowca, absolutnie nie wzywajcie policji. Należy dogadać się, spisać oświadczenia i po wytrzeźwieniu wspólnie zgłosić szkodę. To oczywiście teoria, ale pokazuje jak działa się w przypadku takich sytuacji. Jeśli uczciwie zaangażujecie policję, to w przypadku banalnej stłuczki ubezpieczyciele zazwyczaj wypłacają pieniądze dopiero kiedy pijak dostanie wyrok. Minimum pół roku.
Zwlekanie z wypłatą odszkodowania i wydłużanie formalności to główny grzech firm ubezpieczeniowych. Z ich działań wynika wręcz, że jeśli w wasz samochód wjedzie pijany kierowca, absolutnie nie wzywajcie policji. Należy dogadać się, spisać oświadczenia i po wytrzeźwieniu wspólnie zgłosić szkodę. To oczywiście teoria, ale pokazuje jak działa się w przypadku takich sytuacji. Jeśli uczciwie zaangażujecie policję, to w przypadku banalnej stłuczki ubezpieczyciele zazwyczaj wypłacają pieniądze dopiero kiedy pijak dostanie wyrok. Minimum pół roku.
Grube numery robi się też przy wycenie kosztów naprawy. Masz 10-letnią Skodę Fabię, a ktoś wyjeżdża z podporządkowanej drogi i wali w bok auta. Do wymiany cały błotnik z nadkolem i lampa. W autoryzowanym serwisie koszt części to 3 tys zł. Co na to ubezpieczyciel? Jasne, że nie zapłaci trzech tysiaków. Firmy w Polsce wymyśliły sobie skomplikowaną teorię „amortyzacji części”.
Do grata tylko łata
Według niej, 10-letnia Fabia z nowym błotnikiem i reflektorem będzie warta nie 10 tys., ale 11,5 tys zł. – bo ten nowy błotnik jest ładniejszy niż oryginalny z ogniskami rdzy. Odszkodowanie służy naprawie szkody, a nie podniesieniu wartości auta, twierdzą ubezpieczyciele i zaczynają liczyć. Po 10 latach Fabia jest warta około 25 proc. ceny salonowej, więc od ceny nowego błotnika w ASO odlicza się mniej więcej tyle samo "amortyzacji". Tak naprawdę współczynnik ustalany jest „pi razy oko”, tak aby klient się nie awanturował.
Według niej, 10-letnia Fabia z nowym błotnikiem i reflektorem będzie warta nie 10 tys., ale 11,5 tys zł. – bo ten nowy błotnik jest ładniejszy niż oryginalny z ogniskami rdzy. Odszkodowanie służy naprawie szkody, a nie podniesieniu wartości auta, twierdzą ubezpieczyciele i zaczynają liczyć. Po 10 latach Fabia jest warta około 25 proc. ceny salonowej, więc od ceny nowego błotnika w ASO odlicza się mniej więcej tyle samo "amortyzacji". Tak naprawdę współczynnik ustalany jest „pi razy oko”, tak aby klient się nie awanturował.
Aleksandra Wiktorow, Rzecznik Ubezpieczonych: – To absurd, przecież na rynku nie można kupić nieużywanych części w stopniu dokładnie odpowiadającym utracie wartości auta. W takich przypadki zazwyczaj przegrywają sprawę w sądzie – komentuje.
Jawne procedury, konkretne wyliczenia na bazie rynkowych cen zarówno części i robocizny to standardy, które KNF i rzecznik ubezpieczonych chcą narzucić ubezpieczalniom. Skala machinacji przy wypłatach odszkodowań urosła tak, że urzędnicy nazywają już „patologią”. Obecnie rzecznik otrzymuje około 15-16 tys. skarg rocznie. A są przecież sprawy, w których klienci bez jego udziału procesują się z w firmami.
Zakłady ubezpieczeń zbudowały swoją strategię postępowania z klientami, na lęku i niechęci do wstąpienia na drogę sądową. Wiadomo, że nie każdy się na to zdecyduje, bo to długa droga, często kilkuletnia i wymagająca dodatkowych wysiłków
Jedna z firm ubezpieczeniowych zastrzegła sobie wyłączność do interpretacji Ogólnych Warunków Ubezpieczania. Jej zdaniem, stado dzików, w które uderzył autem kierowca na drodze krajowej, to nie zdarzenie losowe uwzględnione w polisie. Kolejna walczyła do upadłego w sądzie przekonując, że rodzinie kierowcy, który zasłabł za kierownicą i zmarł po uderzeniu w drzewo, nie należy się odszkodowanie. Był to efekt „nieuzasadnionego nieskorzystania z porady lekarskiej”, co wyłącza odpowiedzialność ubezpieczyciela.
Inna firma nie chciała wypłacić odszkodowania za śmierć ubezpieczonego bez dostarczenia przez rodzinę oryginału certyfikatu ubezpieczenia. Gdzie był ten papierek – to już wiedział tylko nieboszczyk. Jednak w tej sprawie Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał wyrok, że ubezpieczyciel wie wystarczająco dużo o ubezpieczeniu, kliencie i przedmiocie umowy, aby zrealizować świadczenie.
