
Najczęściej przewidywany scenariusz to pełnienie obowiązków przewodniczącego partii przez dotychczasową pierwszą wiceprzewodniczącą Ewę Kopacz. Jest to rozwiązanie zgodne ze statutem partii. Kopacz kierowałaby PO do najbliższych wyborów, które mają się odbyć za dwa i pół roku. Ale wcale nie musi się tak stać.
REKLAMA
O rozpadzie partii nie ma mowy.
Odejście Donalda Tuska zaskoczyło większość polityków PO. W szeregach partii można dostrzec pewne zagubienie. W końcu Tusk rządził PO od 2003 roku. Ale rozmawiając z politykami PO, zwłaszcza tymi z dalszych rzędów, można dostrzec wewnętrzną dumę z wielkiego sukcesu wodza. Takiej fali pozytywnych emocji nie było w działaczach PO od dawna. Teraz zrobią wszystko, aby ten stan się utrzymał, czyli PO płynęła dalej.
Wybory wewnątrz PO jak najszybciej.
Większość polityków PO zdaje sobie sprawę z tego, że nakładanie się wewnątrzpartyjnej kampanii na ogólnokrajowe kampanie wyborcze samorządową, prezydencką i parlamentarną byłoby dla PO zgubne. Ewentualne potyczki między frakcjami, czy starcia liderów podcięłyby partii skrzydła.
W platformerskich kuluarach pojawia się więc pomysł zorganizowania wewnątrzpartyjnych wyborów w styczniu albo w lutym, między wyborami samorządowymi i prezydenckimi. Jest jednak wielce prawdopodobne, że i w takim przypadku szefem partii zostałaby Ewa Kopacz. Nikt nie ryzykowałby rozwiązania, że premier rządu nie jest jednocześnie szefem partii. Dotychczasowe doświadczenia polityczne w Polsce z rządem AWS-u pokazały, że kierowanie radą ministrów z tylnego siedzenia szefa partii to prosta droga do politycznej katastrofy.
Także start w takich wyborach Grzegorza Schetyny zakończyłby się jego porażką. Nie dostanie się Schetyny w grudniu ubiegłego roku do zarządu partii wskazuje na słabnące w PO poparcie dla tego polityka.
Schetyna wygra jeśli PO przegra.
Jedynie wybory partyjne zorganizowane po ewentualnej porażce w wyborach parlamentarnych dają Schetynie szanse na odbicie władzy w PO. W takiej jednak sytuacji w partii mogą się objawić konkurenci, których dziś nikt nie bierze pod uwagę. Schetynie może zagrozić na przykład wezwany z Brukseli Bogdan Zdrojewski.