Wielka Brytania szykuje na Rosję "finansową bombę atomową", podczas gdy Putin grozi Ukrainie prawdziwym głowicami jądrowymi
Wielka Brytania szykuje na Rosję "finansową bombę atomową", podczas gdy Putin grozi Ukrainie prawdziwym głowicami jądrowymi Fot. shutterstock.com

Stało się to, czego wiele osób obawiało się od początku konfliktu Rosji i Ukrainy: Władimir Putin straszy Zachód atomem. Rosjanie właśnie rozpoczynają manewry z udziałem rakiet z głowicami jądrowymi. UE w tym czasie zastanawia się nad kolejnymi sankcjami, a Wielka Brytania już ma odpowiedź na rosyjską agresję: „finansową bombą atomową”. Co to jest i dlaczego znowu Zachód reaguje na militarne groźby „tylko” sankcjami?

REKLAMA
50 megaton strachu
Gdy ukraiński minister obrony Wałerij Hełetej ujawnił, że Rosja grozi swojemu sąsiadowi bronią atomową, świat zadrżał. Przecież to właśnie ZSRR odpaliło podczas testów w 1961 roku najpotężniejszą bombę tego typu w historii – słynnego Tzara, o mocy 50 megaton. Pierwotny plan zakładał, by było to 100 megaton – ale ze względów bezpieczeństwa zmieniono plany.
Połowa tej mocy i tak wystarczyła, by ognista kula po detonacji miała promień (!) ok. czterech kilometrów, wybuch był odczuwalny na Alasce, a grzyb atomowy miał ok. 60 km wysokości. Z okolicy wybuchu wyparowało kilka skalistych wysepek. Co prawda, masa Tzara: 27 ton (dla porównania: Little Boy spuszczony na Hiroshimę ważył „tylko” 4,4 tony) uczyniła bombę zupełnie niepraktyczną, ale wywołała efekt, o który wówczas Nikicie Chruszczowowi chodziło: przestraszyć cały świat.
Dzisiaj Putin robi podobnie, tylko w mniej spektakularny sposób. Zapowiedziane manewry z użyciem rakiet wyposażonych w głowice jądrowe budzą niepokój nie tylko w najbliższym otoczeniu Rosji. Testów pokazujących moc tej broni robić już nie trzeba – po Hiroszimie i Nagasaki bomby atomowe i tak budzą powszechną trwogę.
Zachód jak zwykle „zaniepokojony”
Na ile rosyjskie groźby użycia broni atomowej są prawdziwe, tego nie wie nikt, choć ze zdroworozsądkowego punktu widzenia jest to mało prawdopodobne. Mimo to, wśród obywateli Ukrainy, Polski i krajów Bałtyckich doniesienia ukraińskiego ministra obrony wywołały spore obawy. I przede wszystkim pretensje wobec Zachodu: Unii Europejskiej, USA i NATO, że jeszcze „porządnie” nie zareagowały na rosyjską agresję – na przykład militarnie. Chociażby wysyłając kontyngenty wojsk NATO na granicę Rosji i Ukrainy.
I faktycznie: nawet teraz, gdy pojawiły się groźby użycia broni atomowej, gdy rosyjscy żołnierze przekroczyli granicę z Ukrainą, Unia Europejska myśli o kolejnych sankcjach. Tym razem ma to być m.in. zakaz kupowania rosyjskich obligacji przez europejską finansjerę. Takim ruchem UE ograniczyłaby finansowanie Kremla, ale eksperci już wskazują, że doraźnie nie będzie to dla Rosji silny cios.
Czemu Zachód jest niezdecydowany
Dlaczego zjednoczona Europa tak niemrawo reaguje na działania Putina? Istnieje jeden, główny powód: byłoby to szarpanie śpiącego lwa za wąsy. Jak przekonywał w rozmowie z „Polska The Times” amerykański politolog John Dunn, wykładowca Uniwersytetu Cambridge, Zachód nie może sobie pozwolić na jawne „skarcenie” prezydenta Rosji ani eskalację konfliktu.
John Dunn, politolog

Dziś kluczowe jest wypracowanie rozwiązań, które zmuszą Putina do tego, by przestał robić, to co robi, a jednocześnie go nie poniżyć. To ważne, jeśli bowiem będzie on czuł się znieważony, to się nie wycofa. A przecież Unia nie jest gotowa na to, by stanąć do otwartej wojny z Rosją w obronie Ukrainy. 

