
REKLAMA
Zaufanie Krystyny Jandy to wartość, którą szczyci się firma Soraya
Ważne jest, by mieć kogoś i coś, czemu zawsze można zaufać. Na czyją pomoc i niezawodność można liczyć? Rozmawiała pani o tym, czym jest zaufanie, ze swoimi dziećmi i wnukami. Zapis tej rozmowy jest na pani blogu. Warto przeczytać. Ale czy można mieć zaufanie do kremów? Czy pani ma zaufanie do marki Soraya?
Tak. To jest adekwatne określenie.
Dowodem zaufania, jakim obdarzyła pani Soraya, jest i to, że została pani ambasadorką marki. Czy nie obawiała się pani, że straci wiarygodność, jaką darzą panią Polki? Że może niezadowolona z kremu kobieta przyjdzie do teatru z pretensjami?
Zanim związałam się na dobre z Soraya, wypróbowałam kolejno na sobie te kremy. Szczerze mówiąc, do głowy by mi nie przyszło, że jakaś kobieta może mieć pretensje i na dodatek przyjść z tymi pretensjami do mnie do teatru.
Była pani i jest nadal pewna jakości Soraya?
Przez całą młodość, do 35. roku życia, miałam problemy ze skórą. Musiałam więc nie tylko wybierać odpowiednie kosmetyki, ale też leczyć skórę. Zdobyć więc moje zaufanie nie jest kremom łatwo.
Pani skóra domagała się szczególnej uwagi, tak jak mówi pani w reklamie. Ale czy używa pani Soraya także wtedy, gdy, proszę wybaczyć, nikt nie widzi?
Kiedy zaczęłam pracować z Soraya, naturalną koleją rzeczy było to, że zaczęłam używać kremów tej firmy. Soraya weszła razem ze mną do naszego teatru i aktorki sięgnęły po jej kremy, podkłady, kosmetyki do rozmalowywania (demakijażu). Wszystkie dostałyśmy balsamy do ciała, mleczka, śmietanki itp.
Dowodem zaufania do marki Soraya jest też reklama, w której poleca pani krem BioRepair swojej córce, Marii Seweryn. Czy naprawdę tak by pani zrobiła?
Oczywiście. Ludzie kojarzą mnie z kremami Soraya. W sklepach mówią: „niech mi pani da ten krem Jandy”. I już. Zdarza się, że nieznajome kobiety pytają mnie o te kosmetyki. To jest miłe. Ale podkreślam zawsze, że równie ważne jest prawidłowe oczyszczanie skóry, dbanie o nią, nawilżanie lżejszymi kremami, także, delikatność i trochę czasu dla siebie każdego dnia.
Grała pani Marię Callas, Marlenę Dietrich, Helenę Modrzejewską i wiele innych gwiazd. Czy gdyby one znały kremy Soraya, to też by im zaufały?
Być może, ale też każda z nich była związana z którąś z wielkich marek kosmetycznych. Marlena Dietrich była twarzą Vichy i reklamowała kremy tej marki. Maria Callas stosowała kosmetyki Guerlain i reklamowała ich perfumy. Moim zdaniem tylko Helena Modrzejewska używała tego, co wtedy było pod ręką, czyli zwyczajnej oliwy. Na szczęście w tej chwili cały przemysł kosmetyczny, naukowcy myślą o nas bezustannie, nie jesteśmy same.
Innowacyjność - za nią Krystyna Janda ceni markę Soraya.
Soraya szczyci się tym, że sięga po nowe technologie i szybko je wdraża, oferując nam nowoczesne kosmetyki. Pani także nie czeka, aż ktoś inny w teatrze czy w filmie wytyczy nowe drogi.
To zabawne, jestem aktorką, której ludzie wciąż zadają pytanie: czym nas pani jeszcze zaskoczy? Zdumiona zawsze odpowiadam: nie pracuję po to, żeby zaskakiwać, robię coś, realizuję, dlatego że jakiś temat wydaje mi się ważny, jeszcze o nim nie mówiono albo nie mówiono w taki sposób. Ludzie odbierają to jako ciągłe, trwające już prawie 40 lat, zaskakiwanie. Przyznam że to miłe. Wydaje mi się, że rzeczywiście nie wchodzę dwa razy do tej samej rzeki i wciąż szukam nowych rzeczy, nowych inspiracji. Pewnie dlatego drugie najczęściej zadawane mi pytanie to: co panią napędza? Odpowiadam: nie wiem. Jestem po prostu ciekawa życia. Taka się urodziłam. Lubię żyć. Życie to dla mnie radość. Radość sprawia mi także kiedy wchodzę do sklepu, w którym sprzedaje się kremy Soraya i jestem witana z szerokim uśmiechem, naprawdę w specjalny sposób. Ekspedientki, nawet klienci pokazują mi, gdzie leżą kremy tej marki i opowiadają, kto je kupuje. Jestem traktowana jak ktoś z wielkiej rodziny Soraya.
