
Stało się to, czego wiele osób obawiało się od początku konfliktu Rosji i Ukrainy: Władimir Putin straszy Zachód atomem. Rosjanie właśnie rozpoczynają manewry z udziałem rakiet z głowicami jądrowymi. UE w tym czasie zastanawia się nad kolejnymi sankcjami, a Wielka Brytania już ma odpowiedź na rosyjską agresję: „finansową bombą atomową”. Co to jest i dlaczego znowu Zachód reaguje na militarne groźby „tylko” sankcjami?
Gdy ukraiński minister obrony Wałerij Hełetej ujawnił, że Rosja grozi swojemu sąsiadowi bronią atomową, świat zadrżał. Przecież to właśnie ZSRR odpaliło podczas testów w 1961 roku najpotężniejszą bombę tego typu w historii – słynnego Tzara, o mocy 50 megaton. Pierwotny plan zakładał, by było to 100 megaton – ale ze względów bezpieczeństwa zmieniono plany.
Na ile rosyjskie groźby użycia broni atomowej są prawdziwe, tego nie wie nikt, choć ze zdroworozsądkowego punktu widzenia jest to mało prawdopodobne. Mimo to, wśród obywateli Ukrainy, Polski i krajów Bałtyckich doniesienia ukraińskiego ministra obrony wywołały spore obawy. I przede wszystkim pretensje wobec Zachodu: Unii Europejskiej, USA i NATO, że jeszcze „porządnie” nie zareagowały na rosyjską agresję – na przykład militarnie. Chociażby wysyłając kontyngenty wojsk NATO na granicę Rosji i Ukrainy.
Dlaczego zjednoczona Europa tak niemrawo reaguje na działania Putina? Istnieje jeden, główny powód: byłoby to szarpanie śpiącego lwa za wąsy. Jak przekonywał w rozmowie z „Polska The Times” amerykański politolog John Dunn, wykładowca Uniwersytetu Cambridge, Zachód nie może sobie pozwolić na jawne „skarcenie” prezydenta Rosji ani eskalację konfliktu.
Dziś kluczowe jest wypracowanie rozwiązań, które zmuszą Putina do tego, by przestał robić, to co robi, a jednocześnie go nie poniżyć. To ważne, jeśli bowiem będzie on czuł się znieważony, to się nie wycofa. A przecież Unia nie jest gotowa na to, by stanąć do otwartej wojny z Rosją w obronie Ukrainy.
Tempo, w jakim rozwija się ten konflikt, sprawia, że istnieje duże zagrożenie utraty kontroli nad sytuacją. A na pewno zdecydowanie utrudnia to Zachodowi właściwe reagowanie, konsolidację, którą imponował w czasie zimnej wojny. Wyraźnie widać, że Rosja od samego początku jest lepiej przygotowana do tego konfliktu niż Zachód.
Zdaje się jednak, że nie wszyscy członkowie UE są tak niezdecydowani. Wielka Brytania zaproponowała nałożenie na Rosję kolejnej „sankcji”. Tym razem jednak może to być już nie cios, a gwóźdź do trumny rosyjskiej gospodarki. Niektórzy nazywają to nawet „finansową bombą atomową”, która spuszczona na Rosję wywołałaby tam prawdziwe gospodarcze spustoszenie.
Poprzez sam SWIFT nie można co prawda dokonywać żadnych transakcji pieniężnych, ale każda operacja finansowa okraszona jest porcją informacji – przekazywanych właśnie w ramach SWIFTNet. Bez dostępu do sieci rosyjskie instytucje finansowe i banki miałyby więc problemy nawet z najprostszymi operacjami, jak przelaniem pieniędzy do zagranicznego banku, o bardziej skomplikowanych działaniach nie wspominając.
Jednocześnie inny analityk Chris Weafer z moskiewskiej firmy konsultingowej Macro Advisory, cytowany przez "Bloomberga", wskazuje, że taki ruch UE nie zablokuje największych rosyjskich transakcji, ale faktycznie bardzo zaszkodzi wymianie handlowej. – Byłaby to bardzo poważna eskalacja sankcji i zapewne poskutkuje równie twardą reakcją Rosji – podkreślił Weafer.
