
PiS chce, aby Donald Tusk był w Brukseli silnym promotorem interesów Polski, nawet, jeśli Platforma będzie musiała oddać władzę. – Oczekujemy, że oderwie się od polityki krajowej, ale nie, że się wynarodowi – mówi w "Bez autoryzacji" Krzysztof Szczerski.
REKLAMA
Mieszacie się w zeznaniach, jeśli chodzi o wyjazd Donalda Tuska do Brukseli: raz chwalicie, raz krytykujecie. Więc może pan, jako minister spraw zagranicznych w przyszłym rządzie Jarosława Kaczyńskiego, wyjaśni jakie jest stanowisko PiS w tej sprawie?
Dziękuję za rekomendację, przyjmuję ją jako uznanie dla mojej osoby, choć jest daleko na wyrost. Ale do rzeczy. Ten przekaz jest spójny, bo z zasady cieszymy się, kiedy ktoś kojarzony z Polską zajmuje wysokie stanowisko. To może być drogą do budowania prestiżu naszego kraju.
Pod warunkiem wszakże – i to jest drugi punkt, gdzie stawiamy znak zapytania – że będzie chciał wykorzystać to stanowisko do wprowadzenia do polityki europejskiej polskiego punktu widzenia. Jeśli premier nie będzie po prostu tylko obsługującym interesy innych państw, ale będzie chciał wprowadzać polskie kwestie, to uznamy, że jego wyjazd to pozytywna rzecz.
Ten pakiet sformułowaliśmy bardzo jasno: chodzi o pakiet energetyczny, chodzi o wyrównanie szans polskich górników, o energetykę. Trzeci punkt to dorobek Donalda Tuska w Polsce, który nie znika wraz z jego wyjazdem. Oceniamy bardzo krytycznie, był złym premierem. Te trzy rzeczy się łączą.
Przypomina mi się dyskusja po awansie posła Czarneckiego na jednego z 14 wiceprzewodniczących Parlamentu Europejskiego. Mówiono, że jest niemal władcą Europy i załatwi dużo dla Polski. Teraz mówi się, że Donald Tusk będzie tylko prowadził szczyty i nic nie będzie mógł.
Ja takich opinii nie wypowiadałem, ale ona jest słuszna. Każda pozycja Polaka jest dla nas korzystna. Nie deprecjonowałbym roli posła Czarneckiego, jak wiceprzewodniczącym był Jacek Protasiewicz, to mówiło się, że jest wielkim europejczykiem. Tak samo ważna jest pozycja przewodniczącego RE, choć pod dwoma warunkami.
Trzeba oczekiwać od Tuska, że nie będzie łączył funkcji przewodniczącego z polityką krajową, zarządzał z tylnego siedzenia, angażował się w kampanię. Premier musi z Polski wyjechać, także mentalnie. Poza tym jako przewodniczący Rady musi współpracować z każdym kolejnym premierem. Premier musi tak samo zarządzać procesem decyzyjnym w RE także po zmianie premiera.
Z jednej strony mówi pan, że Tusk musi z Polski wyjechać, z drugiej pana koledzy już teraz mówią, że wyjazd się opłaci tylko wtedy, kiedy premier „coś nam załatwi”. Przecież to nie od tego jest przewodniczący RE.
Mam nadzieję, że premierowi Tuskowi nie będzie trzeba przypominać, kiedy już zasiądzie w gabinecie w Brukseli, jakie są potrzeby i interesy Polski w Unii. Jeśli on będzie mówił, że nie jest od załatwiania, to znaczy, że oderwał się od rzeczywistości.
Oczekujemy, że oderwie się od polityki krajowej, ale nie, że się wynarodowi i jako przewodniczący Rady nie będzie rozumiał swojej funkcji i będzie szkodził Polsce. Mam nadzieję, że to wynarodowienie premiera Tuska nie wystąpi w tempie kosmicznym, że będzie rozumiał interes kraju, którego był premierem i do którego – mam nadzieję – będzie chciał wrócić.
Dlaczego politycy PiS kolportują naciąganą tezę, że Tusk przehandlował przywileje Polaków w Wielkiej Brytanii za swoje stanowisko? Przecież to ograniczenie to opłata za utrzymanie Wielkiej Brytanii w Unii, a nie za awans dla Tuska.
To pytanie z tezą, że nasz punkt widzenia jest naciągany, a inny jest prawdziwy. Tak nie jest. Oczekuję od polskiego premiera, że nie zacznie negocjacji na temat swojego osobistego stanowiska od porzucenia polskiego punktu widzenia i przyjęcia poglądów drugiej strony. Napisałem interpelację i oczekuję, żeby formalnie wyjaśnił jak wyglądały te rozmowy, bo na razie mamy tylko relacje medialne.
Chcemy, żeby powiedział, co obiecał Wielkiej Brytanii. Nawet jeśli ceną było jej utrzymanie w Unii, to szkoda, żeby poświęcił za to Polaków, którzy tam wyjechali za pracą z powodu bezrobocia, które rozpętało się w Polsce za rządów premiera Tuska.
Po tym, jak zostaliście zaskoczeni przez nominację Tuska, prezes wezwał was na Nowogrodzką i dał reprymendę panu i pana kolegom zajmującym się zagranicą?
Ja nie uczestniczyłem w takim spotkaniu. Zaskoczona tym wszystkim jest przede wszystkim Platforma. Spójrzmy na sposób w jaki dochodzi do wymiany: premier mówił niedawno w Sejmie, że ma plan na rok rządów, teraz okazuje się, że prezydent Komorowski nic o zmianach w rządzie nie wie. To pokazuje, że poziom zaufania w PO jest taki, że premier być może trzymał to wszystko w tajemnicy.