Czy innowacyjność Soraya to, pani zdaniem, tylko slogan reklamowy? Czy to prawda, że panią ta marka wciąż czymś dobrym zaskakuje?
Sama testuję wszystkie nowe produkty tej marki. Dostaję wszystkie kosmetyki, które pojawiają się na rynku. Nie tylko kremy, które reklamuję. Wszystkie te kosmetyki mam w domu, stoją w łazience i ich używam. Zresztą nie tylko ja, moja matka i siostra, aktorki w teatrze także. Sama bym ich nie zużyła. Ja ostatnio chętnie sięgam po Hialuronowy Mikrozastrzyk, który jest kremem najnowszej generacji i alternatywą dla medycyny estetycznej. Jest naprawdę świetny. Widzę co rano, że moja cera wygląda wspaniale. Ale czemu tak się dzieje? Na czym polega innowacyjność tego kremu? Kompletnie się nad tym nie zastanawiam. Nie znam się na tym, więc nie miałoby to sensu. Po co zresztą? Co jest w środku? Coś dobrego, skoro są rezultaty.
Cztery lata temu pani udział w pierwszej reklamie kremu dla wielu był zaskoczeniem. Nie obawiała się pani utraty prestiżu, jest pani naszym dobrem narodowym! A tu: krem przeciwzmarszczkowy...
Nie obawiałam się utraty niczego. Co więcej, uważałam, że to fajnie reklamować krem zrobiony dla polskich kobiet i, co ważne, nie za drogi. Krępowałabym się gdyby kosztował tysiące. Kiedy zaproponowano mi współpracę z Soraya, pomyślałam, że zawsze zależało mi na tym, aby nie być „elitarną” aktorką. I coś z tego było w tej propozycji i w samym produkcie. Kremy Soraya są przyjazne dla wielu kobiet. I bogatych, i skromnie żyjących.
I nie straciła pani nic z blasku gwiazdy, za to krem Art&Diamonds zaświecił także pani blaskiem.
Nie zależy mi na moim blasku, ale na publiczności, na tych ludziach, którzy przychodzą co wieczór do teatru, bo spodziewają się, że nie wyjdą z niczym.
Na 60. urodziny dała pani sobie w prezencie spektakl „Zmierzch długiego dnia”. A co by pani ofiarowała Soraya z okazji 30. urodzin, które w tym roku obchodzi?
Na swoją trzydziestkę dałam sobie wolność. Tak było! W wieku 27 lat zbuntowałam się, a trzy lata później „wybiłam na niepodległość”. Pamiętam, że był to okres przełomowy dla mnie , także w myśleniu o tym, jaką jestem kobietą. Po trzydziestce jakby się polubiłam. A Soraya życzę tego samego, wielkiego sukcesu i wielu przyjaciółek wśród Pań, ale również by stworzyła linię zapachów. Może także do wnętrz. Do teatru może? Firma jest solidna, praktyczna, użytkowa. Można jej tylko dodać więcej duchowości.
Innowacyjność Soraya wyraża się także w tym, że ma pani swój wkład w powstawanie scenariuszy reklam.
Można chyba tak powiedzieć. Uczestniczę w powstawaniu reklam od samego ich początku. Przyznaję, scenariusz pierwszej reklamy wymyśliłam z buntu przeciwko kilkunastu propozycjom agencji. W powstaniu drugiego i trzeciego miałam wkład tylko korygujący. Reżyserem pierwszych reklam był mój przyjaciel, wybitny operator, Dariusz Kuc. Kiedy przed powstaniem reklamy, w której występuję razem z córką, Marysią Seweryn, Darek zachorował, na moją prośbę lekarze zwolnili go na kilka dni ze szpitala, żeby mógł ją nakręcić. Ta reklama jest więc dla mnie czymś naprawdę osobistym i ważnym.
Innowacyjność Soraya to także współpraca z artystkami przy tworzeniu nowych produktów. W zeszłym roku również brała pani udział w testach, dzięki którym powstał nowy krem, Metamorpohose.
Tak. Odbył się panel i spotkanie w Teatrze Polonia. Przyszło na nie wiele pań. Aktorki, osoby publiczne, w różnym wieku, z różnych teatrów. Śpiewaczki. Otrzymałyśmy rozmaite próbki. Aktorki to szczególnie wymagające klientki, nasza skóra jest wciąż obciążana makijażem filmowym, teatralnym, a musi wyglądać perfekcyjnie. Prawie wszystkie staramy się w ciągu dnia nie używać podkładów, a jeśli - to bardzo lekkich. Poza czasem obowiązków zawodowych najchętniej nosimy gołe skóry.