Wypowiedź dla "Polska The Times" z dn. 14.08.2014
Dunn dodatkowo wskazywał, że w samej Unii proces podejmowania decyzji i reagowania na kryzysy jest chaotyczny, na pewno zbyt wolny w stosunku do tego, co robi Rosja. Wynika to z faktu, że państwa członkowskie mają bardzo rozbieżne interesy – i pamiętać należy, że np. Francja na początku sierpnia oświadczyła, że nadal będzie sprzedawać rosyjskiej armii okręty Mistral.
Francuzi tłumaczyli, że wycofanie się z tego biznesu nie zmieni polityki Władimira Putina, ale na pewno nadszarpnie francuski budżet. To doskonale pokazuje, jak niejednoznaczne są nastroje w UE i jak trudno jest wypracować reakcję jednocześnie uderzającą w Rosję, nie burzącą interesów narodowych, a do tego na tyle łagodną, by nie rozjuszyła Władimira Putina.
John Dunn, politolog

Tempo, w jakim rozwija się ten konflikt, sprawia, że istnieje duże zagrożenie utraty kontroli nad sytuacją. A na pewno zdecydowanie utrudnia to Zachodowi właściwe reagowanie, konsolidację, którą imponował w czasie zimnej wojny. Wyraźnie widać, że Rosja od samego początku jest lepiej przygotowana do tego konfliktu niż Zachód.

Wypowiedź dla "Polska The Times" z dn. 14.08.2014
Wielka Brytania bierze sprawy w swoje ręce
Zdaje się jednak, że nie wszyscy członkowie UE są tak niezdecydowani. Wielka Brytania zaproponowała nałożenie na Rosję kolejnej „sankcji”. Tym razem jednak może to być już nie cios, a gwóźdź do trumny rosyjskiej gospodarki. Niektórzy nazywają to nawet „finansową bombą atomową”, która spuszczona na Rosję wywołałaby tam prawdziwe gospodarcze spustoszenie.
Brytyjczycy chcą bowiem odciąć Federację Rosyjską od SWIFTNet. To sieć, system wymiany informacji dostępny wyłącznie dla instytucji finansowych. By do niego należeć, kraje muszą zgodzić się na odpowiednie warunki korzystania ze SWIFT-u. Obecnie w systemie tym działa ponad 10 tysięcy banków i ponad 200 instytucji finansowych z całego świata. W jego ramach w lipcu wysyłano 21 mln komunikatów dziennie.
Odciąć kompletnie rosyjskie banki
Poprzez sam SWIFT nie można co prawda dokonywać żadnych transakcji pieniężnych, ale każda operacja finansowa okraszona jest porcją informacji – przekazywanych właśnie w ramach SWIFTNet. Bez dostępu do sieci rosyjskie instytucje finansowe i banki miałyby więc problemy nawet z najprostszymi operacjami, jak przelaniem pieniędzy do zagranicznego banku, o bardziej skomplikowanych działaniach nie wspominając.
– Większość międzynarodowych płatności korzysta ze SWIFT. Zablokowanie rosyjskich banków i firm od systemu skutecznie odcięłoby rosyjskich biznesmenów od reszty świata – ocenia w rozmowie z "Business Insiderem" Bruce Johnston, analityk z międzynarodowej kancelarii prawniczej Morgan, Lewis & Bockius.
Zablokowanie kraju Putina w tym systemie może wywołać krach eksportu i w efekcie całego handlu lub chociaż dużej jego części. Efekt byłby więc i dotkliwy i doraźny, w przeciwieństwie do nakładanych dotychczas sankcji. Gdy podobnego rozwiązania użyto w 2012 roku wobec Iranu, by utrudnić mu budowanie broni jądrowej, sparaliżowało to tamtejszy handel.
Broń obosieczna, czy skuteczna?
Jednocześnie inny analityk Chris Weafer z moskiewskiej firmy konsultingowej Macro Advisory, cytowany przez "Bloomberga", wskazuje, że taki ruch UE nie zablokuje największych rosyjskich transakcji, ale faktycznie bardzo zaszkodzi wymianie handlowej. – Byłaby to bardzo poważna eskalacja sankcji i zapewne poskutkuje równie twardą reakcją Rosji – podkreślił Weafer.
Warto jednak pamiętać, że odcięcie Rosjan od SWIFT może zaszkodzić również samej Unii Europejskiej. Bruce Johnston z Morgan, Lewis & Bockius przypomniał, że blokada działa w dwie strony – Rosjanie nie będą mogli zapłacić europejskim biznesmenom za już dokonane transakcje. Jaka mogłaby być skala sytuacji, w której europejscy przedsiębiorcy zostają bez pieniędzy lub nawet bankrutują z powodu blokady, trudno ocenić, ale na pewno należałoby się tego spodziewać.
Jeśli jednak „tylko” taka byłaby dla Zachodu cena za powstrzymanie Putina, byłoby to rozwiązanie optymalne. „Finansowa bomba atomowa” zaproponowana przez Wielką Brytanię to pierwsza tak radykalna propozycja gospodarczego izolowania Rosji i pierwsza, której prezydent Rosji faktycznie może się przestraszyć. O ile tylko wizja czerwonego przycisku już nie przysłoniła jego osądu sytuacji.