Skuteczność to dla Krystyny Jandy wartość kremów Soraya.
W reklamie mówi pani, że dzięki kremom Soraya skóra wygląda na wypoczętą, jest gładsza, młodsza. Czy naprawdę są to kremy na tyle skuteczne, by sprostać pani oczekiwaniom i wymaganiom?
Oczywiście, ale też nie oczekuję cudów. Czy są kremy, które czynią cuda? Ja ich nie znam. Mówię to z przekonaniem, bo używałam różnych i było różnie. Stosuję kremy Soraya od jakiegoś czasu. Zresztą nie tylko kremy także inne kosmetyki tej marki: mleczka i śmietanki, świetne bazy sylikonowe i podkłady liftujące.
Czy pani zawód, aktorstwo, stawia kosmetykom szczególne wymagania?
Niewątpliwie tak. Czasem tylko kilka godzin w nocy nie mam na twarzy ciężkiego, „zawodowego” makijażu. Rozmasowuję się oraz oczyszczam skórę kilka razy dziennie i nakładam nowy makijaż do innej sceny, ujęcia, sztuki teatralnej. Niewątpliwie więc moja skóra jest bardziej obciążona niż kobiet nie pracujących w ten sposób. Aktorki muszą jakby bardziej dbać o skórę, bo dla nas to „warsztat pracy” czy – jak kto woli – „narzędzie pracy”. Poza tym wiele aktorek stara się po usunięciu makijażu, kiedy nie gra czy nie ma zdjęć, zachować twarz naturalną. Niewiele aktorek maluje się prywatnie. Ale żeby można było sobie na to pozwolić, skóra musi być naprawdę perfekcyjna, odżywiona, jasna, elastyczna, o naturalnym kolorycie.
W reklamie nowości Soraya, kremu Hialuronowy Mikrozastrzyk, mówi pani, że jest to alternatywa dla medycyny estetycznej. Czy to prawda?
Nie wiem, wierzę specjalistom Soraya na słowo. Myślę, że jest ze mną nieźle. Czy dzięki Soraya uniknęłam kosztownych i bolesnych zabiegów? Nie wiem. Powiem podobnie, jak powiedziała pani Danuta Wałęsowa: „Nie wiem, jak by wyglądało nasze życie, gdybyśmy byli zwykłą rodziną. Kto to może wiedzieć? Pan Bóg tylko".
Czy dla pani mają znaczenie badania skuteczności kremów? Na przykład to, że 7 na 10 kobiet jest z Soraya zadowolonych?
Oczywiście. Byłam ciekawa, czy to, że Soraya wybrała mnie na ambasadora marki, miało wpływ na sprzedaż kremów. Podobnie interesuję się tym, ilu ludzi kupiło bilety na nasze spektakle. I jest mi naprawdę miło, kiedy pracownicy Soraya zawiadamiają mnie o wynikach sprzedaży po wprowadzeniu reklamy.
W czym pani zdaniem tkwi sekret skuteczności kremów Soraya?
Widzę, że Soraya kieruje odpowiednie kremy do odpowiednich kobiet. Są linie: plus 20, 30, 40, 50 itd.
Kobiety wstydzą się przyznać, że mają zmarszczki, a pani zagrała w reklamie kremu przeciwzmarszczkowego, który ma zmarszczki skutecznie wygładzać i spłycać.
Lubię naturalność wszędzie. Jakiś czas temu postanowiłam nie farbować włosów. W Soraya odbyła się nawet dyskusja, czy nie powinnam wrócić do mojego dawnego koloru włosów dla tej reklamy. Pozwolono mi jednak na to, żebym była naturalna, czyli prawie siwa. To także buduje wiarygodność i zaufanie.
Kolejna rewolucja Jandy!
Rewolucja? To chyba przesada. Ale tak. Mówię swoim wyglądem. Jestem - jaka jestem, oto prawda. Intensywna praca, aktywność powodują, że nie bardzo mam czas i ochotę zajmować się tymi problemami. Co zmienić, by lepiej wyglądać? Dla wielu kobiet to obsesja. Moja mama ma 86 lat, a wygląda na 70.
Rewolucja? To chyba przesada. Ale tak. Mówię swoim wyglądem. Jestem - jaka jestem, oto prawda. Intensywna praca, aktywność powodują, że nie bardzo mam czas i ochotę zajmować się tymi problemami. Co zmienić, by lepiej wyglądać? Dla wielu kobiet to obsesja. Moja mama ma 86 lat, a wygląda na 70.
"Jak pięknie dziś wyglądasz" to hasło Soraya. Pani zapewne często je słyszy?
Tak, co jakiś czas je słyszę. Ale ode mnie też wiele osób słyszy komplementy, słowa uznania. Mówmy sobie jak najczęściej: "Jak pięknie dziś wyglądasz!" i tak wyglądajmy.